Dźwięki dawnej Warszawy to jego pasja. Gdy zaczyna grać, cały świat zwalnia
Niepozorny instrument, korbka i… magia, która zatrzymuje przechodniów. W audycji "Świat w zupełnie starym stylu z Radiem Pogoda" Piotr Sworakowski spotkał się z człowiekiem, który od lat tworzy klimat warszawskiej starówki - Kataryniarzem Janem, czyli Janem Jastrzębskim. Opowiedział on o swojej codzienności, o ludziach, którzy zatrzymują się, by posłuchać melodii z dawnych lat oraz o tym, jak jego pasja stała się sposobem na ocalenie fragmentu warszawskiej tożsamości. To rozmowa dla wszystkich, którzy kochają historię Warszawy, stare melodie i ludzi z niezwykłą pasją.
- Droga do zawodu zaczęła się od rekonstrukcji historycznej i naturalnie skręciła w stronę występów ulicznych.
- Katarynka stała się narzędziem pracy - mimo prostej obsługi wymaga wyczucia repertuaru.
- Występy to połączenie muzyki, stroju i interakcji z przechodniami, tworzące atmosferę "bańki nostalgii".
Kataryniarz Jan od kilku lat występuje na warszawskim rynku, odtwarzając repertuar inspirowany przedwojenną Warszawą. W rozmowie opisuje, jak trafił do tego zawodu, na czym polega jego codzienna praca oraz jak reagują na nią przechodnie. Odkrywa też tajemnice katarynek, ich konstrukcji i niezwykłej historii, sięgającej czasów, gdy muzyka uliczna była jednym z najważniejszych elementów miejskiego życia.
Droga do zawodu kataryniarza zaczęła się od zainteresowania historią i działalnością rekonstrukcyjną. Początkowo dotyczyła ona wydarzeń związanych z II wojną światową, a następnie została rozszerzona o życie codzienne przedwojennej Warszawy.
Pozytywne skojarzenia z przeszłością prowadziły mnie do rekonstrukcji. Na początku zaczynałem od rekonstrukcji historycznej ze zgrupowaniem Radosław, czyli Powstanie Warszawskie. Później powstała trupa teatralna Warszawiaki, z którą zaczęliśmy rekonstruować życie przedwojenne ludności cywilnej w Warszawie - opowiadał w Radiu Pogoda.
Z czasem pojawiła się potrzeba bardziej regularnego kontaktu z odbiorcami, niezależnego od organizacji wydarzeń.
Wybór katarynki jako narzędzia pracy
Katarynka została wybrana jako instrument umożliwiający samodzielne występy i bezpośredni kontakt z publicznością. Jak podkreśla rozmówca, jej obsługa jest technicznie prosta, ale nie wyczerpuje charakteru tej pracy.
Jestem kataryniarzem, czyli gram na katarynce, takim instrumencie, który nie wymaga żadnych umiejętności, żeby na nim grać. Czyli każdy mógłby być tym kataryniarzem i odtwarzać dźwięki dawnej Warszawy, ponieważ mój repertuar składa się głównie z przedwojennych utworów. Ale też trzeba wiedzieć, w którą stronę kręcić. W mojej katarynce można w obie - zażartował.
Z czasem działalność przyjęła formę regularnej pracy wykonywanej w określonym rytmie. "Jestem kataryniarzem codziennie, oprócz poniedziałków, tak jak muzea - w poniedziałki zamknięte" - śmiał się gość Radia Pogoda.
Repertuar i inspiracje
Podstawą repertuaru są utwory przedwojenne oraz kompozycje stylizowane na ten okres. Dobór materiału nie jest przypadkowy - uwzględnia zarówno charakter instrumentu, jak i sposób funkcjonowania muzyki w przestrzeni publicznej. Istotne są rozpoznawalność melodii, prostota struktury oraz możliwość przełożenia utworu na zapis mechaniczny katarynki.
To, co lubię w dawnej Warszawie, to jest ten czar. Lubię taką niewypowiedzianą epokę vintage, bo to jest okres, który ludzie pozytywnie kojarzą. Zazwyczaj nie pamiętamy negatywnych rzeczy z przeszłości. Przeszłość kojarzy się z czymś dobrym. Ja przywołuję właśnie te czasy, te bardziej wyobrażone, te miłe wspomnienia - tłumaczył na antenie.
Repertuar pełni zatem funkcję budowania skojarzeń - pozwala odbiorcom szybko rozpoznać konwencję i wejść w określony nastrój, nawet bez znajomości konkretnych utworów czy ich kontekstu. Istotnym elementem pozostaje także warstwa tekstowa. Wybór piosenek wynika z przekonania, że przedwojenna muzyka popularna była silnie powiązana z kulturą literacką. "Zwykłe piosenki uliczne właśnie tworzyli poeci i to było też piękne" - dowiadujemy się.
Forma występu i przyjęta konwencja
Występy kataryniarza Jana mają charakter powtarzalny i odbywają się według określonego schematu. Obejmują zarówno element muzyczny, jak i wizualny - strój, sposób poruszania się oraz bezpośredni kontakt z odbiorcami.
To jest rola, w którą wchodzę. Mogę odkleić od siebie tę funkcję i być w świecie kataryniarza Jana. Mogę być innym człowiekiem wtedy. To jest mój zawód i jednocześnie pasja. Trzeba zawiązać muszkę i już - mówił Jan Jastrzębski.
Kluczowym elementem pracy jest interakcja z przechodniami. Reakcje odbiorców są zróżnicowane, ale powtarzają się pewne schematy zachowań - zatrzymanie się, obserwacja, krótkotrwałe uczestnictwo.
Mam takie mistyczne odczucie, jak zaczynam grać na katarynce, że tworzę bańkę takiej nostalgicznej, pozytywnej energii. Ta bańka czasem, kiedy gram i śpiewam, ona się powiększa i zajmuje coraz większą część rynku. I ci ludzie, którzy w to wchodzą, są tacy zrelaksowani, uśmiechnięci, szczęśliwi, niektórzy się wzruszają i to jest takie piękne - dodawał.
Jednocześnie należy uwzględnić specyfikę takiej pracy, która wiąże się z brakiem kontroli nad otoczeniem. "Zdarza się, że ktoś wchodzi w tę przestrzeń i ją zakłóca. To są takie momenty, z którymi trzeba się liczyć przy pracy na ulicy".
Historia zapisana w instrumencie
W jego opowieści pojawia się też niezwykle symboliczny wątek - katarynki odziedziczonej po poprzednim warszawskim kataryniarzu.
Dostałem w spadku katarynkę po poprzednim kataryniarzu, panu Piotrze Bocie. I zdecydowałem, razem z córką, która właściwie odziedziczyła spadek po tacie, że katarynka ta, na której grał pan Piotr, pójdzie do Muzeum Warszawy, żeby właśnie jakąś tę tradycję warszawską też zapisać na kolejne pokolenia - podkreślił kataryniarz Jan.
To moment, w którym rozmowa przestała być tylko lekką opowieścią o ulicznym artyście. Pojawiała się ciągłość tradycji i odpowiedzialność za jej zachowanie.
Kataryniarz Jan to postać, która idealnie wpisuje się w dzisiejszą potrzebę... zwolnienia. Jego muzyka, styl i sposób bycia tworzą przestrzeń, w której można na chwilę odetchnąć. I choć sam mówi o "kręceniu korbką", to w rzeczywistości robi coś znacznie trudniejszego - przypomina ludziom, jak się zatrzymać.
Źródło: RadioPogoda.pl