Jak podróżuje koronawirus? Naukowcy prześledzili trasę od samolotu do domu
Naukowcy z Nowej Zelandii prześledzili trasę zakażenia koronawirusa od podróżujących samolotem, przez przebywających w hotelowej kwarantannie po witających się z najbliższymi. Przeczytaj, jak koronawirus przenosi się z człowieka na człowieka.
Naukowcy z Nowej Zelandii prześledzili drogę przenoszenia się koronawirusa przez podróżnych. Z ich doświadczeń wynika, że wirus rozprzestrzenia się między innymi poprzez loty międzynarodowe i korytarze hotelowe, a następnie trafia do gospodarstw domowych, pomimo wysiłków włożonych w kwarantannę dla podróżujących.
Wyniki swoich prac nowozelandzcy naukowcy opublikowali we wtorek w dzienniku „Emerging Infectious Diseases”.
Staranne śledzenie genomowe potwierdziło rozprzestrzenianie się wirusa u 9 pacjentów i pokazało, jak ludzie mogą się nawzajem zarażać, pomimo starannych środków ostrożności.
Feralny lot
Jedna z zarażonych osób spędziła 14 dni na kwarantannie po ewakuacji z wyczarterowanego samolotu Boeing 747, który w sierpniu ubiegłego roku przyleciał z Indii do Nowej Zelandii. U tej osoby dwa razy testy wskazywały wynik negatywny, czyli teoretycznie powinna ona być zdrowa. Inni podróżujący tym samolotem również się zarazili, i to pomimo faktu, że w maszynie tylko 1/3 miejsc była zajęta, a podróżni byli rozdzieleni i siedzieli w odległości co najmniej jednego miejsca od siebie. Ponadto wszyscy pasażerowie musieli na pokładzie samolotu nosić maseczki przez cały lot.
Podróżni ewakuowani z tego samolotu zostali skierowani na kwarantannę w hotelu wyposażonym w balkony i prywatne łazienki. Mimo to co najmniej dwie kolejne osoby zakaziły się właśnie w tym hotelu – poinformowali badacze.
Jak do tego doszło? Z nagrań monitoringu wynika, że ludzie zakażeni na pokładzie samolotu oraz dwie osoby, które zaraziły się już w hotelu, nigdy nie miały ze sobą bezpośredniego kontaktu. Co więcej, te osoby nigdy nie były nawet jednocześnie, w tym samym czasie na balkonach na zewnątrz – wskazują naukowcy.
Wystarczyło 50 sekund
„Mimo to nagrania ujawniły, że podczas rutynowego testowania w 12. dniu kwarantanny, które miało miejsce na korytarzu hotelowym, było 50-sekundowe okienko między zamknięciem drzwi do pokoju pacjenta C i otwarciem drzwi do pokoju pacjentów D i E. Założyliśmy więc, że zawieszone w powietrzu kropelki prawdopodobnie przeniosły [koronawirusa] w tym czasie. Swój udział w tym wydarzeniu miała zapewne zamknięta i niewentylowana przestrzeń korytarza hotelowego” - napisali naukowcy.
Przeczytaj też:
-
COVID-19: Maseczki naprawdę pomagają – dowodzą badania
Testy nie wykryły wirusa
Po 14 dniach kwarantanny w nowozelandzkim mieście Christchurch i powtórzonych testach, które dały wynik negatywny, niektórzy z pasażerów feralnego lotu polecieli wyczarterowanym samolotem do Auckland, gdzie spotkali się z najbliższymi. Mimo wcześniejszych negatywnych wyników na obecność koronawirusa, doszło do transmisji: dwoje z najbliższych zaraziło się koronawirusem od podróżnych.
Zespół naukowców przetestował próbki od wszystkich zakażonych osób. Poinformował, że znaleziono „genomowe połączenie z wirusem wyizolowanym z 9 zakażonych osób” - czytamy w opisie badania.
Nauczka z Nowej Zelandii
Praca naukowców z Nowej Zelandii to kolejny dowód na to, że potrzebne są staranne kontrole na granicach.
„Wyniki badań wzmacniają potrzebę rygorystycznego procesu kontrolnego dla państw, które starają się wyeliminować pandemię COVID-19” - napisali badacze w konkluzji. Ponadto wskazali na potrzebę uważnego testowania i śledzenia trasy zakażenia wirusa.
Wyniki tych badań pojawiły się niedługo po tym, jak Australia i Nowa Zelandia ogłosiły, że znoszą obostrzenia dla turystów podróżujących między tymi dwoma krajami. W poniedziałek Australia i Nowa Zelandia stworzyły wspólną „bańkę podróżniczą”: od dziś pasażerowie podróżujący z jednego kraju do drugiego nie muszą już poddawać się kwarantannie – po raz pierwszy od ponad roku.