advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:

Hit lat 60. wyrzucony z konkursu. Decyzja władz wywołała skandal

4 min. czytania
25.01.2026 05:35
Zareaguj Reakcja

Jego nazwisko nie zawsze jest na pierwszym planie, ale to właśnie on potrafi nadać piosenkom emocjonalną głębię, która potrafi przetrwać dekady. Krzysztof Dzikowski należy do tych autorów, którzy z codziennych słów układają historie zapadające w pamięć – niezależnie od epoki i wykonawcy. Jedną z takich opowieści jest utwór "Nie wiem czy to warto".

Na zdjęciu kobieta śpiewająca w mikrofon oraz starszy mężczyzna w okularach
fot. NAC; Wikimedia Commons/Fryta 73/CC BY-SA 2.0
  • Krzysztof Dzikowski łączy literacką wrażliwość z estradową komunikatywnością.
  • Jego twórczość swobodnie przekracza granice gatunków i pokoleń.
  • Wielokrotnie udowadniał, że ten sam tekst może żyć na nowo w kolejnych interpretacjach.

25 stycznia 1938 roku urodził się Krzysztof Dzikowski – autor tekstów, które na trwałe wpisały się w historię polskiej piosenki rozrywkowej. Jest twórcą obdarzonym niezwykłym wyczuciem języka i emocji, a jego słowa potrafią brzmieć równie sugestywnie w wykonaniach estradowych gwiazd, jak i w kameralnych interpretacjach aktorskich.

Rozwiąż quiz muzyczny. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...

Quiz: Quiz. Słynne melodie lat 60. Dla prawdziwego entuzjasty 100 proc. to pikuś!

1/20 Kto śpiewał "Zielone wzgórza nad soliną / I zapomnianych ścieżek ślad / Flotylle chmur z nad lasów płyną / Wędrowne ptaki goni wiatr"?

Współpracował dotąd z czołówką polskich kompozytorów, m.in. z Ryszardem Poznakowskim, Sewerynem Krajewskim czy Wojciechem Młynarskim, a jego teksty śpiewali artyści reprezentujący bardzo różne style i pokolenia: od Katarzyny Sobczyk i Ireny Jarockiej, przez Czesława Niemena i Marylę Rodowicz, po Annę Marię Jopek i Katarzynę Groniec.

Krzysztof Dzikowski - od nieświadomego studenta do profesjonalisty

Droga Krzysztofa Dzikowskiego do zawodowego pisania piosenek zaczęła się skromnie. Na początku lat sześćdziesiątych był studentem polonistyki, pisał teksty dla studenckich kabaretów i nie traktował tej działalności jako przyszłego zawodu. Przełom nastąpił w chwili, gdy po raz pierwszy usłyszał swoje słowa w radiu.

Była to piosenka "Nie rzucajcie kelnerki", nagrana z inicjatywy Władysława Szpilmana, z muzyką Tadeusza Prejznera i w wykonaniu Bogdana Czyżewskiego. Od tego momentu młody autor coraz częściej bywał w radiowych redakcjach, nawiązując znajomości, które otworzyły mu drzwi do świata profesjonalnej estrady.

Jedna z nich – z Mateuszem Święcickim, dziennikarzem i kompozytorem – okazała się kluczowa. To właśnie wtedy powstał przebój "Był taki ktoś", napisany dla Katarzyny Sobczyk i zespołu Czerwono-Czarni. Sukces piosenki sprawił, że Krzysztof Dzikowski w 1964 roku został zaproszony przez zespół na obóz artystyczno-kondycyjny w Kudowie-Zdroju. Tam narodził się utwór, który do dziś pozostaje jednym z jego najbardziej rozpoznawalnych tekstów.

Redakcja poleca

"Nie wiem czy to warto". Burzliwe losy piosenki

Autorem słów piosenki jest oczywiście Krzysztof Dzikowski, a muzykę skomponował Zbigniew Bizoń. Okoliczności powstania utworu przeszły już do anegdoty polskiej piosenki. Sam autor po latach wspominał pierwsze chwile pracy nad tekstem w Kudowie-Zdroju: "Nie zdążyłem się jeszcze dobrze rozpakować, kiedy zaczepił mnie Zbyszek Bizoń".

