Większe miasta – mniejsza depresja? Naukowe badanie

3 min. czytania
04.08.2021 09:13
Zareaguj Reakcja
Jak wynika z badań, w większych miastach odnotowuje się niższy wskaźnik depresji niż w mniejszych miejscowościach. Dowiedz się, dlaczego.
|
fot. Nowy Jork Michael Discenza/Unsplash

Jak wynika z badań amerykańskich naukowców, w większych miastach odnotowuje się niższy wskaźnik depresji niż w mniejszych miejscowościach. Dowiedz się, dlaczego.

Badanie przeprowadzili psycholodzy z Uniwersytetu w Chicago. Wynika z niego, że w porównaniu z mniejszymi amerykańskimi miastami, w dużych metropoliach z reguły odnotowuje się niższe wskaźniki depresji u mieszkańców. Jednym z czynników, który może to powodować, to według naukowców duża liczba społecznych interakcji, która w zatłoczonym mieście jest czymś naturalnym. Wyniki pracy naukowców opublikowano w poniedziałek w serwisie Proceedings of the National Academy of Sciences.

Zaskakujące, ale wytłumaczalne

Jak wyjaśnia współautor pracy, prof. Marc Berman z Uniwersytetu w Chicago, takie wyniki mogą się wydawać zaskakujące, jednak tylko pozornie. Jak podkreśla naukowiec, ludziom często się wydaje, że takie miasta jak Nowy Jork, Los Angeles czy Chicago to stresujące, powodujące alienację hałaśliwe, niebezpieczne i zanieczyszczone miejsca. Jednak już wcześniejsze badanie innego naukowca z chicagowskiego uniwersytetu, Luisa Bettencourta, łączyło społeczne kontakty w wielkich miastach z korzyściami ekonomicznymi, takimi jak np. innowacyjność czy produktywność. Zrodziło się wówczas pytanie: „czy te kontakty mają również wpływ na zdrowie psychiczne?”.

Naukowcy, bazując na społecznych interakcjach (nie tylko z przyjaciółmi, ale też w miejscu pracy, rekreacji, ale też nawet takich jak rozmowy w kawiarni) opracowali model matematyczny, który wykazał że w wielkich miastach stopień depresji będzie mniejszy. Okazało się, że ich przewidywania się sprawdziły: dwie przygotowane przez rząd USA ankiety potwierdziły, że stopień depresji u mieszkańców wielkich miast jest mniejszy niż w mniejszych miejscowościach. (Nie zgromadzono jednak danych z terenów rolniczych i słabo zaludnionych).

Te wyniki nie przesądzają o tym, że mniejszy stopień depresji mieszkańcy miast zawdzięczają kontaktom społecznym – według naukowców są możliwe również inne wytłumaczenia, jak np. wiek tej populacji: duże miasta przyciągają młodsze osoby; a także poziom wykształcenia, który w tych ośrodkach jest ogólnie wyższy.

Mniejsze miasta – mniejsze kontakty

Oczywiście mniejsze miejscowości też mają swoje zalety, takie jak więcej zieleni lub mniejszy hałas. Jednak mniejsze zaludnienie powoduje też utrudnienia w kontaktach z innymi ludźmi oraz sprawia, że więcej czasu spędza się w samochodach.

„Im mniejsze miast, tym trudniej w nim utrzymywać interakcje z innymi ludźmi. Wymaga to większego wysiłku” - zwraca uwagę prof. Berman.

Kontakty z ludźmi lekiem na depresję?

Specjaliści od zdrowia psychicznego (nie zaangażowanie w to badanie) potwierdzają, że bez wątpienia wsparcie w postaci kontaktów społecznych na pewno ma pozytywny wpływ na samopoczucie. Jednak dokładna rola przypadkowych, uprzejmych interakcji w życiu codziennym w zmniejszaniu niepokoju i depresji wciąż pozostaje niejasna. Jak powiedział dr Ken Duckworth z organizacji nonprofit Narodowe Stowarzyszenie ds. Chorób Psychicznych (National Alliance on Mental Illness), nowe badanie stawia „ważne pytania” dotyczące tego, czy większa liczba interakcji społecznych różnego rodzaju ma wpływ na zmniejszenie ryzyka wystąpienia depresji u danych osób. Zwraca uwagę, że ważną rolę w tym odgrywają również dobre relacje z rodziną i znajomymi.

„Związki społeczne mogą służyć jako antydepresanty” - dodał dr Duckworth.

Miasta są rajem? Nie do końca

Prof. Berman uczula, żeby nie popadać w przesadę i nie twierdzić od razu, że wielkie miasta są najlepsze do życia. Wszak są w nich również izolowane dzielnice, bez zieleni i życie tam różni się od tego w miejscach położonych blisko parków czy mających łatwiejszy dostęp do sklepów czy punktów rozrywki. Zdradza, że teraz naukowy planują przyjrzeć się temu, w jaki sposób występowanie depresji w miastach ma się do poszczególnych dzielnic.

Naukowiec podkreśla, że opisywane wyniki nie oznaczają automatycznie, że mieszkańcy dużych miast są „weselsi” od innych. Może się na przykład okazać, że trwająca cały czas konieczność utrzymywania ciągle dużej liczby interakcji może wcale nie być dobra dla zdrowia psychicznego i w niektórych, ekstremalnych przypadkach prowadzić nawet do takich przypadłości jak schizofrenia. Warto też podkreślić, że badanie przeprowadzono przed pandemią koronawirusa.

Sprawdź też:

    Koronawirus: Brytyjscy lekarze i inni pracownicy służby zdrowia cierpią na PTSD