advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:

Cała prawda o Cybulskim wyszła na jaw. To odkryły po 50 latach

8 min. czytania
03.11.2025 08:30
Zareaguj Reakcja

Zbigniew Cybulski to nie tylko aktor – to zjawisko, które wymknęło się ramom kina. Jego życie, naznaczone wojenną traumą, artystyczną pasją i osobistymi sprzecznościami, wciąż fascynuje kolejne pokolenia. W rocznicę jego urodzin przypominamy historię człowieka, który żył intensywnie, kochał po swojemu i zginął jak w filmie.

Zbigniew Cybulski. Nieznane fakty wyszły na jaw
fot. kadr z filmu "Popiół i diament"
  • Zbigniew Cybulski - ciemne szkła, które stały się jego znakiem rozpoznawczym, były w rzeczywistości tarczą – maskowały nieśmiałość i problemy ze wzrokiem, a także lęk przed światem.
  • Mimo sławy i charyzmy zmagał się z poczuciem niedoskonałości, potrzebą akceptacji i pragnieniem miłości, której nigdy do końca nie potrafił zatrzymać.
  • Śmierć na wrocławskim dworcu, po latach rozjaśniona nowymi faktami, tylko umocniła legendę człowieka, który – jak pisał Konwicki – "żył tak, jakby miał zaraz umrzeć".

Zbigniew Cybulski był artystą, którego legenda przekroczyła granice filmu. Choć jego życie zakończyło się nagle, pozostawił po sobie mit nie tylko aktora, ale też człowieka o niezwykłej wrażliwości i skomplikowanej naturze. Z okazji rocznicy urodzin artysty przygotowaliśmy opowieść o nim – złożoną z głosów tych, którzy go znali, podziwiali i wspominali.

Rozwiąż quiz. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...

Quiz: Quiz. Aktorzy z PRL łamali serca tysięcy Polek. Rozpoznasz chociaż 15/20?

CC BY-SA 4.0 / Edward Hartwig / Narodowe Archiwum Cyfrowe
1/20 Co to za aktor?

Zbigniew Cybulski urodził się 3 listopada 1927 roku. Dzieciństwo przypadło na czas wojny, która głęboko go naznaczyła. Według Kazimierza Kutza trauma z tamtego okresu była jednym z kluczy do jego psychiki.

Zbyszek chował się między ludzi jak w lesie między drzewami, oni byli mu potrzebni. [...] Prześladowało go jakieś nieustanne widziadło wojennej śmierci. [...] Siłą motoryczną Zbyszka był lęk. [...] Jestem prawie pewny, że nie przekazał nam najważniejszego szczegółu, który w konsekwencji uczynił go takim, jakim go pamiętamy. [...] Nie waham się stwierdzić, że musiał przeżyć coś ostatecznego - mówił Kazimierz Kutz (Dorota Karaś "Cybulski. Podwójne salto").

Wojenne doświadczenia i niedożywienie odbiły się na jego zdrowiu. Wraz z bratem cierpiał na kurzą ślepotę – to dlatego przez całe życie nosił ciemne okulary. Ich obecność na ekranie stała się częścią jego wizerunku, ale w rzeczywistości była formą kamuflażu. Za przyciemnionymi szkłami krył wrażliwość, kompleksy i nieśmiałość wobec świata.

Problemy ze wzrokiem często utrudniały mu pracę na scenie. Jerzy Gruza wspominał, że Zbigniew Cybulski nie zapamiętywał tekstu i korzystał z porozwieszanych kartek. Gdy musiał zdjąć okulary, improwizował, zasłaniając twarz, co później uchodziło za przejaw jego aktorskiego talentu.

Redakcja poleca

Zbigniew Cybulski przegrywał z własnymi kompleksami

W młodości Zbigniew Cybulski był żywiołowy, zafascynowany światem, ale też niespokojny. Przyjaciele wspominali go jako człowieka z ogromną potrzebą bliskości, emocjonalnie niezaopiekowanego i niedojrzałego. "Wieczny tułacz, niezmordowany łgarz, starzejące się dziecko, upadły święty, Polak na delegacji, roztargniony czarodziej, primadonna, pieszczoch i bożydar w wielgachnym kożuchu" - opisywał go Tadeusz Konwicki.

