Hit lat 50. miał smutną historię. Powstał po wielkiej tragedii
"W tej piosence kołysze się wiatr, w tej piosence jest uśmiech i łza" nie bez powodu śpiewała w jednym ze swoich przebojów Marta Mirska. Te słowa miały swojego adresata. Los sprawił jednak, że gwieździe PRL nie było dane długo dzielić z nim życia. Ból i smutek, które jej z tego powodu towarzyszyły, artystka zamieniała jednak w sztukę.
- Marta Mirska była wielką gwiazdą polskiej piosenki.
- Utwór "Hej, chłopcy" to jeden z największych przebojów w dyskografii artystki.
- Hit lat 50. gwiazda dedykowała tragicznie zmarłemu mężczyźnie.
Marta Mirska, a właściwie Alicja Nowak-Reiniger – bo tak brzmiało jej prawdziwe imię i nazwisko – zapisała się w historii polskiej piosenki jako jedna z najbardziej uzdolnionych gwiazd estrady. Piosenkarka przyszła na świat 12 lutego 1918 roku jako czwarte dziecko Józefy i Józefa Nowaków. Jeszcze jako nastolatka marzyła, by studiować medycynę i zostać lekarką, jednak jej plany nigdy się nie ziściły. Wszystko z powodu ogłoszenia, na które pewnego dnia natknęła się, czytając "Gazetę Wileńską".
Rozwiąż quiz o przebojach lat 50. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...
Quiz: Quiz. Polskie przeboje lat 50. Tylko mistrz zdobędzie 17 punktów
Tak Marta Mirska stała się gwiazdą
Artystyczny talent Marty Mirskiej został odkryty, gdy piosenkarka miała 22 lata. Do występów w jednej z kawiarni poszukiwano wówczas uzdolnionej sopranistki. Za namową sióstr i koleżanek przyszła gwiazda postanowiła zgłosić się na przesłuchania.
Przed komisją zaśpiewała "Tango Notturno", a potem jeszcze trzy inne utwory, aż w końcu przysłuchujący się jej śpiewowi jurorzy zgodnie uznali, że to właśnie tego głosu potrzebowali.
Kariera Marty Mirskiej bardzo szybko nabrała później tempa. Wkrótce piosenkarka zaczęła śpiewać w kabarecie literacko-muzycznym "Ksantypa", a pochwały składała jej sama Hanka Ordonówna.
Niestety szczęście w życiu zawodowym nie szło u gwiazdy w parze z tym w życiu osobistym. Pod koniec lat 30. kobieta nagle straciła bowiem swojego ukochanego. To jemu piętnaście lat później ikona PRL dedykowała później hit "Hej, chłopcy".
To on był miłością jej życia
Historia miłości Marty Mirskiej i Jan Zieleniewskiego przypomina nieco te, o których można przeczytać w bajkach. Na długo przed tym, jak piosenkarka stała się sławna, wyjechała na szkolną wycieczkę do Gdyni.
Przy okazji zwiedzania statku "Dar Pomorza" poznała wówczas marynarza, w którym zakochała się od pierwszego wejrzenia – i to z wzajemnością.
Ze względu na towarzyszące obojgu obowiązki para nie mogła się zbyt często widywać, jednak pisywała do siebie listy. W końcu, tuż przed tym, jak Zieleniewski wyjechał na ćwiczenia wojskowe do Bydgoszczy, udało im się wziąć ślub.
Wkrótce później Polskę zaatakowała jednak III Rzesza. Mąż Mirskiej zginął w pierwszych dniach września 1939 roku.
Po wojnie Marta Mirska poślubiła perkusistę orkiestry Braci Łopatowskich – Zbigniewa Reinigera. Uczucie, jakim darzyła Zieleniewskiego, żyło w niej jednak aż do jej ostatnich dni.
Artystce zdarzało się nawet podpisywać listy, używając nazwiska zmarłego tragicznie marynarza. Przez całe życie to o nim myślała także gwiazda, wyśpiewując liczne piosenki o morzu – w tym przebój "Hej, chłopcy".
Hitu lat 50. w wykonaniu Marty Mirskiej można posłuchać poniżej:
Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na RadioPogoda.pl!