Zaśpiewała hit lat 60. W panice "zaczęła wymyślać"
Irena Santor, ikona polskiej sceny muzycznej, w szczerej rozmowie z Radiem Pogoda przyznała, że nawet jej zdarzały się momenty scenicznej słabości. Podczas jednego z koncertów zapomniała słów do wielkiego przeboju "Maleńki znak" i... zaczęła improwizować.
- Podczas występu w Łodzi Irena Santor zgubiła tekst piosenki i spontanicznie wymyślała własne wersy.
- Widownia reagowała salwami śmiechu, a cała filharmonia bawiła się doskonale, nie spodziewając się takiej sytuacji.
- Orkiestra pod batutą dyrygenta w ogóle nie zauważyła pomyłki.
Wielka dama polskiej piosenki rzadko pozwala sobie na tak osobiste zwierzenia. Tym razem jednak Irena Santor w audycji "Najpiękniejsze melodie" w Radiu Pogoda zdradziła, że nawet jej zdarzały się chwile scenicznej słabości. A dokładniej – zapomnienia tekstu podczas jednego z ważnych koncertów.
Rozwiąż quiz muzyczny. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...
Quiz: Quiz. Irena Santor czy Anna Jantar? Tylko mistrz odgadnie wszystkie piosenki!
Na pytanie prowadzącej Moniki Tarki, czy kiedykolwiek zdarzyło się jej zapomnieć słów do własnej piosenki, artystka odpowiedziała bez wahania: "Tak, zdarzyło mi się. Pamiętam, to było przeżycie".
To była piosenka o Warszawie... "Maleńki znak", taka bardzo popularna. Pojechałam do Łodzi na koncert z Wielką Orkiestrą Symfoniczną. Nie miałam już tam co śpiewać, bo często występowałam w tym mieście i wszystko było już wyśpiewane. Wzięłam więc trzy nowe utwory. A ja jestem "tremiara". Zaśpiewałam je poprawnie, ale przy czwartej, właśnie przy "Maleńkim znaku", coś się stało - zdradziła Irena Santor.
Irena Santor "zaczęła wymyślać tekst"
Irena Santor nie kryła, że to, co wydarzyło się później, zapisało się w jej pamięci na zawsze. Publiczność spodziewała się klasycznego wykonania, tymczasem artystka nagle zgubiła wątek i... zaczęła improwizować.
Zaśpiewałam: "Kto dzieckiem miał nad Wisłą skwer, królestwo powiślańskich sfer..." i dziura. Nigdy w życiu wcześniej czegoś takiego nie zrobiłam. Coś mnie opętało. Zaczęłam wymyślać tekst. Naprawdę, jak to się mówi, haftować. A to była przecież popularna piosenka i ludzie doskonale znali jej słowa - opowiadała.
Sala zareagowała zupełnie inaczej, niż Irena Santor mogła się spodziewać. "Orkiestra gra, dyrygent prowadzi, a ja śpiewam jakieś bzdury. Patrzę - ludzie zaczynają się śmiać, coraz bardziej. W pewnym momencie cała filharmonia w Łodzi pokładała się ze śmiechu. A ja śpiewam dalej" - zdradziła.
Dyrygent nawet nie zauważył
Okazało się, że muzycy nawet nie zauważyli wpadki. Jak przyznała Irena Santor, orkiestra była zajęta nutami, a nie słowami. Dlatego reakcja publiczności bardzo zdziwiła i zaskoczyła dyrygenta.
Rachoń, który dyrygował, podszedł do mnie po koncercie i zapytał: "Słuchaj, dlaczego ci ludzie tak się śmiali?". Muzyk w życiu nie słucha tekstu, on ma swoje nutki. Jak mu się zgadzają, to gra dalej. Nawet nie zauważył, że śpiewałam coś zupełnie innego - śmiała się legenda.
Choć dla artystki był to ogromny stres, publiczność zapamiętała tamten wieczór jako niezwykle zabawny. Dziś, po latach, Irena Santor opowiada o wszystkim z dystansem i humorem, dowodząc, że nawet największe gwiazdy potrafią śmiać się z własnych potknięć.
Na koniec audycji w Radiu Pogoda wybrzmiał już w pełni poprawny "Maleńki znak" z 1961 roku – tym razem bez cienia ryzyka, że zabraknie słów.
Więcej wspomnień znajdziesz w naszym cyklu audycji pn. "Najpiękniejsze melodie Ireny Santor", do posłuchania >>>TUTAJ.
Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na RadioPogoda.pl!