Cybulski miał sporo kompleksów dotyczących wyglądu. Uważał, że ma zbyt szerokie biodra, dużą głowę i jest za niski – mierzył 174 cm, więc nosił wkładki do butów, by wydawać się wyższy. Choć dziś postrzegamy go jako charyzmatycznego amanta, w rzeczywistości był bardzo niepewny siebie. Wstydził się pokazywać na plaży, zasłaniał nogi, źle znosił krytykę, unikał zdjęć robionych znienacka i narzekał na swoją dykcję oraz pamięć.

W czasach studenckich Zbigniew Cybulski zaprzyjaźnił się z Izabellą Cywińską, późniejszą reżyserką i dyrektorką Teatru Nowego. To ona po latach wspominała jego lekcje pokory:

On biegał na 800 m, zawsze przegrywał, miał krótkie nóżki. Zawsze przegrywał i ja mówiłam: "A po co ci tak biegać, jak wiesz, że przegrasz?", A on mówił: "Bo trzeba w tym zawodzie umieć przegrywać. Trzeba wyciągać z tego wnioski i dalej próbować, mimo że się wie, że się nie będzie najlepszym, to dalej to realizować" - przytaczała anegdotę w programie "Uwaga".

Wrocław i początki kariery – między teatrem a filmem

Po studiach Zbigniew Cybulski trafił do Teatru Wybrzeże, a później do Wrocławia, gdzie współtworzył środowisko młodych artystów. Alfred Andrys, jego przyjaciel, wspominał w "Poranku" TVP: "Zbyszek był lubiany, natomiast był też trudnym partnerem. On był przede wszystkim aktorem, był romantykiem. Był inny, niż ludzie sobie go wyobrażają i niż oczekiwali ci, którzy z nim współpracowali. Natomiast był człowiekiem niezwykle wrażliwym, dbającym o innych".

W 1958 roku Andrzej Wajda powierzył mu rolę Maćka Chełmickiego w filmie "Popiół i diament". To był przełom — dla aktora, dla polskiego kina, i dla mitu całego pokolenia. Publiczność widziała w nim buntownika, nowoczesnego i romantycznego zarazem. Krytycy nazwali go "polskim Jamesem Deanem", na co on sam odpowiadał z przekornym uśmiechem: "Polskim Zbigniewem Cybulskim".

To właśnie ta rola poruszyła Martina Scorsese:

Byłem oczarowany tym filmem. Mistrzowską reżyserią, pełną mocy historią i powalającymi efektami wizualnymi, a także fantastyczną kreacją Zbigniewa Cybulskiego. Byłem pod tak wielkim wrażeniem tego filmu, tak mnie poruszył, że złożyłem mu niewielki hołd, dając Charliemu z "Ulic nędzy" podobną parę okularów do tej, którą nosił Chełmicki.

Miłość i rodzina – między sceną a życiem

W 1960 roku Zbigniew Cybulski ożenił się z aktorką Elżbietą Chwalibóg. Choć łączyło ich głębokie porozumienie artystyczne, decyzja o małżeństwie nie była w pełni autonomiczna. Gdy Elżbieta zaszła w ciążę, rodzice Cybulskiego, kierując się tradycyjnymi wartościami, nalegali, by para zalegalizowała swój związek.

Sam aktor, znany z buntowniczej natury i niechęci do konwenansów, miał wątpliwości, lecz ostatecznie uległ presji rodzinnej. Ślub, zawarty z poczucia obowiązku, okazał się jednym z nielicznych momentów, w których Zbigniew Cybulski podporządkował się społecznym oczekiwaniom.

Obrączki wykuł nam znajomy metaloplastyk Staś Skóra. Takie zwyczajne proste kółeczka z datą 30 sierpnia 1960 r. Ten ślub był planowany wcześniej kilka razy i stale odkładany. Broniłam się przed tym, nie zależało mi tak bardzo. Kiedy byłam już w ciąży z Maćkiem, nie mogliśmy dłużej czekać. Ze względu na rodziców Zbyszka oczywiście - tłumaczyła Elżbieta Chwalibóg, cytowana przez Onet.

Para oczywiście, mieszkająca w wynajętym pokoju, ledwie wiązała koniec z końcem. Nie miała pieniędzy ani na przygotowania do ślubu, ani na wesele. Po latach tak to wszystko wspominała Chwalibóg:

Sukienkę uszyłam sobie sama, z surówki. Buty miałam ruskie, czółenka, które przywiozłam z festiwalu w Moskwie. Wcześniej nigdy w nich nie chodziłam, bo nie miałam okazji, więc na ślub były jak znalazł. Zbyszek miał jakiś garnitur na reprezentacyjne okazje, więc jemu nie musiałam szyć. Na nowy nie miał pieniędzy.