"Dobrze, że już jesteś" – powiada. "Mam tu taki utwór dla Kasi Sobczyk. Genialny, dzieje się w nim, kotłuje, eksploduje. W dodatku wymyśliłem świetną solówkę, gram ją (na saksofonie, bowiem był saksofonistą - przyp. Adam Halber) unisono z gitarą. No bomba. Bierz się do roboty. I, żeby to było dramatyczne" - wspominał tekściarz.

Zadanie okazało się trudniejsze, niż się wydawało. Walczykowy rytm nie sprzyjał dramatyzmowi, a kiepskie samopoczucie autora (zatruł się stołówkowym jedzeniem) dodatkowo utrudniało pracę. Gdy pojawiły się myśli o rezygnacji i powrocie do Warszawy, do akcji wkroczył kierownik zespołu: "Krzysiu, musisz to zrobić. Masz tu butelkę gruzińskiego koniaku, na górce jest Altanka Szopena. Idź tam, stwórz sobie odpowiedni nastrój i nie wracaj bez tekstu" - miał powiedzieć.

Tak przyszła inspiracja i "narodził się przebój"

Noc spędzona w altance nie przyniosła jednak natychmiastowego olśnienia. Dopiero przypadkowe spotkanie z życzliwą kelnerką, która udzieliła Krzysztofowi Dzikowskiemu schronienia i pomocy, odmieniło bieg wydarzeń. Jak wspominał Dzikowski:

Poszedłem po kolacji, nadeszła noc [...]. W każdym razie przysnąłem. Obudziło mnie zimno, więc mimo zastrzeżeń Kosińskiego ("Nie wracaj bez tekstu") postanowiłem wrócić do naszego ośrodka. Po drodze dostrzegłem oświetlone okna w jakimś domu wczasowym. Była czwarta, a tam właśnie kończył się wieczorek zapoznawczy. Wszedłem, żeby się trochę ogrzać i może coś zjeść, a tu bardzo miła kelnerka postanowiła zatroszczyć się o zbłąkanego wędrowca. Nakarmiła, napoiła, a także… przenocowała w swoim służbowym pokoiku na poddaszu.

To zupełnie nieplanowane spotkanie znacznie poprawiło artyście nastrój i wzmogło inwencję twórczą. Jeszcze tego samego dnia przyszła inspiracja i udało się ukończyć tekst. "Po południu Zbyszek przećwiczył to z Kasią, wieczorem próba z zespołem i tak narodził się, jak się miało okazać, przebój" - czytamy na BibliotekaPiosenki.pl.

Pogodne lata [PODCAST]
Polski James Dean. Pogodne lata #18
play play
replay
forward
volume volume
0:00

Skandal w Sopocie i nowe życie

Piosenka szybko trafiła do repertuaru Katarzyny Sobczyk i stała się wielkim przebojem. W 1965 roku zdobyła pierwszą nagrodę w kategorii "piosenka rozrywkowa" na Festiwalu w Opolu. Sukces ten nie przełożył się jednak na występ w Sopocie – decyzją urzędników utwór został odsunięty, co wywołało środowiskowy skandal i protesty dziennikarzy. Próby dopuszczenia piosenki do konkursu zakończyły się niepowodzeniem.

Nowe życie "Nie wiem czy to warto" rozpoczęło się dzięki Czesławowi Niemenowi, który nagrał utwór z zespołem Akwarele, zmieniając perspektywę tekstu z żeńskiej na męską. "Nie zrobiliśmy z tego afery, bo bardzo dobrze nagrał i zupełnie inaczej to zabrzmiało" - wspominał autor.

Kolejna, wyjątkowo mocna interpretacja pojawiła się w 1996 roku w filmie "Matka swojej matki", gdzie piosenkę wykonała Krystyna Janda. Dopiero wtedy – po latach – w pełni wybrzmiał dramat ukryty w słowach Dzikowskiego, będących skargą porzuconej kobiety i dowodem na to, jak wielowymiarowe potrafią być jego teksty.

Oglądaj

Źródła: Wikipedia.org. BibliotekaPiosenki.pl