Filmowy Kargul nie mógł się tego nauczyć. Trzeba było podłożyć mu głos
Władysław Hańcza przyszedł na świat w 1905 roku pod nazwiskiem Tosik. Pochodził z rodziny, która zajmowała się przemysłem włókienniczym i sam również był bliski związania się z tym zawodem. Jego plany zostały jednak pokrzyżowane i mężczyzna początkowo podjął się nauki na studiach filozoficznych i polonistycznych.
Po jakimś czasie zrezygnował z nich jednak na rzecz aktorstwa. W 1927 roku zapisał się do poznańskiej Szkoły Dramatycznej, a zaraz potem zadebiutował na deskach teatru. Krótko później Hańcza został dostrzeżony przez artystyczne środowisko i rozpoczął karierę.
Zobacz także: Paul McCartney o rozpadzie The Beatles: „Chciał się wyrwać”
Krytycy byli zachwyceni jego talentem. Doskonale odgrywał powierzone mu role i piął się na szczyt.
Przyglądając się moim bohaterom, doszedłem do wniosku, że zwykle gram cztery rodzaje ról: królów, profesorów, duchownych i gangsterów. Jeden z recenzentów dopowiedział: "jeszcze chłopów", po czym dodał, że w każdym moim chłopie jest coś z króla, a w każdym królu coś z chłopa - mówił sam o sobie w "Stolicy".
Został dostrzeżony przez ludzi z Teatru Narodowego w Warszawie, lecz gdy miał już zacząć pracę w stolicy, wybuchła wojna.
Najpopularniejsze wcielenie Władysława Hańczy
Władysław Hańcza na ekranie zadebiutował więc dopiero po 1945 roku. Największą popularność przyniosła mu kultowa już dziś rola w trylogii "Sami swoi" z 1967 roku. Jako Kargul, Hańcza okazał się doskonałym aktorem, a widzowie pokochali perypetie zwaśnionych ze sobą rodzin.
Zobacz także: Barwne życie Jacka Kaczmarskiego. Prawda wyszła na jaw po latach
Na planie filmowym nie było jednak tak łatwo. Filmowy Pawlak, czyli Wacław Kowalski nalegał, aby filmowe postacie swoje kwestie wygłaszały ze wschodnim akcentem. Dla Władysława Hańczy było to natomiast nie lada wyzwanie.
Kiedy usłyszałem, jak mówi Kargul, czyli Władysław Hańcza, opadły mi ręce. To było coś kompletnie innego. Dwaj bohaterowie i dwa różne języki. To, co w ustach Kowalskiego brzmiało śmiesznie, w ustach Hańczy było żałosne — wspominał cytowany przez "Onet" Sylwester Chęciński, reżyser filmu.
Właśnie dlatego w pierwszej części trylogii "Sami swoi" głosu Kargulowi użycza Bolesław Płotnicki. Władysław Hańcza był jednak zdeterminowanym aktorem. Nauczył się poprawnej mowy i kolejne części filmowej sagi zawierają już jego oryginalny głos.
Zobacz także: Polański mówił, że jest „najpiękniejsza”. Jednej decyzji gorzko żałowała
Życie prywatne
Władysław Hańcza uwielbiał płeć piękną. Szybko się zakochiwał i równie szybko tracił uczucia. Z pierwszą żoną, Heleną Chaniecką, spędził jednak prawie 20 lat. Rozwidli się ze względu na romans mężczyzny z koleżanką z teatru, Barbarą Ludwiżanką. W trakcie drugiego małżeństwa Hańcza również miał wdać się w romans, jednak Ludwiżanka wybaczyła mu zdradę, gdyż sama nie mogła pochwalić się czystą kartą.
Zobacz także: Sposób na nudę! Dzieci ci podziękują. „Kosztuje zaledwie kilka złotych”
Mężczyzna przez całe życie starał się trzymać z dala od prasy i niechętnie dzielił się swoim życiem prywatnym ze światem. W 1977 roku przygotowywał się do dwóch ról filmowych, w których niestety nie zdążył zagrać. Władysław Hańcza przebywał z Barbarą Ludwiżanką na wakacjach w Sycylii. Gdy źle się poczuł, małżeństwo postanowiło wrócić do kraju. Będąc już w Polsce, natychmiast trafił do szpitala, gdzie niestety zmarł. Władysław Hańcza odszedł 19 listopada 1977 roku. Miał 72 lata.
Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na radiopogoda.pl!