Przyjął rolę tylko po to, by utrzeć nosa Jerzemu Stuhrowi? Dzięki niej dotarł na szczyt
Roman Wilhelmi był jednym z najwybitniejszych polskich aktorów. Urodził się w 1936 roku i już od dziecka uważany był za wyjątkowo niesforną i barwną postać. Uczył się w szkole średniej teatralnej oraz na studiach na PWST w Warszawie. Edukację ukończył w 1958 roku, lecz już na 3 roku studiów występował w teatrze.
Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na radiopogoda.pl!
Dziś znany jest przede wszystkim z produkcji "Kariera Nikodema Dyzmy", jednak los nie ułatwiał mu dojścia na sam szczyt. Obiecującą karierę nie raz spowalniały bowiem liczne kontuzje i urazy. Sam siebie Wilhelmi określał jako pechowca. Mimo znakomitych ról filmowych życie prywatne dawało mu w kość.
Zobacz także: Najpierw zdradzona, później długo „druga”. Ta aktorka nie miała szczęścia w miłości
Pechowiec od początku kariery
Swoje pierwsze aktorskie kroki Roman Wilhelmi stawiał w szkole z internatem, do której został przeniesiony za swoje niesforne zachowanie. Przydzielono mu rolę małego Jezusa i wtedy poczuł, że scena jest jego powołaniem. Po maturze przystąpił do egzaminu do szkoły aktorskiej. Wtedy Wilhelmi zmagał się z opuchlizną, spowodowaną bólem zęba, lecz mimo to wysłano go na obóz przygotowawczy, a później przyjęto do PWST.
Po pierwszym roku studiów miałem w czasie wakacji poważny wypadek drogowy na rowerze. Groziła mi amputacja mocno potrzaskanej lewej ręki. Pół roku przeleżałem w szpitalu. Uratował mi tę nieszczęsną rękę, którą do dziś mogę podnieść tylko do wysokości barku, młody lekarz - mówił Roman Wilhelmi.
Mimo to już na trzecim roku dostał angaż w teatrze, choć pech dalej szedł za nim jak cień. Gdy wreszcie dostał rolę pierwszoplanową, przedstawienie błyskawicznie zdjęto z afisza. Jego kreacja sceniczna została jednak nisko oceniona. Początkujący aktor musiał zmagać się wtedy ze sporą krytyką.
Zobacz także: Andrzej Seweryn o swojej szalonej nocy w Marsylii. „Cały wieczór byłem kobietą”
Popularność przyniosła mu rola Olgierda Jarosza w serialu "Czterej pancerni i pies". To właśnie wtedy Roman Wilhelmi dał się poznać szerszej publiczności. Choć rola otworzyła mu drzwi do kariery, aktor jej nie znosił. Twierdził, że nie stanowiła dla niego żadnego wyzwania. Artysta podobno nie mógł doczekać się odcinka, w którym jego postać zostaje uśmiercona, ponieważ bał się zaszufladkowania.
Etykieta i brak propozycji filmowych
Po "Pancernych" przyszedł zastój w karierze. Aktor nie dostawał propozycji filmowych, przez co zaczął zaglądać do kieliszka. Spełnił się też jego koszmar, bo została mu przylepiona etykietka, której nie mógł się pozbyć.
Zobacz także: Śpiewała „Zakochani są wśród nas”. Przez jedno zdjęcie władze PRL-u zniszczyły jej karierę
Przełomem w karierze Romana Wilhelmiego okazała się także być rola w serialu "Kariera Nikodema Dyzmy". Co ciekawe, początkowo aktor w ogóle nie chciał jej przyjąć, a przecież to właśnie kreacja tej postaci sprawiła, że dziś uznawany jest za jednego z wybitniejszych aktorów. Plotkowano, że zgodził się na angaż w serialu tylko dlatego, żeby roli nie otrzymał Jerzy Stuhr, jednak ta wersja wydarzeń wydaje się mało prawdopodobna.
Roman Wilhelmi szukał miłości
Swoją pierwszą żonę, Danutę, aktor poznał na studiach. Pobrali się bardzo szybko i równie szybko zrozumieli, że wspólne życie nie jest im pisane.
Wracał coraz później, potem znikał. Wymyślał niestworzone historie, przepraszał, przysięgał i zaczynał od nowa - mówiła kobieta.
Kolejna była Marika Kollar, którą poznał w Budapeszcie. Kobieta była tłumaczką i bardzo szybko postawiła wszystko, by przyjechać razem z Romanem Wilhelmim do Polski. Później na świat przyszedł ich syn Rafał, jednak tak, jak w poprzednim przypadku małżeństwa, sielanka nie trwała długo. Artysta miał nadużywać alkoholu. Rzadko pojawiał się też w domu i raczej mało interesował się synem.
Zobacz także: 81-letnia Anna Seniuk nie jest „babcią w kapciach”. O tym jej wnuki mogą zapomnieć
Po rozstaniu aktor zaczął trochę romansować, ale nadal szukał tej jedynej. Na jego drodze pojawiła się Iwona Bielska, jednak i ten związek nie przetrwał próby czasu. Ostatnią wybranką Romana Wilhelmiego była Liliana Kęszycka. To właśnie ona miała pomóc przystopować trochę jego temperament i sprawiła, że aktor mniej pił.
Zobacz także: Teresa Lipowska ma problemy zdrowotne. Z tego musiała zrezygnować
Roman Wilhelmi snuł bujne zawodowe plany. Gdy zdiagnozowano u niego raka wątroby, bliscy podobno bali się mu powiedzieć, że umiera. Później nowotwór przerzucił się niestety także na płuca. Roman Wilhelmi zmarł 3 listopada 1991 roku.
Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na radiopogoda.pl!