advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:

Znajomy z zakładu pogrzebowego zdradził wszystko. "Nigdy bym się nie dowiedział"

4 min. czytania
22.04.2026 12:55
Zareaguj Reakcja

Maciej Siembieda był gościem Tamary Pawlik-Lipskiej w audycji "Aleja Sław" Radia Pogoda. Odsłonił kulisy powstawania "Upiora", swojej najnowszej książki, pokazując, jak z pozornie błahej historii rodzi się opowieść zakorzeniona w faktach, lękach i trudno dostępnej rzeczywistości branży funeralnej.

Maciej Siembieda w Radiu Pogoda
fot. Radio Pogoda
  • Inspiracją do książki stała się autentyczna opowieść zasłyszana podczas spotkania z czytelnikami.
  • Maciej Siembieda buduje swoje powieści na faktach, traktując literaturę jako sposób opowiadania historii.
  • Kluczowe znaczenie miało spotkanie ze starym znajomym z branży pogrzebowej.

Maciej Siembieda to jeden z tych autorów, którzy konsekwentnie budują swoją markę na styku dziennikarskiej rzetelności i literackiej sensacji. Przez lata związany z mediami, dziś znany przede wszystkim jako twórca bestsellerowych thrillerów historycznych, w których fakty odgrywają rolę co najmniej równorzędną z fikcją.

Posłuchaj rozmowy:

Aleja Sław Radia Pogoda
Gotuje jak pisze: "po swojemu" - Maciej Siembieda w Radiu Pogoda
play play
replay
forward
volume volume
0:00

To właśnie on był gościem Tamary Pawlik-Lipskiej w audycji "Aleja Sław" w Radiu Pogoda, gdzie opowiadał o kulisach powstawania swojej najnowszej książki pod tytułem "Upiór" - historii, która, jak się okazuje, ma zaskakująco realne i nieco niepokojące korzenie.

Maciej Siembieda i branża pogrzebowa

Już na początku rozmowy wybrzmiewa wyraźnie, że powieść z Jakubem Kanią - bohaterem dobrze znanym czytelnikom serii - potrafi wciągnąć bez reszty, nawet tych, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z twórczością Macieja Siembiedy. "Upiór" nie jest jednak jedynie kolejną sensacyjną historią. To także wejście w świat, który rzadko trafia na literackie pierwsze strony i jednocześnie budzi naturalny niepokój.

Temat branży pogrzebowej, obecny w książce, nie pojawił się przypadkowo. Jak tłumaczył sam autor, jego proces twórczy rzadko zaczyna się od czystej wyobraźni - znacznie częściej punktem wyjścia jest konkretny impuls, wydarzenie albo zasłyszana historia, która domaga się rozwinięcia.

Ja się odpalam od iskry. Zawsze, bo ja mam stwierdzoną medycznie niedoczynność wyobraźni, więc muszę mieć fakty. Z fantazją i z wymyślaniem jest u mnie kiepsko, więc z reguły kręcą mnie tylko te historie, które życie napisało. A ja je tylko opowiadam - zdradził Siembieda na antenie Radia Pogoda.

Od żarciku do kolejnego bestsellera

To podejście, choć brzmi jak żartobliwe umniejszanie własnej roli, w rzeczywistości stanowi fundament jego pisarstwa. Maciej Siembieda nie tworzy światów od zera - raczej wydobywa z rzeczywistości to, co najbardziej intrygujące, a następnie nadaje temu formę literacką. W przypadku "Upiora" wszystko zaczęło się od sytuacji, która mogłaby uchodzić za anegdotę z życia autora.

Pojechałem do Chełmży na spotkanie z czytelnikami, a że czytelnicy byli bardzo mili i gościnni, to zapytali mnie: "A kiedy Jakub Kania przyjedzie do Chełmży?". Więc ja powiedziałem: "Jak mu coś dacie, to przyjedzie". I oczywiście był to rodzaj żarciku, ale wstał dyrektor biblioteki i opowiedział historię, która mnie zelektryzowała - przyznał autor.
Redakcja poleca

Od tego momentu rozmowa przestaje być już tylko wspomnieniem spotkania autorskiego, a zaczyna przypominać początek śledztwa - dokładnie takiego, jakie prowadzą bohaterowie jego książek. Z pozornie niewinnej sytuacji wyłania się temat znacznie bardziej niepokojący.

Ta historia prowadziła do zjawiska, które się nazywa tafofobią, czyli lęku przed pochowaniem żywcem albo przed obudzeniem się w trumnie. Jak kto woli. Myślałem o tym w drodze powrotnej. Przypomniałem sobie wtedy historię Reymonta, przypomniałem sobie historię Tadeusza Morzyńskiego […] i na to samo, na pewną dolegliwość medyczną, niezwykle rzadką, którą miał też Reymont - opowiadał.

W ten sposób pojedyncza opowieść uruchomiła cały ciąg skojarzeń i tropów, które doprowadziły autora do znacznie szerszego kontekstu - zarówno historycznego, jak i społecznego. Tafofobia, choć dziś może wydawać się egzotyczna, przez lata była realnym lękiem, a jej ślady można odnaleźć w biografiach znanych postaci i w dokumentach medycznych.

"Krok do przemysłu funeralnego"

Naturalnym kolejnym krokiem było wejście w świat, który pozostaje dla większości ludzi niedostępny - branżę funeralną. I tutaj, jak się okazuje, ogromną rolę odegrały dawne dziennikarskie znajomości Macieja Siembiedy.

Stąd już był krok do przemysłu funeralnego, o którym naprawdę bardzo niewiele wiemy. Ja miałem ten handicap, że jeden z moich redakcyjnych kolegów, bo trzydzieści lat przed pisarstwem spędziłem w dziennikarstwie, zmienił branżę i kupił sobie zakład pogrzebowy. Odszedł z mediów i zajmuje się tym właśnie - wspominał Siembieda.

Dostęp do takiego źródła informacji okazał się bezcenny. To właśnie dzięki niemu autor mógł zajrzeć za kulisy rzeczywistości, która na co dzień pozostaje ukryta - nie tylko ze względu na swoją specyfikę, ale też na społeczne tabu, jakie ją otacza.

Po pierwsze ufamy sobie, więc się dosyć pięknie "rozpruł". Po drugie opowiedział rzeczy, o których bym się nigdy nie dowiedział. A po trzecie, ma reporterską duszę, więc po prostu wie, co jest ciekawe, a co nie. Potrafi to rozróżniać. I opowiedział mi mnóstwo rzeczy. I z tego wszystkiego, z tych kawałków, skleił się "Upiór" - przyznał gość Radia Pogoda.

Z tych fragmentów - zasłyszanych historii, faktów, obserwacji - powstała opowieść, która, choć ubrana w literacką formę, pozostaje głęboko zakorzeniona w rzeczywistości. I to właśnie ten aspekt Siembieda podkreśla z wyjątkową konsekwencją: "To są książki oparte na faktach. Ja swoją rolę widzę wyłącznie służebnie. Całe moje starania idą w to, żeby to atrakcyjnie powiedzieć, ale te historie pisze życie. I dlatego bardzo chcę, żeby to było bardzo mocno udokumentowane i wiarygodne" - podsumował.

Oglądaj

Źródło: RadioPogoda.pl