Gwiazdor "Kogla-mogla" najadł się strachu. W PRL dowiedział się, że nie żyje
Zdzisław Wardejn jest aktorem cenionym przez widzów. Od lat zachwyca na deskach teatralnych oraz ekranie. Polacy pokochali go w roli docenta Wolańskiego w kultowej komedii "Kogel-mogel". W filmach błyszczał, ale prywatnie spotkała go sytuacja, która również mogłaby posłużyć jako materiał na film. Jeszcze w okresie PRL artysta dowiedział się bowiem, że... nie żyje.
- Zdzisław Wardejn zachwycił widzów w filmie "Kogel-mogel".
- Przerażająca sytuacja jak z filmu spotkała go także prywatnie.
- W czasach PRL dowiedział się, że nie żyje, a matka szykowała już pogrzeb.
Zdzisław Wardejn urodził się 21 kwietnia 1940 roku. Skończył 84 lata i lwią część życia poświęcił sztuce aktorskiej. Widzowie najlepiej znają go z kultowej komedii "Kogel-mogel", w której wcielił się w docenta Mariana Wolańskiego. Mimo upływu lat, aktor wciąż występuje w kolejnych produkcjach i zachwyca widzów. Również na deskach teatralnych.
Rozwiąż quiz o filmie "Kogel-mogel". Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...
Quiz: Quiz. Oglądałeś "Kogel-mogel"? Musisz mieć przynajmniej 17/20!
Z pewnością można stwierdzić, że kariera aktora była niezwykle udana. Zdzisław Wardejn prywatnie także spotkał się z sytuacjami jak z filmu. Choć po czasie mogą brzmieć one zabawnie i zdecydowanie niespotykanie, niegdyś gwiazdorowi wcale nie było do śmiechu.
Zdzisław Wardejn miał być martwy. Matka szykowała pogrzeb
Początkowo Zdzisław Wardejn nie chciał być aktorem. Zdecydował się jednak pójść w tym kierunku, ponieważ... nie był rannym ptaszkiem. Jak mówił w rozmowie z TVP: "Chodziłem do Technikum Energetycznego. Wstawałem codziennie na szóstą rano. Perspektywa zrywania się tak codziennie przez całe życie przerażała mnie". Tak też przyszły gwiazdor wylądował na Wydziale Aktorskim PWST w Warszawie.
Zdzisław Wardejn skończył studia w 1961 roku. Później poszedł też na profil reżyserski tej samej uczelni, który ukończył w 1973 roku. Wcześniej jednak na własnej skórze doświadczył sytuacji, która mogłaby być scenariuszem niezłego filmu. W czerwcu 1956 odbywały się ogólnopolskie strajki robotników. W wyniku zamieszania i znalezienia się w złym miejscu, trafił do aresztu, w którym spędził kilka dni.
W międzyczasie Zdzisława Wardejna poszukiwała matka. W pewnym momencie trafiła do kostnicy, gdzie zidentyfikowała ciało. Postrzelony chłopak przypominał posturą jej syna. Twarz miał zabandażowaną w całości, więc kobieta szybko przystąpiła do organizowania pogrzebu. Okazało się jednak, że przyszły odtwórca roli docenta Wolańskiego pojawił się w domu.
Zdzisław Wardejn zapewne najadł się strachu, gdy zobaczył na stole akt zgonu. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze, a rodzina mogła odetchnąć z ulgą. Akt zgonu sprostowano sądownie dopiero po ponad dwóch miesiącach. Dziś ta historia wydaje się nieprawdopodobna, wtedy zarówno najbliżsi gwiazdora, jak i on sam, musieli być przerażeni.
Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na RadioPogoda.pl!