Zaskakująca historia Trubadurów. Marian Lichtman: "Byłem bardzo obrażony"
W najnowszym odcinku audycji "Aleja Sław" w Radiu Pogoda, prowadzonej przez Annę Stachowską, przenieśliśmy się w czasie do złotej ery polskiej muzyki rozrywkowej. Gośćmi programu byli Marian Lichtman, współzałożyciel legendarnego zespołu Trubadurzy, oraz jego żona Bożena Lichtman, która niedawno wydała książkę "Mój trubadur z Kamiennej" – czułą, osobistą opowieść o życiu u boku muzyka i o byciu świadkiem historii zespołu od środka.
- Najnowszy odcinek audycji "Aleja Sław" przeniósł nas do złotej ery muzyki.
- Bożena Lichtman opowiada, jak została "piątą trubadurką", wspierając zespół.
- Marian Lichtman wspomina nietypowe początki kariery perkusisty w Trubadurach.
W audycji "Aleja Sław" w Radiu Pogoda, prowadzonej przez Annę Stachowską, tym razem przenieśliśmy się do muzycznego świata lat 60. i 70. – epoki, kiedy rodziły się legendy polskiej estrady. Gośćmi programu byli Marian Lichtman, współzałożyciel zespołu Trubadurzy, oraz jego żona Bożena Lichtman, autorka książki "Mój trubadur z Kamiennej" - osobistego pamiętnika o życiu u boku jednego z najbardziej charyzmatycznych muzyków swojej epoki.
Rozwiąż quiz. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...
Quiz: Quiz. Skaldowie czy Trubadurzy? Już 17/20 to wyzwanie!
Już na wstępie Bożena Lichtman zaznaczyła swoje wyjątkowe miejsce w historii zespołu, mówiąc z uśmiechem: "Mogę się nazywać piątą trubadurką". To nie tylko żart – przez lata była blisko zespołu, towarzysząc mężowi w trasach i obserwując od kuchni narodziny muzycznych sukcesów. Jej książka to zapis nie tylko wspomnień prywatnych, ale też kawałek historii polskiej muzyki rozrywkowej.
Całe moje życie było związane z Marianem, więc naturalnie było też związane z Trubadurami. Można powiedzieć, że byłam z nimi wszędzie – na próbach, koncertach, w trasach. Dlatego mogę się śmiało nazwać piątą trubadurką — zdradziła, podkreślając, że poznała męża, mając zaledwie 14 lat.
Tak Marian Lichtman został perkusistą Trubadurów
Jedną z najbardziej barwnych opowieści była historia o tym, jak Marian Lichtman został perkusistą... choć wcale tego nie planował. Okazało się, że wszystko przez jego zamożnych rodziców.
Mój mąż, to znaczy Marian, nigdy nie grał na perkusji. On grał na gitarze i śpiewał. I nagle, kiedy chłopcy się zebrali razem, pojawiło się pytanie: kto będzie grał na perkusji? Gitara basowa była, solowa też, ale perkusisty brak. I wtedy padło na Mariana – wspominała Bożena.
Dlaczego właśnie na niego? Zdaniem kolegów wybór jest prosty. Gra ten, którego zwyczajnie stać na zakup instrumentu. A ten wówczas kosztował krocie.
Okazało się, że mój tata miał trochę więcej pieniędzy niż przeciętna rodzina. I Krzysiek z Sławkiem wpadli na pomysł, że trzeba go przekonać. Poszli do mojego ojca i mówią: "Panie Lichtman, pana syn nie będzie lekarzem, tylko perkusistą. Zakładamy zespół, trzeba mu kupić perkusję". I tata, chociaż był bardzo przeciwny mojej muzycznej drodze, ostatecznie ją kupił. A chciał mnie wysłać do wojska. Do Bartoszyc. Już nawet jednostkę miał wybraną, wiedział gdzie dokładnie. Ale nie udało się – dzięki chłopakom — wyznał Marian Lichtman.
Wcale mu się to nie podobało
Sam Marian Lichtman dodaje do tej opowieści nutę nostalgii i szczyptę ironii. To, że został przez przyjaciół postawiony przed faktem dokonanym, wcale mu się nie podobało. Co więcej, jego duma nieco ucierpiała.
Byłem bardzo obrażony. Ja wtedy byłem łódzką gwiazdą rock'n'rolla, miałem skórzane spodnie, bo rodzina z Zachodu mi przysyłała, Elvis z Łodzi – to byłem ja! I nagle oni mówią: "Ty będziesz grał na perkusji". No jak to? Ale pojechali do Jastarni robić repertuar, a jak wrócili, to przywieźli perkusję. Tata już wiedział. I Krzysiek ze Sławkiem ją ustawili u mnie w mieszkaniu na Siódemkach. I mówią: "Marian, graj". A ja mówię: "Ale ja nie umiem!". A oni: "Dasz sobie radę, to na razie proste takie". I tak się zaczęło — wspominał na antenie Radia Pogoda.
Trubadurzy. Tak powstała legendarna nazwa zespołu
Jak twierdzi Marian Lichtman, zespół nie tylko grał inaczej, ale też nazywał się inaczej niż inni w tamtym czasie. Nazwa "Trubadurzy" nie była przypadkowa i została bardzo dokładnie przemyślana. Wszystko po to, by jak najbardziej odróżnić się od wszystkiego, co było już znane na polskim rynku muzycznym.
Wtedy była moda na zespoły typu Niebiesko-Czarni, Czerwone Gitary, Czerwono-Czarni… A my chcieliśmy czegoś innego. Coś z charakterem, z duchem. No i przyszli ci Trubadurzy. W średniowieczu to byli poeci, muzycy, jeździli po zamkach, śpiewali, opowiadali poezję, specjalne wiersze tworzyli. To do nas bardzo pasowało. Czuliśmy, że to jest bliskie naszej estetyce. Taka romantyczna nazwa, ale z przekazem. My byliśmy grajkami z XII wieku w XX wieku – i tak już zostało — stwierdził gość Anny Stachowskiej.
W rozmowie nie zabrakło też humoru i wspomnień z czasów PRL. Marian Lichtman przypomniał jedną ze scenek, która mówi wiele o codzienności tamtych lat.
Pamiętam, była taka anegdotka, jak kiedyś w Zakopanem zatrzymała się grupka turystów przed sklepem, przed delikatesami. Wystawa, a w niej szynka – coś, co wtedy było prawdziwym marzeniem każdego Polaka, trzeba było wystać w kolejce, szybko się kończyła. No i ci ludzie tak stali, patrzyli się na tę szynkę i zaczęli śpiewać "Znamy się tylko z widzenia". Patrzyli na szynkę i śpiewali — śmiał się.
Posłuchaj całej audycji:
Druga część rozmowy z Marianem Lichtmanem, współzałożycielem zespołu Trubadurzy, oraz jego żoną Bożeną Lichtman, autorką książki "Mój trubadur z Kamiennej", w poniedziałek 7 kwietnia na stronie RadioPogoda.pl.
Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na RadioPogoda.pl!