Mroczna strona filmu "Krzyżacy", o której Polacy nie wiedzą. "Śmierć była realna"
"Krzyżacy" Aleksandra Forda to dla wielu Polaków najlepszy rodzimy film. Pierwsza superprodukcja w historii naszego kraju do dziś pozostaje chętnie oglądana przez widzów. Niewielu zdaje sobie jednak sprawę z tego, że śmierć pokazana na ekranie była prawdziwa. Oczywiście nie chodzi o ludzi, choć wciąż dla wielu może być to wstrząsające.
- "Krzyżacy" to klasyk polskiego kina.
- Na planie filmu działy się przerażające rzeczy.
- Statysta przyznaje, że śmierć była prawdziwa.
"Krzyżacy" to adaptacja powieści Henryka Sienkiewicza pod tym samym tytułem. Za reżyserię filmu odpowiadał Aleksander Ford. Produkcja trafiła na ekrany w 1960 roku, w 550. rocznicę bitwy pod Grunwaldem. Dla wielu Polaków do dziś jest to najlepszy film, jaki stworzono w naszym kraju. Choć oczywiście gusta są różne, nie da się odebrać dziełu jego znaczenia. Była to bowiem pierwsza rodzima superprodukcja.
Rozwiąż quiz o "Krzyżakach". Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...
Quiz: Quiz. Sprawdź swoją wiedzę o "Krzyżakach". Tylko ekspert zgarnie 100 proc. punktów
"Krzyżacy" rodzili niecodzienne plotki
Nakręcenie "Krzyżaków" było sporym przedsięwzięciem. Na ekranie zobaczyliśmy imponujące sceny bitewne. Ważnym elementem całości były także zwierzęta, a konkretniej – konie. Okazuje się, że były one bardzo nieprzewidywalne. W efekcie rodziły się przerażające plotki. Jak mówił Piotr Stec, statysta na planie, dla serwisu dts24.pl:
W filmie, w tym bitewnym chaosie, konie bywały nieprzewidywalne. Mimo, że na gipsowych manekinach sprawdzano, który może jeźdźca stratować, a który instynktownie go przekroczy. Raz taki manekin ubrany w krzyżackie łachy zsunął się z rumaka, ale z niego nie spadł, bo gipsowa noga utkwiła mu w strzemieniu. Koń pognał przed siebie aż do Starogardu, wpadł na rynek i wywołał popłoch wśród mieszkańców. Po mieście poszła plotka, że na planie jest rzeź, że tam ludzi zabijają.
To działo się na planie "Krzyżaków"
W cytowanej rozmowie Piotr Stec przyznał, że oczywiście nikt nie umarł na planie. Przynajmniej, jeśli chodzi o ludzi. W przypadku koni miało być dużo gorzej. Każdy, kto oglądał "Krzyżaków" pamięta scenę pobojowiska. Okazuje się, że widoczne tam martwe konie, naprawdę były zabijane. Widzowie mieli więc okazję zobaczyć prawdziwą śmierć. Wówczas nikt nie przejmował się dobrem zwierząt.
Wojskowy weterynarz chodził ze strzykawką wypełnioną trucizną. Wbijał ją w żyłę na szyi konia. Zwierzę zaczynało się chwiać na nogach i po chwili padało. Dla mnie, młodego chłopaka ze standniny, to był straszny, przygnębiający widok. To nie były jeszcze czasy, gdy zapewniano widzów, że podczas kręcenia filmu nie ucierpiało żadne zwierzę. Tam śmierć była realna – opowiadał statysta dla dts24.pl.
Na szczęście czasy się zmieniły i dziś nikt nie wpadłby na podobny pomysł. Wielu widzów do dziś nie ma pojęcia, co działo się na planie. "Krzyżacy" pozostają dziełem uwielbianym przez Polaków. Warto jednak wiedzieć, że produkcja ma też nieco ciemniejszą stronę, w której śmierć żywych istot gra pierwsze skrzypce.
Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na RadioPogoda.pl!