Grał Juranda w "Krzyżakach". Polacy nie mieli pojęcia, co przeżył
Andrzej Szalawski, gwiazda polskiego kina i teatru, przez lata zmagał się z niesłusznie przypiętą łatką kolaboranta. Jego historia to opowieść o cierpieniu, chorobie, odrzuceniu, ale też miłości, która przetrwała całe życie.
- Andrzej Szalawski zmagał się z oskarżeniami o kolaborację.
- Jego praca w teatrach, choć zgodna z instrukcjami AK, była uznawana za zdradę.
- Po wojnie trudno mu było odzyskać dobre imię.
Urodzony 4 grudnia 1911 roku w Warszawie jako Andrzej Pluciński Andrzej Szalawski był synem urzędnika państwowego. Od najmłodszych lat fascynowała go sztuka, dlatego po ukończeniu gimnazjum wstąpił do Państwowego Instytutu Sztuki Teatralnej, gdzie zdobył dyplom. W 1936 roku rozpoczął pracę na scenach Poznania i Lwowa, a już wkrótce zadebiutował w filmie "Dziewczęta z Nowolipek", który przyniósł mu rozgłos.
Rozwiąż quiz. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...
Quiz: Quiz. "Krzyżacy" czy "Pan Wołodyjowski"? Ekspert musi zdobyć 20/20
Wybuch II wojny światowej postawił go w trudnej sytuacji. Zmobilizowany do 26. pułku piechoty, walczył w obronie Lwowa. Po kapitulacji Andrzej Szalawski zignorował rozporządzenie, nakazujące zarejestrowanie się jako oficer, co pozwoliło mu uniknąć losu ofiar w Katyniu. Wrócił do pracy w teatrze, a gdy III Rzesza zaatakowała ZSRR, ponownie przyjechał do Warszawy.
Andrzej Szalawski rozpracowywał nazistów
Długotrwałe bezrobocie, z którym mierzył się w stolicy Andrzej Szalawski, mogło skończyć się przymusową wywózką do pracy. Dlatego przyjął posadę lektora w niemieckiej kronice filmowej "Die Deutsche Wochenschau". Jednocześnie, głównie dzięki tej ofercie, "zaczepił" się w teatrach koncesjonowanych przez nazistów – wszystko zgodnie z poleceniami Armii Krajowej, której był członkiem.
Choć w tajemnicy pomagał rozpracowywać nazistów, środowisko artystyczne długo nie chciało mu wybaczyć. Wkrótce Andrzej Szalawski zrezygnował z pracy w kronice, lecz "łatka kolaboranta pozostała z nim na lata", mimo że jego działania miały ukryty cel patriotyczny.
Po wojnie nie otrzymał weryfikacji zawodowej od komisji ZASP-u, niezbędnej do powrotu na scenę. Zdecydował się na wyjazd do Zielonej Góry, gdzie pracował jako sufler, inspicjent, szofer, a nawet stolarz. Trudne warunki życia odbiły się na jego zdrowiu psychicznym – przeszedł załamanie nerwowe i zmagał się z depresją.
Obdarty, z nieostrzyżonymi włosami, czerwonymi oczami, robił wrażenie człowieka wykończonego nerwowo, w stanie chorobliwie depresyjnym, który z maniakalnym uporem mówi ciągle, że jest ukarany, że grać mu nie wolno - wspominała aktorka Wanda Telakowska.
Rola w "Krzyżakach" nie pomogła
Powrót na scenę nastąpił w 1947 roku, gdy Andrzej Szalawski otrzymał angaż w łódzkim Teatrze Wojska Polskiego. Radość nie trwała długo – został aresztowany przez UB pod zarzutem współpracy z hitlerowcami i spędził trzy lata w więzieniu, mimo że wszystkie jego wcześniejsze działania były zgodne z instrukcjami Armii Krajowej - tłumaczeń jednak nikt nie chciał słuchać.
Po wyjściu na wolność aktor starał się odbudować swoją karierę i dobre imię. W 1960 roku stworzył jedną ze swoich najsłynniejszych ról – Juranda ze Spychowa w "Krzyżakach" w reżyserii Aleksandra Forda. Później zagrał Hermana Bucholca w "Ziemi obiecanej" Andrzeja Wajdy, zdobywając uznanie widzów i krytyków. Koledzy z branży jednak nadal nie chcieli mieć z nim nic wspólnego.
Nie zdziwi zatem, że życie osobiste Szalawskiego również było pełne burz. Po dwóch nieudanych małżeństwach odnalazł szczęście dopiero u boku Izabeli Wilczyńskiej, którą poznał w lipcu 1963 roku. Była jego trzecią żoną i przez ponad cztery dekady wiernie wspierała go w walce o przywrócenie dobrego imienia.
To ona zabroniła po jego śmierci 11 października 1986 roku stawiać krzyż na grobie, tłumacząc, że nosił go na swoich barkach niesłusznie już za życia.
Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na RadioPogoda.pl!