Wesele Zbigniewa Cybulskiego wyglądało jak film

Mimo wszystko wesele Zbigniewa Cybulskiego było... wyjątkowe. "Przynajmniej dwie pary się rozeszły, ze cztery zadzierzgnęły. Euforia, tańce, śpiewy przeplatały się z ciszą i zastojem. Ktoś donosił jedzenie, ludzie spali na trawie pod gołym niebem, malarze szkicowali" - wspominała aktorka Zofia Czerwińska w Polska The Times.

Trwało trzy dni, a organizatorem całego przedsięwzięcia był malarz Juliusz Studnicki. Uroczystość rozpoczęła się od ślubu cywilnego w sopockim USC. Następnie nowożeńcy wraz z gośćmi przemaszerowali na Monciak w barwnym korowodzie. Tłum był imponujący – oprócz zaproszonych, pojawili się też znajomi i sympatycy, którzy usłyszeli o ślubie Cybulskiego przypadkiem.

Przyjechali ludzie, którzy w ogóle nie byli zaproszeni. Na zasadzie: "Zbyszek ma ślub? To jedziemy" – wspominała Elżbieta Chwalibóg.

Dalsza część uroczystości odbyła się w Chmielnie, w kaszubskiej karczmie "Józefinka", gdzie – jak pisał Andrzej Klim – wydarzenie przerodziło się w coś na kształt happeningu. Reżyser Jerzy Afanasjew symbolicznie związał dłonie młodych krowim łańcuchem, a profesor Studnicki włożył im na głowy wianki z polnych kwiatów.

Prezenty, które otrzymali, również wyróżniały się pomysłowością – były wśród nich chruściana miotła, maska z odlewem twarzy Bogumiła Kobieli oraz nocnik z żartobliwą dedykacją od Zofii Czerwińskiej, kupiony na Jarmarku św. Dominika. Widniało na nim: "Gdybyś się, Zbyszku, ze*rał ze szczęścia".

Redakcja poleca

Lata 60. – apogeum i zmęczenie

Małżeństwo jednak szybko okazało się jedynie fikcją. Zbigniew Cybulski wdawał się w liczne romanse. Nie zajmował się ani żoną, ani dzieckiem. Fascynowały się nim nie tylko fanki, ale też takie gwiazdy, jak Marlena Dietrich czy Edith Piaf. Dostawał tysiące listów, chodził na randki, a wybrankom przynosił kwiaty i cytował wiersze.

Czasem mówił mi o swoich miłościach. Miał mnóstwo chwilowych narzeczonych, jak marynarz. Dziewczyny go uwielbiały - wspominała Elżbieta Chwalibóg.

Choć był u szczytu sławy, Zbigniew Cybulski zmagał się z poczuciem wypalenia i lękiem o przyszłość. Nie chciał grać stereotypowych ról buntowników, a jednocześnie wciąż żył skromnie, więc nie mógł sobie pozwolić na wybrzydzanie, dlatego brał wszystko, jak leci. Bliscy wspominali, że w tym okresie bywał rozdarty między intensywnym życiem towarzyskim a potrzebą samotności.

Zbyszek nie był człowiekiem o zbyt mocnej konstrukcji psychicznej. Bardzo więc przeżywał, że propozycji teatralnych i filmowych z czasem pojawiało się coraz mniej. Kiedy się dowiedział, że Wojciech Jerzy Has przygotowuje się do ekranizacji "Lalki", namówił mnie, byśmy przeszli się wrocławską ulicą 18 Stycznia, bo tam reżyser najczęściej wychodził z psem. Zbyszek wstydził się zadzwonić do niego i powiedzieć, że zawsze marzył o roli Wokulskiego. Uważał, że teraz, kiedy znacznie przytył, "wydoroślał", a jednocześnie nie zagasła w nim do końca iskra romantyka, taka propozycja mogłaby być ciekawa – opowiadał Alfred Andrys, cytowany przez Vivę.

Zbigniew Cybulski wciąż czekał na wielką rolę, w której mógłby ponownie zabłysnąć. Wiedział też, że na jego kolejny sukces czeka cała Polska. Wreszcie, w 1966 roku, pojawiła się propozycja, szansa nowego otwarcia: "Dostał propozycję zagrania w »Tramwaju zwanym pożądaniem« w Nowym Jorku. Wiedzieliśmy o tym wtedy tylko żona i ja" - mówił Andrys.

