advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:

Sławomira Łozińska przeżyła tragedię. Śmierć syna całkowicie załamała aktorkę

3 min. czytania
03.10.2023 08:56
Zareaguj Reakcja
Sławomira Łozińska nie miała łatwego życia. Los boleśnie ją doświadczył. Aktorka przeżyła ogromną tragedię. Żaden rodzic nie powinien czuć niewyobrażalnego bólu, jaki powoduje strata dziecka. Gwiazda "Barw Szczęścia", do dziś nie pogodziła się z nagłym odejściem swojego syna.
|
fot. Życie nie rozpieszczało Sławomiry Łozińskiej. Wojciech Strozyk/REPORTER/EastNews

Sławomira Łozińska straciła syna, gdy ten miał zaledwie 24 lata. Tomasz był jej dzieckiem ze związku z kompozytorem Januszem Olejniczakiem. Zmarł nagle i przedwcześnie, w wieku 24 lat. Życie aktorki rozsypało się wówczas w drobny mak. Ból i cierpienie nie miały końca.

Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na radiopogoda.pl!

Zobacz także: „Popiół i diament” miał premierę 65 lat temu. Arcydzieło mogło nie pojawić się w kinach

 

Proza życia i bolesny rozwód

Sławomira Łozińska poznała swojego męża w trakcie studiów. Od razu między nimi zaiskrzyło i wydawali się dla siebie wprost stworzeni. Dzielili wspólne, artystyczne pasje, a także mieli niekończące się tematy do rozmów. Najbliższe otoczenie było jednak zgoła odmiennego zdania. Nie popierali oni relacji zakochanych. Pomimo przeszkód i niechęci najbliższych, młodzi wzięli ślub już po dwóch latach związku. Rok później powitali na świecie swojego pierworodnego syna - Tomasza, a pięć lat później Pawła.

Sławomira Łozińska postanowiła się na jakiś czas skupić na macierzyństwie i wychowywaniu pociech. Bez większego żalu zawiesiła swoją karierę i poświęciła życie synom. Jej mąż z kolei realizował się zawodowo i triumfował na scenach. Kompozytor wniósł pozew o rozwód po 18 latach małżeństwa. Był to dla niej wyjątkowo bolesny cios. Wkrótce życie aktorki posypało się jak domek z kart.

Zobacz także: Krystyna Janda zaniepokoiła fanów. Pokazała się na wózku inwalidzkim

 

Sławomira Łozińska przeżyła ogromną tragedię

Tomasz Olejniczak pasjonował się żeglarstwem. Był bardzo ambitnym młodzieńcem. Studiował medycynę i marzył, by zostać lekarzem. Nic nie zwiastowało tragedii, która miała wkrótce nadejść. Syn Sławomiry Łozińskiej zmarł na zator, 13 kwietnia 2002 roku.

Był zapalonym żeglarzem, najlepszym studentem na medycynie, miał dziewczynę. Wysiadał z autobusu i skręcił nogę, założyli mu gips. W nocy dostał zatoru, rano już nie żył - wyjawił przyjaciel aktorki Tadeusz Chudecki, w rozmowie z „Panią”.

Wszystko rozpoczęło się od z pozoru niewinnej kontuzji. Tomasz skręcił nogę, wsiadając do autobusu. Trafił do szpitala, gdzie zajęli się nim lekarze. Założyli mu wówczas gips, jednak niefortunnie zapomnieli podać mu dodatkowo leków przeciwzakrzepowych. Ta pomyłka kosztowała mężczyznę życie. W nocy doszło bowiem do zatoru, który zakończył przedwcześnie życie syna Łozińskiej.

Sławomira Łozińska nigdy nie pogodziła się ze stratą. Mówiła wówczas, że była "kompletnie zagłuszona potworną ilością leków i alkoholem". Całe dnie spędzała na grobie Tomka i nie była w stanie pracować. Opokę znalazła w swoim młodszym synu, który pomagał jej całkowicie się nie załamać.

Zobacz także: Jerzy Bińczycki nie chciał słuchać lekarzy. To były jego ostatnie filmy

 

Śmierć dziecka boleśnie doświadczyła Sławomirę Łozińską

Nagłe odejście Tomasza zaskoczyło jego bliskich. Nikt nie chciał uwierzyć, w to, co się stało. Jego mama nie potrafiła przyjąć do wiadomości, że już nigdy nie zobaczy ukochanego syna. Śmierć pociechy odebrała jej na długo sens życia. Aktorka zniknęła z przestrzeni publicznej, a także odmawiała rozmów z mediami. Po latach nadal nie rozmawia wprost o tym, co ją spotkało.

Potem to już właściwie nic nie ma, nienawidzi się ludzi, pragnie tylko samotności. Nie potrafi się kochać, a w chwili desperacji mówi się młodszemu synowi: „Albo mi teraz pomożesz, albo pójdziemy na dno”. Że jest się już w innym miejscu i to się nigdy nie zmieni. Relacje z ludźmi, smak, węch - wyznała Łozińska w rozmowie z "Panią".

Jednocześnie nie chciała się poddawać i pozwolić by to wydarzenie przejęło ster nad jej życiem. Aktorka miała bowiem dla kogo żyć.

To było niewyobrażalne. (…) Myślałam, że tylko obłęd będzie moim życiem. Ale pamiętam moment, kiedy kilka dni po pogrzebie Tomka poczułam, że wstępuje we mnie jakaś zwierzęca siła, nieprawdopodobna moc. To był sygnał, że muszę trwać - zdradziła w tygodniku „Rewia”.

Zobacz także: Artyści o sytuacji w Skolimowie. Proszą o pomoc

Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na radiopogoda.pl!