Jeździła czerwonym kabrioletem bugatti. Jej cięty humor onieśmielał wielu
Mira Zimińska-Sygietyńska to nie tylko wybitna aktorka i współtwórczyni Zespołu "Mazowsze", ale także symbol kobiecej siły, niezależności i niepowtarzalnego stylu. Od warszawskich kabaretów po światowe sceny folkloru – jej życie to pasjonująca opowieść o pasji, brawurze i nieustannym dążeniu do doskonałości.
- Mira Zimińska-Sygietyńska zyskała sławę w legendarnym "Qui Pro Quo".
- Później poświęciła się promowaniu polskiego folkloru.
- Jej ekstrawagancja, cięty humor i parodystyczny talent budziły zarówno zachwyt, jak i kontrowersje.
Mira Zimińska-Sygietyńska, urodzona 22 lutego 1901 roku w Płocku, to postać niezwykle barwna, nie tylko na scenie, ale i w życiu prywatnym. Stała się symbolem kobiecej niezależności, artystycznej pasji i wyrafinowanego stylu. Jej życie pełne było fascynujących zwrotów akcji, od początków kariery aktorskiej w warszawskim kabarecie, aż po późniejsze lata spędzone z Zespołem Pieśni i Tańca "Mazowsze".
Rozwiąż quiz muzyczny. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...
Quiz: Quiz. Polskie przeboje lat 50. Tylko mistrz zdobędzie 17 punktów
Czerwony kabriolet bugatti, którym jeździła, stał się jednym z jej znaków rozpoznawczych i symbolem jej ekstrawaganckiego stylu życia. Była ulubienicą polskiej inteligencji, a jej talent do parodii, błyskotliwość oraz niesamowite poczucie humoru zjednywały jej szerokie grono fanów i wielbicieli. Jednym z nich był Tadeusz Boy-Żeleński, ale o tym później.
Mira Zimińska-Sygietyńska "urodziła się w teatrze"
Mira Zimińska-Sygietyńska, początkowo znana jako Marianna Burzyńska, swoją artystyczną drogę rozpoczęła już w dzieciństwie, związana z teatrem przez swoją matkę. Jej debiut miał miejsce w sztuce ukraińskiej grupy teatralnej, gdzie grała postać głodującego dziecka. "Urodziłam się w teatrze" – wspominała później w wywiadach. Nazwisko Zimińska miała po mężu Janie, płockim organiście i dyrektorze tamtejszej orkiestry. Poślubiła go, mając zaledwie szesnaście lat.
[A później] wpadłam w objęcia cyganerii. Od tego dnia zaczęło się codzienne życie artystki, rozpusta w oparach alkoholu, wywiady, szaleństwa, szalbierstwa, szynele, szynszyle, beszamele, szatobriandy, szafiry, szantaże szatynów, szympansy… – pisała o początkach swojej kariery teatralnej.
Na deskach warszawskich kabaretów, a przede wszystkim w legendarnym "Qui Pro Quo", zyskała ogromną popularność. Pracowita i zdeterminowana, mimo przeciwności losu potrafiła wywalczyć swoje miejsce na scenie. Mira Zimińska-Sygietyńska wspominała, że czasami nie miała wystarczająco pieniędzy na jedzenie, ale zawsze znajdowała sposób, by zapewnić sobie dalszy rozwój artystyczny, angażując się w różne zajęcia poboczne.
"Czasami niszczyłam ludzi"
Mira Zimińska-Sygietyńska była także obdarzona niezwykłym talentem do parodii, co przyciągało uwagę jej koleżanek z kabaretu. Największymi rywalkami Miry w "Qui Pro Quo" były Hanka Ordonówna i Zula Pogorzelska. Jednak to Zimińska zyskała miano mistrzyni w tej dziedzinie.
Z łatwością przejmowała gesty i mimikę swoich koleżanek, doskonale oddając ich sposób bycia. Jej umiejętność przeistaczania się w różne postacie oraz niewiarygodne poczucie humoru sprawiały, że publiczność ją uwielbiała. Często zmieniała głosy, a swoje parodie traktowała jako sposób na zabawienie widza, chociaż przyznawała, że czasem w swoich imitacjach potrafiła pójść trochę za daleko.
Czasami tymi parodiami niszczyłam ludzi. Ale o to w parodiach chodzi, żeby ludziom trochę dokuczyć – napisała w swojej książce.
Uwielbiała drogie auta, piękne stroje i pozytywki
Nie sposób pominąć faktu, że była również pionierką w innych dziedzinach życia. Jako pierwsza Polka Mira Zimińska-Sygietyńska uczestniczyła w rajdach samochodowych. Motoryzacja była jej pasją, a czerwony Bugatti stał się jej symbolem. "Duma mnie rozpierała, kiedy mijałam dorożki" – wspominała Zimińska w swojej autobiografii.
Jednak jej zamiłowanie do sportów nie kończyło się na samochodach. Aktorka uwielbiała tenis, łyżwiarstwo, łucznictwo i narty. A poza tym była kolekcjonerką – zbierała czasopisma, książki, nuty, stroje estradowe, a także "najpiękniejsze pozytywki na świecie". To zbieractwo przełożyło się na wielką pasję do elegancji i stylu, którymi się otaczała.
Mira Zimińska-Sygietyńska i mężczyźni jej życia
Tadeusz Boy-Żeleński był dla Miry Zimińskiej-Sygietyńskiej ważną postacią - recytowała mu wiersze i chętnie uczestniczyła w organizowanych przez niego przyjęciach, gdzie poznała m.in. Stanisława Witkiewicza (Witkacego) oraz przedstawicieli świata literatury, malarstwa i teatru.
To właśnie pozytywne recenzje Boya-Żleleńskiego pomogły jej zdobyć uznanie w świecie teatru. Lecz pewnego dnia w jej drzwiach stanęli Julian Tuwim i Tadeusz Sygietyński z prośbą o możliwość wynajęcia mieszkania na czas jej nieobecności.
Sygietyński szybko stał się jej drugim mężem. Z nim stworzyła zespół "Mazowsze", który, początkowo będący chwilowym projektem, stał się jednym z najważniejszych zespołów folklorystycznych w Polsce. Jej mąż był pasjonatem muzyki ludowej, a Mira Zimińska-Sygietyńska, choć początkowo sceptyczna, ostatecznie całkowicie zaangażowała się w to przedsięwzięcie.
Kontynuowała jego dzieło, ale nie bez cierpienia
Po jego śmierci to właśnie Mira Zimińska-Sygietyńska przejęła kierownictwo nad zespołem, rozbudowując go o nowe elementy i nadając mu międzynarodowy charakter. Nie zapominała jednak o swoich korzeniach teatralnych. W swojej autobiografii opisała smutek związany z rozstaniem z kabaretem, który był jej pierwszą miłością.
Sukieneczki poszły na strych i nie czekają, przecie, tylko są. Spoglądam na nie czasem i przypominam sobie, jaka na scenie byłam szczęśliwa. I jest mi trochę smutno – pisała o tych momentach w książce.
Mira Zimińska-Sygietyńska pozostawiła po sobie nie tylko wspomnienia z wielkiej sceny, ale także obraz kobiety, która przez swoje pasje, humor i determinację stała się ikoną polskiej kultury i nieodłącznym elementem artystycznego krajobrazu swojej epoki.
Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na RadioPogoda.pl!