Ten film był zakazany w PRL. Dziś uznawany za arcydzieło
Kazimierz Kutz to jeden z najwybitniejszych reżyserów okresu PRL. Do wielu filmów, które stworzył na przestrzeni dekad swojej kariery, należy m.in. "Nikt nie woła". Niestety, początkowo produkcja nie doczekała się należnego uznania. Kutzowi przyszło na to czekać długie lata.
- Film "Nikt nie woła" początkowo nie zdobył uznania krytyków.
- Kazimierz Kutz czekał lata na uznanie swojego dzieła przez widzów.
- Produkcja z czasów PRL zyskała status dzieła sztuki dopiero później.
Kazimierz Kutz przyszedł na świat 16 lutego 1929 roku. Miejscem narodzin przyszłego reżysera były Szopienice, czyli południowo-wschodnia część Katowic. Nie bez powodu właśnie teraz przywołujemy tę wybitną postać - 18 grudnia 2025 przypada bowiem siódma rocznica jego śmierci. Ostatnie chwile życia Kutz spędził w Warszawie.
Rozwiąż quiz. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...
Quiz: Quiz. Pamiętasz te komedie PRL? Tylko mistrz zdobędzie 17/20!
"Nikt nie woła" - historia arcydzieła Kazimierza Kutza
Film "Nikt nie woła" miał swoją oficjalną premierę 31 października 1960 roku. Czarno-biała produkcja stanowiła luźną ekranizację powieści autorstwa Józefa Hena, zresztą pod tym samym tytułem. Fabuła "Nikt nie..." skupiała się wokół postaci dezertera z podziemia niepodległościowego, usiłującego osiedlić się w jednym z poniemieckich miasteczek. W jego roli Kutz obsadził Henryka Boukołowskiego.
Poza Boukołowskim w obsadzie "Nikt nie woła" znalazły się takie gwiazdy kina PRL jak m.in. Zofia Marcinkowska (Lucyna), Barbara Krafftówna (Niura), Aleksander Fogiel (włóczęga) czy Ryszard Pietruski (Zygmunt). Co ciekawe, kierownictwo literackie filmu powierzono samemu Tadeuszowi Konwickiemu, jednemu z najwybitniejszych polskich prozaików.
Niestety, film Kazimierza Kutza nie znalazł uznania w oczach krytyki PRL. Doszło wręcz do sytuacji, kiedy zakazano rozpowszechniania "Nikt nie woła" - i to zarówno na terenie Polski, jak i za granicą. Jednym z zarzutów, które "znawcy" czynili "Nikt...", był m.in. rzekomo przesadny artyzm. Kutz bowiem, reżyserując swoje dzieło, zdecydował się eksperymentować z formą w taki sposób, aby nadać dziełu iście malarską plastyczność.
Na uznanie "Nikt nie woła" musiał czekać przez dekady. Dopiero z czasem, gdy w kulturze polskiej nastąpił "odwilż", a do głosu doszło nowe pokolenie krytyków, na film Kazimierza Kutza spojrzano łaskawszym okiem. Produkcję zaczęto nawet porównywać do "Popiołu i diamentu", odczytując tytuł Kutza jako polemikę z arcydziełem Wajdy. Zresztą za dzieło sztuki dziś uchodzi także "Nikt nie...", a młodzi adepci sztuki filmowej garściami czerpią z niego inspirację!