W PRL wpuścił do Polski kubańskie słońce. Jego syn to gwiazda lat 80.
Rocznica urodzin Witolda Antkowiaka to dobry moment, by przypomnieć artystę, który w realiach powojennej Polski potrafił otworzyć słuchaczom okno na muzyczny świat pełen barw, rytmu i lekkości – a prywatnie był także ojcem i pierwszym muzycznym przewodnikiem Krzysztofa Antkowiaka.
- Witold Antkowiak wniósł na estradę powiew egzotyki, łącząc muzyczne wykształcenie z latynoamerykańską swobodą.
- Z sukcesem przekroczył granice kraju, nagrywając i koncertując tam, gdzie polscy artyści rzadko mieli wstęp.
- Zbudował dom, w którym muzyka była codziennością – i z którego wyrosła kolejna ważna postać polskiej piosenki.
22 grudnia przypada rocznica urodzin Witolda Antkowiaka – artysty, który w czasach czarno-białej telewizji potrafił przemycić na polskie sceny odrobinę egzotyki, słońca i muzycznej fantazji. Choć od jego odejścia minęły już niemal cztery lata, wspomnienie o nim wciąż wraca z wyjątkową czułością – nie tylko wśród fanów dawnej estrady, ale też w sercu jego syna, Krzysztofa Antkowiaka.
Rozwiąż quiz muzyczny. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...
Quiz: Quiz. Te przeboje leciały na fajfach! Znasz hity lat 60.? Tylko mistrz zgarnie 20/20!
Witold Antkowiak urodził się 22 grudnia 1930 roku w Poznaniu. Zanim stał się rozpoznawalnym głosem polskiej estrady, solidnie zadbał o muzyczne fundamenty – ukończył Państwową Szkołę Muzyczną we Wrocławiu, kształcąc się zarówno w śpiewie, jak i w grze na kontrabasie. Brzmi poważnie? Bo było. Ale to właśnie ta klasyczna baza pozwoliła mu później z lekkością flirtować z rytmami Ameryki Łacińskiej.
Pierwsze sceniczne kroki stawiał w Zespole Pieśni i Tańca Śląskiego Okręgu Wojskowego, a następnie związał się z Chórem A Capella Rozgłośni Wrocławskiej Polskiego Radia. Prawdziwy przełom przyszedł jednak w 1958 roku, gdy wraz ze Zbigniewem Dziewiątkowskim powołał do życia Duet Egzotyczny. To wtedy do "szarej Polski" – jak mawiają znawcy epoki – zaczęło docierać muzyczne kubańskie słońce.
Witold Antkowiak. Estrada, radio i zagraniczne salony
Witold Antkowiak był w swoim żywiole – regularnie pojawiał się w Telewizji Polskiej i Polskim Radiu, współpracował z czołówką ówczesnych orkiestr i zespołów, a jego nazwisko zaczęło funkcjonować także poza granicami kraju. Francja, Szwecja, Finlandia, NRD, ZSRR – tam również rozbrzmiewał jego głos. Artysta dokonywał nagrań m.in. dla paryskiego "Le Chant du Monde" oraz leningradzkiej "Melodii", co w tamtych czasach było nie lada osiągnięciem.
Na koncie miał także prestiżowe nagrody. Za utwór "Czy pamiętasz ten dom" otrzymał Nagrodę Specjalną na sopockim festiwalu w 1964 roku. Później przyszły sukcesy telewizyjne – "W świat wertepami" i "Jesteś jak wesoły obłok" zapewniły mu miejsca na podium Giełdy TV. Jednym słowem: był to artysta, którego nazwisko naprawdę się liczyło.
Muzyczny dom Antkowiaków
Choć scena była dla Witolda Antkowiaka ważna, równie istotne było to, co działo się poza reflektorami. Był ojcem Krzysztofa Antkowiaka, jednego z najbardziej rozpoznawalnych "cudownych dzieci" polskiej piosenki lat 80.
Wychowywanie się w domu, w którym rodzice wykonują daną profesję - są na przykład lekarzami czy prawnikami - wpływa na dzieci. U mnie było tak samo. Miałem muzykalny dom, w pokoju zawsze stało pianino i płyty winylowe. Dzięki temu, muzyka była obecna w moim życiu od najmłodszych lat. Rodzice zobaczyli, że ciągnie mnie do pianina. Podśpiewuję sobie melodię - zwierzał się Krzysztof Antkowiak w rozmowie z Magazynem Lubelskim.
Nic dziwnego, że syn szybko poszedł w ślady ojca, debiutując na scenie już jako kilkuletni chłopiec. W 1988 za wykonanie utworu "Zakazany owoc" otrzymał przecież wyróżnienie i nagrodę publiczności na 25. Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu. Witold Antkowiaknie tylko inspirował, ale też rozumiał blaski i cienie artystycznego życia, dając synowi wsparcie i – jak sam Krzysztof podkreślał – "dużo powietrza".
Pamięć, która zostaje
W styczniu 2022 roku przepełniony cierpieniem Krzysztof poinformował fanów o śmierci ojca Witolda Antkowiaka, publikując poruszające słowa:
Z ogromnym smutkiem i żalem chciałbym was powiadomić, że dziś zmarł mój ukochany tato, Witold Antkowiak. Proszę, miejcie go w swojej pamięci.
Dziś, w rocznicę jego urodzin, ta prośba wybrzmiewa szczególnie mocno. Witold Antkowiak był nie tylko częścią historii polskiej estrady, ale też symbolem epoki, w której muzyka miała przenosić słuchaczy w inne światy. I choć kurtyna dawno opadła, jego głos – ten "egzotyczny" i pełen ciepła – wciąż potrafi wywołać uśmiech i nutę nostalgii.
Źródło: Radio Pogoda, Wikipedia, Magazyn Lubelski, Viva