Hit lat 50. uczynił z niej sensację. Płakała za nią cała Polska
Gdy Ludmiła Jakubczak pojawiła się na scenie w Sopocie, nikt nie przypuszczał, że drobna, rudowłosa dziewczyna z "postrachową kiecką" wywróci do góry nogami nastrojowy wieczór. Jej "Alabama" w jednej chwili rozświetliła estradę i uczyniła z niej ikonę – choć jej gwiazda zgasła zbyt wcześnie, wciąż bije mocnym światłem.
- Ludmiła Jakubczak wyróżniała się autentycznością – śpiewała prosto, z siłą i uczuciem.
- "Alabama" była początkiem wszystkiego – występ na sopockim festiwalu z miejsca uczynił z niej sensację.
- W wieku zaledwie 22 lat zginęła w wypadku samochodowym, pozostawiając po sobie jedną, legendarną płytę.
Gdy na I Międzynarodowym Festiwalu Piosenki w Sopocie rozległy się pierwsze takty "Alabamy", nikt nie spodziewał się, że to właśnie ta piosenka odmieni wieczór, a wraz z nim losy jej wykonawczyni. "Wyszła ognista jak marchewka dziewczyna w postrachowej kiecce i bezczelnie zburzyła łzawą tonację" – relacjonował tygodnik "Dookoła Świata". Właśnie wtedy, wśród tysięcy znudzonych widzów, wybuchła iskra.
Rozwiąż quiz. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...
Quiz: Kartkówka z muzyki. Tylko największe hity! Mniej niż 80 proc. to dla Polaka porażka
Ludmiła Jakubczak była niepodobna do nikogo – z pozoru delikatna, ale jej głos miał w sobie siłę, która przebiła się przez gęstą melancholię powojennej polskiej estrady. Na scenie pojawiła się wówczas obok Jerzego Połomskiego, Violetty Villas, Reny Rolskiej, Sławy Przybylskiej oraz Ireny Santor. I choć nikt nie brał jej na poważnie, to właśnie ona "rozczmuchała trzy tysiące widzosłuchaczy, bliskich już epikurejskiej śmierci przez zaśpiewanie".
Ludmiła Jakubczak była urodzoną gwiazdą
Urodzona 17 czerwca 1939 roku w Tokio, dzieciństwo spędziła na terenach dzisiejszej Ukrainy, by jako nastolatka trafić do Warszawy. W stolicy Ludmiła Jakubczak kształciła się w szkole baletowej, a śpiewu uczyła się u legendarnej Wandy Wermińskiej. Wydawało się, że to taniec będzie jej pierwszym językiem sceny, ale los – i mikrofon – powiedziały inaczej.
Zadebiutowała w 1958 roku podczas konkursu Polskiego Radia dla amatorów. Już wtedy zwróciła uwagę nie tylko słuchaczy, ale też środowiska muzycznego. Niedługo później występowała w Teatrze Piosenki w Warszawie. Jej interpretacja "Alabamy" uczyniła ją sensacją. To tam zauważył ją Jerzy Abratowski, przyszły mąż oraz kompozytor większej części repertuaru. W czasach, gdy muzyka miała nieść otuchę, Ludmiła Jakubczak niosła prawdę – prostą, melodyjną, przejmującą.
Szczyt kariery przyszedł w 1960 roku, gdy czytelnicy Expressu Wieczornego okrzyknęli "Gdy mi Ciebie zabraknie" najpopularniejszym polskim utworem powojennym. Rok później artystka nagrała swoją jedyną płytę – "1000 taktów z Ludmiłą Jakubczak". Znalazły się na niej wszystkie jej najważniejsze piosenki, m.in. "Szeptem", "Do widzenia Teddy" i wspomniane "Alabama" oraz "Gdy mi Ciebie zabraknie". To był materiał na wielką karierę.
Ale ta została brutalnie przerwana. 5 listopada 1961 roku, wracając z nagrania programu telewizyjnego "Muzyka lekka, łatwa i przyjemna", Ludmiła zginęła w wypadku samochodowym. Za kierownicą siedział jej mąż, kompozytor Jerzy Abratowski – ten sam, który stworzył wiele melodii dla niej i który nigdy nie pogodził się z jej śmiercią. Jechać miała z nimi także Irena Santor. Mężczyzna do końca życia nosił w sobie to brzemię. Zginął tragicznie niemal trzy dekady później w Los Angeles, przypadkowo zastrzelony podczas napadu na bank.
Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na RadioPogoda.pl!