W tym samym czasie Cybulski wypowiedział słowa, które dziś brzmią jak niepokojące proroctwo: "Lepiej było zginąć młodym, tak jak Dean, niż doczekać tuszy, oczu jeszcze mniejszych niż były".

Tragiczny koniec – dworzec, noc i ukryta teczka

Niedługo później, 8 stycznia 1967 roku Zbigniew Cybulski zmarł we Wrocławiu, próbując wskoczyć do odjeżdżającego pociągu. Marlena Dietrich napisała w swojej autobiografii, że zginął, bo śpieszył się na spotkanie z nią. To nie była prawd. Niedługo przed śmiercią aktor poznał bowiem Ewę Warwas z Wrocławia.

Ostatnią noc w życiu spędził z nią. Spotkanie przedłużało się, godziny mijały, a kolejne pociągi do Warszawy odjeżdżały. Musiał jednak wrócić, by zdążyć na nagranie telewizyjne sztuki "Tajemnica starego domu". Alfred Andrys, który był wtedy z nim, wspominał dramatyczne chwile:

Wpadliśmy więc po rzeczy do hotelu Monopol i potem prosto na dworzec. Gdy wbiegliśmy na peron, pociąg powoli ruszał. Wskoczyłem do wagonu pierwszy, Zbyszek nie zdążył. Nie był już taki wysportowany i szczupły jak kiedyś. Miał też długi, ciężki kożuch, krępujący ruchy. Zsunął się między peron a schodek. Przerażony pociągnąłem hamulec bezpieczeństwa, ale było już za późno - mówił po latach.

Niedawno ujawniono również, że aktor wcale nie był trzeźwy. Miał we krwi niemal 3,5 promila alkoholu i nie zginął od razu na miejscu. Dziennikarka Dorota Karaś, autorka biografii "Cybulski. Podwójne salto", odnalazła bowiem w Archiwum Państwowym we Wrocławiu nieznaną wcześniej teczkę dotyczącą jego śmierci. Zawiera ona 81 dokumentów sporządzonych przez komisję kolejową.

Równolegle swoje dochodzenie prowadziła prokuratura, ale po trzech tygodniach uznała zdarzenie za zwykły wypadek i umorzyła sprawę.

Zbigniew Cybulski. Nieznane fakty wyszły na jaw

Komisja przesłuchała wielu świadków, sprawdziła też stan peronu i trzeźwość ofiary. Okazało się, że Zbigniew Cybulski był tej nocy pijany i zdenerwowany po kłótni z Ewą Warwas. Według zeznań Alfreda Andrysa, przyjaciela aktora, to on zatrzymał pociąg i próbował ratować Cybulskiego - jednak pociąg ciągnął go po peronie przez ponad 12 metrów. W odnalezionej po ponad pół wieku teczce jest dokładny rysunek, na którym śledczy zaznaczył nawet... kamienie, znajdujące się feralnej nocy między torami.

Z akt wynika także, że karetka przyjechała pięć minut po wypadku. Aktor był przytomny, prosił, by nie zawiadamiać jego matki i wierzył, że przeżyje. Zmarł jednak w szpitalu, godzinę później, a z oświadczenia lekarza wynika, że miał "stłuczony mózg, rany szarpane głowy, złamane żebra po prawej stronie klatki piersiowej" oraz... "zatrucie alkoholowe".. Kto wie, być może, gdyby był trzeźwy, udałoby się go uratować.

Pogodne lata [PODCAST]
Zanim przyszło Halloween. Pogodne lata #14
play play
replay
forward
volume volume
0:00

Dziennikarki Dorota Karaś i Magda Podsiadły, które uzyskały dostęp do teczki o numerze 380, podkreślają, że wiele okoliczności tragedii wciąż pozostaje niejasnych - tym bardziej że prokuratorskie akta sprawy zostały już dawno zniszczone, bo zostały uznane za... niezbyt istotne.

Zbigniew Cybulski wciąż pozostaje zagadką – jednocześnie dzieckiem i bohaterem, świętym i grzesznikiem, marzycielem i realistą. Jego legenda trwa, bo był prawdziwy. I dlatego wciąż chcemy o nim mówić.

Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na RadioPogoda.pl!