Film dnia PRL - "Lata 20-te... lata 30-te...". Ten monolog trzeba znać
19 marca 1984 roku do kin trafiły "Lata dwudzieste... lata trzydzieste..." – widowisko, które w realiach PRL stało się barwną ucieczką od codzienności i z czasem wyrosło na jeden z najbardziej kultowych musicali w historii polskiego kina. Film dnia PRL - sprawdź ciekawostki, informacje, fakty.
- Film dnia PRL - "Lata dwudzieste... lata trzydzieste...". To opowieść o ryzykownym planie, który zamiast klęski przynosi sukces.
- Gwiazdorska obsada i muzyka, które nadają filmowi tempo, styl i ponadczasowy charakter.
- Mimo chłodnych recenzji – ogromna popularność wśród widzów i status kultowego obrazu epoki.
Film dnia PRL. 19 marca 1984 roku na ekrany kin wszedł film, który do dziś wielu widzom kojarzy się z elegancją, błyskiem i odrobiną marzeń o "lepszych czasach". Mowa oczywiście o produkcji "Lata dwudzieste... lata trzydzieste..." – obrazie, który w PRL był prawdziwą ucieczką od szarej codzienności. Czy ktoś wtedy przypuszczał, że stanie się jednym z najbardziej rozpoznawalnych musicali w historii polskiego kina?
Rozwiąż quiz. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...
Quiz: Quiz. Połącz film PRL z aktorem. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 50 proc.!
Najdroższe stroje, wielkie nazwiska, ogromne wydatki.... i premiera, która miała być klęską. To historia o karierze, miłości, wielkich marzeniach, podana w oprawie pełnej piór, muzyki i przedwojennego szyku. Fabuła filmu "Lata dwudzieste... lata trzydzieste..." brzmi jak gotowy przepis na sukces. I to dosłownie!
Przystojny inżynier i początkujący "potentat" naftowy Adam Dereń ma finansowe kłopoty. Zamiast uczciwie prowadzić interesy, wpada na dość ryzykowny plan. Organizuje przekręt, ucieka do Warszawy i inwestuje nie swoje pieniądze w teatr rewiowy, licząc na jego spektakularną klapę - a to wszystko, by zemścić się na swych wspólnikach. Gdzie minusy? Teatr zaczyna odnosić sukcesy, a przy okazji rodzi się nowa gwiazda – młoda i utalentowana Liza.
Film dnia PRL "Lata dwudzieste... lata trzydzieste...". Tu wszystko się zgadzało
Obsada filmu "Lata dwudzieste... lata trzydzieste..." to absolutny top tamtych lat. Obok Szapołowskiej i Stockingera pojawili się m.in. Piotr Fronczewski, Dorota Stalińska, Krzysztof Kowalewski, Ewa Wiśniewska, Jan Kobuszewski czy niezastąpiona Irena Kwiatkowska.
To właśnie Fronczewski wypowiada jeden z najbardziej pamiętnych tekstów filmu: "Proszę Państwa... W odróżnieniu od gwiazd, które są daleko, te możecie niebawem usłyszeć i obejrzeć w teatrze Miraż". Jeśli chodzi o legendarne sceny, warto zwrócić uwagę na genialny monolog o wiośnie w wykonaniu Ireny Kwiatkowskiej.
A jeśli ktoś myśli, że to tylko aktorzy – nic bardziej mylnego. Nawet sportowiec Marian Glinka pokazał, że potrafi nie tylko grać, ale też śpiewać i tańczyć. Bo, nie oszukujmy się, ten film muzyką stoi. I to nie byle jaką! Za kompozycje odpowiadał Włodzimierz Korcz, a teksty napisali m.in. Julian Tuwim i Ryszard Marek Groński.
Na ekranie błyszczały choreografie, duety i solowe popisy. A finał? Oczywiście tytułowa piosenka, która do dziś wywołuje ciarki.
Krytycy kręcili nosem, widzowie ustawiali się w kolejkach
I tu zaczyna się najciekawsze. Bo choć recenzje filmu "Lata dwudzieste... lata trzydzieste..." nie były szczególnie entuzjastyczne, widzowie mieli zupełnie inne zdanie. Do kin ustawiały się długie, "tasiemcowe" kolejki, a bilety u koników osiągały nawet pięciokrotność ceny. Reżyser Janusz Rzeszewski wiedział, co robi – wcześniej przyciągnął widzów filmami "Hallo Szpicbródka" i "Miłość ci wszystko wybaczy". I tutaj znów trafił w punkt.
Film "Lata dwudzieste... lata trzydzieste..." broni się trzema rzeczami:
- klimatem przedwojennej Warszawy,
- gwiazdorską obsadą,
- i muzyką, która zostaje w głowie na długo.
Ale jest też coś więcej. To tęsknota, podróż do świata piękniejszego niż rzeczywistość lat 80. – świata neonów, kabaretów i wielkich marzeń. Dla wielu był to bowiem obraz idealizowanej przedwojennej Polski – czegoś wykwintnego, stylowego i trochę nierealnego. W PRL taka wizja działała jak balsam: pozwalała choć na chwilę zapomnieć o codzienności.
Niektórzy widzą w tej historii także klasyczny motyw "od zera do gwiazdy" – coś na kształt amerykańskiego snu, tylko w polskim wydaniu. I trzeba przyznać – ogląda się to z przyjemnością nawet dziś.
Gdzie obejrzeć dziś?
Jeśli ktoś właśnie poczuł ochotę na seans – tu zaczynają się schody. "Lata dwudzieste... lata trzydzieste..." nie należy do filmów stale dostępnych w popularnych serwisach streamingowych.
- Telewizja – pojawia się okazjonalnie, głównie w kanałach tematycznych lub przy specjalnych przeglądach kina polskiego.
- Online – bywa dostępny w wybranych serwisach VOD lub archiwach filmowych (obecnie na 35mm.online). Można go też znaleźć na platformie YouTube, ale w nie najlepszej jakości.
- Kina studyjne i pokazy specjalne – to często najlepsza okazja, by zobaczyć film na dużym ekranie.
Choć od premiery minęły dekady, jedno się nie zmieniło – ten film nadal ma swój urok. Może trochę naiwny, może przesłodzony, ale właśnie w tym tkwi jego magia. "Lata dwudzieste... lata trzydzieste..." to nie tylko musical. To kapsuła czasu, która przypomina, że czasem wszyscy chcemy przenieść się do świata, gdzie wszystko jest trochę piękniejsze, a marzenia – jakby bardziej w zasięgu ręki.
Źródło: RadioPogoda.pl, filmpolski.pl, Filmweb