Cenzura PRL zakazała mu występów. Tak sobie z nią poradził
Bohdan Smoleń zmarł 15 grudnia 2016 roku. Jego śmierć była bez wątpienia ciosem dla wielu Polaków. Satyryk od czasów PRL cieszył się bowiem olbrzymią sympatią. Zyskał ją nie tylko dzięki występom w Kabarecie Tey i zabawnym skeczom, lecz także swoistej niepokorności. Potrafił bowiem dopiec cenzurze w taki sposób, że publika do dziś to wspomina.
- Bohdan Smoleń w PRL musiał zmagać się z cenzurą.
- Był jednak artystą, który się jej nie poddawał.
- Tak drwił sobie z niej przed publicznością.
Kabaret w PRL pełnił zdecydowanie inną funkcję niż dziś. Oczywiście również miał za zadanie rozśmieszać widzów. Artyści nierzadko decydowali się jednak na humor uderzający we władzę, system czy absurdy zastanej rzeczywistości. Bohdan Smoleń był wówczas jednym z najpopularniejszych satyryków w kraju. Mimo takiego statusu, również on musiał zmagać się z cenzurą.
Rozwiąż quiz o humorze w PRL. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem…
Quiz: Quiz. To śmieszyło nas w PRL-u. Tylko mistrz zdobędzie 13/20
Nie jest tajemnicą, że cenzorzy w PRL nie zawsze kierowali się logiką. Potrafili bowiem przyczepić się nawet do najbardziej absurdalnych rzeczy. Jeśli coś zdawało im się być krytyką władzy, natychmiast ruszali do działania. Jednocześnie nie zauważali dość oczywistych przytyków w stronę rządzących, bo artyści ukrywali je za metaforami. Publika nie miała jednak problemu z ich odczytaniem. Bohdan Smoleń przekonał się, jak cenzura potrafiła zajść za skórę.
Bohdan Smoleń był ofiarą cenzury
W okresie PRL praktycznie wszyscy artyści, od muzyków, po satyryków, musieli zmagać się z cenzurą. Bohdan Smoleń nierzadko nic sobie z tego nie robił. W 1983 roku wystąpił na Festiwalu w Opolu. Wówczas wygłosił słynny monolog, który szybko stał się legendarny. W niezapomnianym "A tam, cicho być" wypowiedział ze sceny słowa: "A ci Amerykanie, oni nie są wcale tacy źli. Oni napadną, a potem przeproszą. A mnie za te 40 lat to nikt, k..., nie przeprosił".
Bogdan Smoleń oczywiście nie konsultował wcześniej tego fragmentu z cenzurą. Występ przyniósł mu uznanie publiki oraz nagrody. Skończył się również zakazem występów. Cenzorzy byli jednak ewidentnie niezbyt lotni. Zakaz ten nie dotyczył bowiem występów dla dzieci. Nietrudno było się domyślić, że satyryk to wykorzysta. W końcu nie był to pierwszy raz, gdy zagrał cenzurze na nosie.
Bohdan Smoleń napisał program "6 dni z życia kolonisty". Występował z nim o 10 rano, bo oficjalnie był skierowany do dzieci. Na występach pojawiali się oczywiście dorośli. To dobrze pokazuje, jak artysta traktował absurdalne zakazy funkcjonariuszy PRL. Właśnie za to pokochali go Polacy.
A jak doszło do zdjęcia zakazu? Także tutaj pomógł sarkazm, ironia oraz spryt, z których słynął Bohdan Smoleń. Jak niegdyś wspominał, cytowany przez rp.pl: "Ja? Taki mały kurdupel? To po co wojsko i policja. Więc chciałem, by mi powiedzieli, które słowa godzą w sojusze, a które w ustrój, to ja ich w domu nie będę używał. No i pan Rakowski mi ten zakaz cofnął".