Maryla Rodowicz triumfowała w PRL-u. Ile zarabiała? "Zalegałam z czynszem"
Maryla Rodowicz zadebiutowała albumem studyjnym pod tytułem "Żyj mój świecie" na początku lat 70. XX wieku. Od tamtego czasu nagrała aż dwadzieścia polskojęzycznych płyt. W repertuarze artystki znajdują się takie ponadczasowe przeboje jak „Małgośka”, „Jadą wozy kolorowe”, „Sing Sing”, „Ale to już było” czy „Niech żyje bal”.
Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na radiopogoda.pl!
Gwiazda w 2017 roku obchodziła huczny jubileusz 50-lecia działalności artystycznej. Okrągłą rocznicę świętowała podczas 54. Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu pod nazwą "Wariatka tańczy - 50 lat na scenie". Nic też dziwnego, że od pięciu dekad polską widownię nieustannie rozgrzewa temat zarobków piosenkarki. Okazuje się, że Maryla Rodowicz - u szczytu swojej kariery - wcale nie mogła nacieszyć się luksusem.
Zobacz także: Ta scena z „Nocy i dni” jest kultowa. Romantyczną aurę przerwały przykre wieści
zarobiła fortunę w czasach PRL-u?
Maryla Rodowicz w rozmowie z serwisem weekend.gazeta.pl zdradziła kulisy swoich pierwszych kroków w branży muzycznej. Wygląda na to, że gwiazda występowała przed laty na największych międzynarodowych scenach. Z sentymentem wspomniała o trasach zagranicznych, podczas których odwiedziła takie kraje jak Rosja, NRD, Czechosłowacja, Bułgaria, a nawet Kuba. Wyznała, że dawne realia zupełnie różniły się od dzisiejszych standardów.
- My z kolei, po całym dniu opalania, pływania, szalonych tańcach przy żywej muzyce, zostawaliśmy na noc w tym klubie, spaliśmy na dekoracjach. Słońce nas budziło o świcie. Pięknie było... - opowiadała Maryla Rodowicz. - A teraz wszystko mi przeszkadza. Muszę mieć klimatyzację, wygodne łóżko. W gorszych hotelach mają sztuczną, sztywną pościel, której nie cierpię. Poduszka twarda jak kamień - dodała dla portalu weekend.gazeta.pl.
Zobacz także: To dlatego Paul McCartney napisał „Yesterday”. „Byłem zawstydzony”
Maryla Rodowicz we wspomnianym wywiadzie opowiedziała również, w jaki sposób wyglądał system płac za zagraniczne koncerty. - "Po koncertach w demoludach pieniądze zwykle szły na konto Pagartu [Polska Agencja Artystyczna "Pagart" - przyp. red.], a stamtąd wypłacali nam wynagrodzenie w złotówkach" - mówiła gwiazda. Z kolei w Stanach Zjednoczonych czy w Niemczech artyści otrzymywali gotówkę bezpośrednio po występach.
Zobacz także: 45 lat temu Anna Dymna przeżyła groźny wypadek. „Naszym obowiązkiem jest żyć”
Co ciekawe, na polskim podwórku funkcjonowały tzw. stawki ministerialne, które wypłacano w zależności od uzyskanej kategorii. Chociaż Maryla Rodowicz uzyskała najwyższą z nich, a mianowicie - kategorię "S", nie mogła nacieszyć się wysokimi zarobkami.
- Pieniądze były z tego marne, około 90 złotych. A myśmy i tak wrzucali wszystko do kapelusza, żeby kupić gitary czy wzmacniacze. Później, kiedy grałam już 30 koncertów miesięcznie, zarabiałam więcej niż moja mama - wyznała gwiazda dla weekend.gazeta.pl. - Choć pamiętam, że kiedy przez całe lata 70. wynajmowałam mieszkania, czasem nie miałam na rachunek telefoniczny. Zalegałam też z czynszem, więc któregoś dnia właściciel się włamał i ukradł mi adapter - dodała Maryla Rodowicz.
Zobacz także: Małgorzata Ostrowska-Królikowska miała dość bycia Grażynką z „Klanu”. „Jestem w pewnej szufladzie”
Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na radiopogoda.pl!