Ta miłość na zawsze zmieniła jej karierę. "I dalej mnie trzyma"
Beata Rybotycka, aktorka i wokalistka związana z krakowskim Teatrem STU, w najnowszym odcinku „Alei Sław” Radia Pogoda opowiada o swoich muzycznych fascynacjach, współpracy z legendami polskiej sceny oraz powrocie na teatralne estrady.
- Beata Rybotycka wspomina wieloletnią pasję do twórczości Jana Kantego Pawluśkiewicza.
- Przyznaje, że ważnym momentem w jej karierze był udział w kolędowym projekcie Zbigniewa Preisnera.
- Opowiada o obecnych projektach w Teatrze STU, gdzie łączy artystyczne wyzwania z dawnymi emocjami.
W najnowszym odcinku "Alei Sław" Radia Pogoda Tamara Pawlik-Lipska gościła Beatę Rybotycką – aktorkę i wokalistkę związaną od lat z krakowskim Teatrem STU. Artystka opowiedziała m.in. o swojej fascynacji Janem Kantym Pawluśkiewiczem, pracy z legendarnymi muzykami oraz o najnowszych teatralnych projektach, w których możemy ją oglądać na scenie.
Rozwiąż quiz. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...
Quiz: Quiz. Najzdolniejsze aktorki polskiego kina. Prawdziwy kinoman musi zdobyć 19/20
W rozmowie z Tamarą Pawlik-Lipską aktorka wróciła do początków swojej artystycznej drogi – opowiedziała, jak to jest być śpiewającą aktorką, jak czuje się w tej roli oraz jak się to właściwie zaczęło. Przyznała też, że zdecydowanie bardziej woli grać, choć od tej reguły był pewien istotny wyjątek.
Ja byłam zakochana wiele lat, i dalej mnie ta miłość trzyma, w muzyce Jana Kantego Pawluśkiewicza. Od początku mojego spotkania z tym kompozytorem i z Piwnicą pod Baranami weszłam w taki piękny koncert "Nieszporów Ludźmierskich" [skomponowane przez Jana Kantego Pawluśkiewicza do słów Leszka Aleksandra Moczulskiego - przyp. red]. To było ponad trzydzieści lat temu… i to trwa do dziś - przyznała.
To właśnie Jan Kanty Pawluśkiewicz – jeden z najważniejszych kompozytorów, wywodzących się z krakowskiego środowiska – stał się dla niej artystycznym przewodnikiem. Twórca związany z Piwnicą pod Baranami tworzył muzykę dla teatru, opery oraz filmu.
A sama Piwnica? To nie tylko kabaret, ale prawdziwa legenda – miejsce, które od 1956 roku skupiało artystyczną elitę i było symbolem wolności twórczej w czasach PRL.
Beata Rybotycka. Wśród największych nazwisk
Beata Rybotycka wspomina, że dzięki temu projektowi przeżyła niesamowitą przygodę i przez lata była częścią niezwykłego muzycznego świata – pełnego wybitnych osobowości.
Objechaliśmy z tym koncertem Polskę wzdłuż i wszerz. Byłam tam u boku wspaniałych wokalistów: Zbigniewa Wodeckiego, Jacka Wójcickiego, Grzegorza Turnaua, Hanny Banaszek, Elżbiety Towarnickiej. Był chór, orkiestra. I po prostu z tą muzyką Pawluśkiewicza byłam wiele, wiele lat - wspominała.
To środowisko nie było przypadkowe – wielu z tych artystów wyrosło właśnie z krakowskiej Piwnicy, która stała się kuźnią talentów i kompozytorów, takich jak również Zbigniew Preisner czy Grzegorz Turnau.
Przełomowe spotkanie z Preisnerem
Choć Jan Kanty Pawluśkiewicz pozostaje jej największą muzyczną miłością, a teatr to coś, co daje jej najwięcej szczęścia i satysfakcji, Beata Rybotycka nie ukrywa, że w jej karierze pojawił się także moment przełomowy.
W 2000 roku dostałam cudowną propozycję zaśpiewania na płytach kolędowych Zbigniewa Preisnera. To był bardzo ważny moment i kontakt, który trwa do dziś. To zawsze jest dla mnie wielkie przeżycie, bo ludzie śpiewają z nami.... Minęło już 26 lat od wydania tej płyty - przypomniała.
Album "Moje kolędy na koniec wieku" zyskał ogromną popularność, a utwory takie jak "Kolęda dla nieobecnych" na stałe wpisały się w świąteczny repertuar Polaków. Co ciekawe, tradycja tworzenia autorskich kolęd ma swoje korzenie właśnie w środowisku Piwnicy pod Baranami, gdzie artyści od lat komponowali własne pastorałki do słów wybitnych poetów.
Teatr Stu – dom, do którego się wraca
Dziś artystkę można oglądać m.in. w spektaklu "Dom weselny" w Teatrze STU – miejscu, które od dekad stanowi centrum jej zawodowego życia. Poniekąd także prywatnego - mąż Beaty Rybotyckiej jest bowiem jego założycielem i dyrektorem.
Teatr Stu w Krakowie jest takim teatrem, który raczej czeka, aż widzowie przyjadą do niego. Mój mąż, Krzysztof Jasiński, który właśnie obchodził 60-lecie pracy i powstania teatru, zawsze mówi, że oni kiedyś tyle się najeździli po świecie – Afryka, Ameryka, Meksyk – że teraz już nie chce podróżować - zdradziła.
Z tym spektaklem jest jednak inaczej. To doświadczenie wyjątkowe, bo oznacza powrót do teatralnej "drogi". "To pierwsze od wielu lat przedstawienie, z którym naprawdę jeżdżę. Jest to dla mnie nowe doświadczenie. Jestem trochę rozpuszczona dobrymi warunkami w teatrze na miejscu… ale tutaj wszystko jest dopilnowane – dekoracje, kostiumy, światło, nagłośnienie. To wszystko ma bardzo dobry poziom" - zapewniła.
Posłuchaj całej rozmowy
Źródło: RadioPogoda.pl