Ludzie zalewali się łzami, słysząc jego muzykę. Odszedł w zapomnieniu
28 listopada 1911 roku na świat przyszedł jeden z najwybitniejszych polskich kompozytorów. Rocznica urodzin Alberta Harrisa to moment, by ponownie spojrzeć na artystę, który swoją drogę z warszawskich podwórek prowadził aż na światowe sceny – zostawiając po sobie melodie, które do dziś poruszają słuchaczy.
- Albert Harris urodził się 28 listopada 1911 roku.
- Już przed wojną zyskał status jednej z gwiazdy estrady.
- Największy triumf przyniosła mu poruszająca "Piosenka o mojej Warszawie".
Dziś mija kolejna rocznica urodzin Alberta Harrisa - artysty, który, zanim jeszcze słowo "celebryta" weszło do słownika, miał wszystko, co dziś charakteryzuje prawdziwą gwiazdę: sceniczną charyzmę, niepowtarzalny głos i muzyczną intuicję. Mało kto pamięta, że urodził się 28 listopada 1911 roku jako Aaron Hekelman. Młody, zdolny i ambitny... Tak zaczynała się historia jednego z najważniejszych głosów przedwojennej Polski.
Rozwiąż quiz muzyczny. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...
Quiz: Quiz. Polskie przeboje lat 50. Tylko mistrz zdobędzie 17 punktów
Wychowany na warszawskim Muranowie, wykształcony w żydowskim Gimnazjum "Askola", szybko zrozumiał, że scena to jego naturalne środowisko. Wtedy jeszcze działał pod pseudonimami, najpierw "Albert Holm", później "A. Liff". Dopiero "Albert Harris" stał się podpisem, który elektryzował słuchaczy.
Jego kariera nabrała tempa, gdy nagrywał z orkiestrą "Odeon" pod batutą Jerzego Gerta. Publiczność uwielbiała go za lekkie, melodyjne utwory, a duet z Wierą Gran z 1938 roku do dziś wspominany jest jako wzorcowe połączenie dwóch silnych osobowości estrady.
Albert Harris. Tak powstał jego największy przebój
Wojna przerwała muzyczne plany Alberta Harrisa, ale nie jego kreatywność. We Lwowie i dalej na wschodzie pisał, koncertował i, jak na prawdziwego profesjonalistę przystało, tworzył piosenki, które przetrwały burzliwy czas historii. Wtedy powstał jego największy hit - "Piosenka o mojej Warszawie", którą artysta skomponował, napisał i nagrał w 1944 roku.
To właśnie o niej Mieczysław Fogg wspominał, że "nigdy w życiu nie miał w swoim repertuarze tak wzruszającego utworu". Publiczność płakała, a utwór natychmiast stał się symbolem tęsknoty za miastem, którego już nie było.
Po wojnie Albert Harris występował w Łodzi, gdzie moment kulminacyjny jego koncertów wyglądał niemal filmowo: gdy śpiewał swój słynny przebój, przeciskał się przez rozentuzjazmowany tłum i zajmował miejsce przed orkiestrą, gdzie przyjmował gratulacje. Brzmi jak scena z musicalu? Taka właśnie była jego codzienność.
Krytycy bywali bezlitośni
Niestety, życie Alberta Harrisa nie obyło się bez kontrowersji. Krytycy potrafili być wobec niego bezlitośni. W jednym z głośniejszych artykułów padły słowa, które przeszły do historii: "Krótkie kwadratowe nogi na kaczym platfusie, i ogromna kwadratowa głowa robiły wrażenie chodzącego układu Pitagorasa". Komentarz nieładny, wręcz podły, ale pokazuje jedno: Harris budził emocje. A to cecha, którą mają tylko ci naprawdę ważni.
Urażony brakiem wsparcia i zniechęcony nagonką opuścił Polskę. Według niektórych źródeł miało to związek z odmówieniem mu realizacji w kraju jego pomysłu na film "Piosenka o mojej Warszawie", w której zagrałby główną rolę bohaterskiego powstańca warszawskiego. W Szwecji jednak szybko odnalazł się jako modny kompozytor, a "Piosenka o mojej Warszawie" zrobiła tam furorę jako "Sången om Warszawa".
Ma zmysł kupiecki. Błyskawicznie opanował rynek. Jest dziś najmodniejszym kompozytorem w Szwecji. Nikt tu oczywiście nie wie o jego opinii w kraju. Nikt nie czytał, że ten sentymentalny boston jest podobno plagiatem. Wiadomości z Polski przychodzą tu bardzo spóźnione. Sztokholm jest na razie w okresie, w którym nasze pisma pasowały Harrisa na bohatera narodowego - pisał łódzki "Kurier Popularny".
Potem były filmy, nagrania, podróże i nowe muzyczne projekty. W końcu Ameryka - ta, która miała być ostatecznym przystankiem. Okazała się jednak potwornym rozczarowaniem. W połowie lat 70. Albert Harris odszedł tam w zapomnieniu.
Dziś jednak pamiętamy. Każda kolejna rocznica jego urodzin to świetna okazja, aby przypomnieć sobie twórcę, który nie tylko śpiewał o Warszawie. On tę Warszawę współtworzył swoją muzyką. I choć życie poprowadziło go daleko od rodzinnego miasta, jego melodie wciąż wracają tam, gdzie zaczęła się cała historia.