W PRL hit lat 70. wywołał "aferę żyletkową". Dziś zna go każdy Polak
"Afera żyletkowa", która na zawsze podzieliła Tadeusza Nalepę i Bogdana Loebla, stała się jednym z najbardziej gorzkich epizodów w historii Breakoutu. To historia o zaufaniu, pieniądzach i milczeniu, które przerwało wieloletnią współpracę. Poznaj szczegóły.
- Na początku lat 70. zespół szukał własnej tożsamości, balansując między rockową ekspresją z bluesową surowością,
- Powstawaniu albumu "Blues" towarzyszyły odmienne wizje twórcze oraz pasja odkrywania nowych inspiracji.
- Słynny przebój otworzył grupie drogę do legendy, ale lata później stał się też tłem dla konfliktu.
Historia Breakoutu zaczęła się w lutym 1968 roku w Rzeszowie, kiedy to Tadeusz Nalepa i Mira Kubasińska postanowili zamknąć rozdział pt. "Blackout" i rozpocząć nowy - mocniejszy, bardziej świadomy, przełamujący dotychczasowe muzyczne schematy. W kolejnych latach przez zespół przewinęło się wielu muzyków, ale to właśnie moment wejścia Jerzego Goleniewskiego do składu zaowocował wyjątkowo zwartą i wyrazistą sekcją rytmiczną.
Rozwiąż quiz muzyczny. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...
Quiz: Quiz. Tak brzmiały lata 70. Pamiętasz te przeboje? 15/20 to wyczyn!
Breakout nie tylko koncertował po Polsce, lecz także zdobywał doświadczenia koncertowe na Zachodzie, a album "Blues" z 1971 roku do dziś uchodzi za jedno z najważniejszych dzieł w historii polskiej muzyki. Jeśli ktoś zna tylko jeden utwór Breakoutu, to na 99 procent jest to "Kiedy byłem małym chłopcem" właśnie z tego albumu.
To absolutny evergreen polskiej kultury - grany na ogniskach, coverowana przez kolejne pokolenia i nieustannie wracająca w radiowych klasykach. Ma w sobie coś uniwersalnego: prostą, nostalgiczną historię o dzieciństwie, zestawioną z surowym, charakterystycznym brzmieniem zespołu. A zaczęło się tak...
Breakout. Zgrzyty, rozbieżności i nowy kierunek
Gdy Breakout wrócił z Holandii, Nalepa przywiózł ze sobą walizkę płyt oraz marzenia o brzmieniu na miarę King Crimson i Colosseum. To powodowało jednak pewne napięcia. Mira Kubasińska i Franek Walicki ciągnęli bowiem w stronę rocka, wspomniany Nalepa coraz śmielej spoglądał na bluesa, a Bogdan Loebl - jak to poeta - wsłuchiwał się w sens słów.
I tutaj zaczyna się rozbieżność wspomnień. Nalepa mówił:
"Już wtedy słuchałem dużo Mayalla. Dużo - jedną płytę miałem. Ale słuchałem jej na okrągło. I Claptona na tej płycie" ("Breakout Absolutnie"). A w innym miejscu dodaje: "Od występów ze Skrzekiem zacząłem na serio interesować się bluesem".
Loebl widział sprawę inaczej: "Tadek przywiózł dużo nowości płytowych, ale kiedy zobaczył u mnie albumy Mayalla (a miałem już trzy), zaproponował wymianę. Zgodziłem się i zaczęliśmy rozmawiać, o co by w tym nowym rozdziale naszej współpracy chodziło" - czytamy na BibliotekaPiosenki.pl.
Hit, który miał być lekcją życia
I tak zaczęły powstawać pierwsze utwory Breakoutu na album "Blues". Jednym z nich był oczywiście kawałek "Kiedy byłem małym chłopcem", zainspirowany narodzinami syna. Loebl postanowił zapakować w tekst zestaw życiowych "instrukcji obsługi dorosłości". Wyszło nieco przewrotnie, nieco gorzko, ale - jak to w bluesie - prawdziwie.
Pytany, czy to w ogóle wychowawcze, odpowiedział:
A czyż życie nie jest takie? Poza tym ja to pisałem przewrotnie. Zresztą i tego tekstu nie lubię. Mało w nim poezji. Ba, wcale nie ma. Poza tym wiąże się on z całą, tą aferalną reklamą.
I tu zaczyna się historia, której nie powstydziłby się żaden współczesny magazyn plotkarski.
"Afera żyletkowa". Przyjaźń, tantiemy i ciche telefony
Okazuje się, że w latach 90. Nalepa przekonywał Loebla do zgody na użycie piosenki Breakoutu w reklamie maszynek do golenia. "Ja już się zgodziłem. Reklama będzie często nadawana, popłyną tantiemy" - miał zapewniać.
Loebl zgodził się, nieświadomy, że istnieje też coś takiego jak osobna opłata licencyjna. Gdy dotarła do niego prawda, pobiegł do agencji. I wtedy usłyszał coś, co podkopało całą tę przyjaźń.
Pan Nalepa wziął honorarium, obiecując, że odda panu połowę - powiedzieli.
Ale poeta nigdy tych pieniędzy nie zobaczył. Kiedy Nalepa wrócił ze Stanów, Loebl zadzwonił z prośbą o wyjaśnienia. "Wykpił mnie" – wspominał. I tak ich drogi się rozeszły. Już na zawsze.
Wychodzi na to, że muzyk zbyt dosłownie potraktował słowa "głosem serca się nie kieruj, tylko forsa ważna w życiu jest".