Zdradzamy wielkie tajemnice NFZ. Ekspert odsłania kulisy systemu
W programie "Szlachetne zdrowie" w Radiu Pogoda Ewa Podolska rozmawiała z ekspertem od systemu ochrony zdrowia Rafałem Janiszewskim. Przez cały tydzień rozmowy dotyczyły tego, co w polskiej ochronie zdrowia najbardziej interesuje pacjentów: tajemnic lekarskich, sanatoriów, karty DILO, skierowań do specjalistów i teleporad.
- Proces kierowania do sanatoriów jest ściśle medyczno-organizacyjny, a o miejscu i terminie decyduje lekarz.
- Karta DILO stanowi element przyspieszonej ścieżki diagnostycznej w onkologii i nie jest diagnozą.
- Dostęp do specjalistów i forma wizyty są kontrolowane przez lekarza pierwszego kontaktu.
W audycji "Szlachetne zdrowie" Ewa Podolska rozmawiała z Rafałem Janiszewskim, ekspertem od systemu ochrony zdrowia i świadczeń finansowanych przez NFZ. Całość praktyce była dość gęstym przeglądem zasad, które regulują codzienne życie pacjentów w publicznej ochronie zdrowia.
Pojawiały się tematy od tajemnicy lekarskiej, przez sanatoria, kartę DILO, skierowania do specjalistów, aż po teleporady. Każdy z tych wątków odsłaniał inny fragment systemu, który z perspektywy pacjenta często wydaje się intuicyjny, ale w rzeczywistości opiera się na bardzo precyzyjnych i sztywnych regułach.
Sanatorium to nie wyjazd na wakacje
Jeden z tematów rozmowy dotyczył sanatoriów, czyli jednego z najbardziej "kontrowersyjnych" elementów systemu NFZ. Wbrew powszechnym wyobrażeniom, nie jest to świadczenie wybierane jak wyjazd wakacyjny, tylko proces ściśle regulowany przez lekarza i fundusz.
Lekarz w NFZ wyznacza sanatorium, biorąc pod uwagę moje schorzenia, wskazania medyczne, dostępność miejsc w konkretnych uzdrowiskach, zaplecze tych sanatoriów, czyli to, jakie zabiegi są tam realizowane, a nie z moich preferencji czy tego, że ja chciałbym akurat morze albo góry. I w dodatku jeszcze wskazuje mi termin, bo bierze pod uwagę kolejki, które są w całym systemie. Więc pacjent otrzymuje decyzję, która jest wynikiem połączenia wielu czynników medycznych i organizacyjnych naraz - powiedział gość Radia Pogoda.
W efekcie pacjent nie "rezerwuje" sanatorium, tylko zostaje do niego skierowany. System ma zapewnić leczenie, a nie wybór w sensie turystycznym. "Zatem nie mam tu za dużych możliwości manewru. Ale jeśli proponowany termin mi nie pasuje z ważnych przyczyn osobistych, to, zwracając się do NFZ z odpowiednio uzasadnioną prośbą, termin może zostać przesunięty" - dodał Janiszewski.
Karta DILO - narzędzie, nie diagnoza
Jednym z najważniejszych i najbardziej precyzyjnie opisanych tematów była karta DILO, czyli narzędzie związane z diagnostyką i leczeniem onkologicznym. W audycji bardzo wyraźnie zaznaczono, że nie jest to "karta raka", ale mechanizm szybkiego torowania drogi diagnostycznej.
Karta DILO, czyli karta diagnostyki i leczenia onkologicznego, polega na tym, że pacjent trafia na specjalną ścieżkę w systemie, która ma wskazane konkretne placówki, konkretne etapy diagnostyki i leczenia oraz zasady poruszania się po tych etapach, tak, aby cały proces, od podejrzenia choroby do rozpoczęcia terapii, był uporządkowany, przyspieszony i nadzorowany w sposób systemowy, a nie pozostawiony w zwykłych kolejkach świadczeń - zaznaczył Rafał Janiszewski.
To bardzo szerokie wyjaśnienie pokazuje, że karta DILO to nie tylko dokument, ale cała sieć organizacyjna. Pacjent nie trafia "gdziekolwiek", tylko w system zaplanowanych etapów diagnostycznych. W praktyce oznacza to skrócenie czasu między podejrzeniem a decyzją medyczną.
Lekarz POZ może podejrzewać, że to może być nowotwór i wtedy wystawia kartę DILO, co wcale nie oznacza, że pacjent ma rozpoznany nowotwór, tylko że zostaje uruchomiona procedura przyspieszonej diagnostyki, dzięki której pacjent trafia na tzw. szybką ścieżkę onkologiczną, gdzie wykonuje się diagnostykę wstępną i pogłębioną w określonych terminach, tak, aby jak najszybciej uzyskać odpowiedź, czy mamy do czynienia z nowotworem, czy nie - dodaje.
Tu bardzo mocno wybrzmiewa kluczowa informacja: DILO nie jest diagnozą, tylko przyspieszeniem procesu diagnostycznego. To rozróżnienie jest fundamentalne, bo eliminuje jedno z najczęstszych nieporozumień wśród pacjentów.
Nie można "wymusić" skierowania
Kolejnym ważnym wątkiem były skierowania do specjalistów. Tu Rafał Janiszewski bardzo wyraźnie zaznaczył, że pacjent nie ma pełnej swobody w "zamawianiu" konsultacji. Oczywiście system jest pełen wyjątków, ale nadal oparty na zasadzie filtracji przez lekarza POZ.
Decyzja o wystawieniu skierowania nie należy do pacjenta, tylko do lekarza prowadzącego, który ocenia stan zdrowia, analizuje objawy, bierze pod uwagę dostępne badania i dopiero na tej podstawie podejmuje decyzję, czy konsultacja specjalistyczna jest konieczna. Lekarz podstawowej opieki zdrowotnej nie jest tylko osobą wystawiającą dokumenty, ale pełni rolę pierwszego filtra systemowego i prowadzi pacjenta w ramach całej ścieżki diagnostycznej - zauważył. Dodał, że ma to zapobiegać nadmiernemu obciążeniu specjalistów i jednocześnie porządkować ścieżkę pacjenta.
Na końcu pojawiła się teleporada – temat, który po pandemii stał się stałym elementem systemu.
Teleporada jest możliwa wtedy, kiedy problem zdrowotny pacjenta może zostać omówiony bez konieczności badania fizykalnego, czyli bez osłuchiwania, badania palpacyjnego czy bezpośredniego kontaktu fizycznego. [...] Dlatego też pacjent ma prawo nie zgodzić się na teleporadę i może oczekiwać wizyty osobistej, jednak ostateczna decyzja o formie udzielenia świadczenia zależy od oceny medycznej i możliwości diagnostycznych lekarza - podsumował.
W efekcie cała audycja pokazuje jedno: system ochrony zdrowia nie jest zbiorem luźnych usług, tylko bardzo precyzyjną strukturą, w której każdy element – od tajemnicy lekarskiej po teleporadę – ma swoje miejsce, funkcję i ograniczenia.
Pozostałe audycje z cyklu "Szlachetne zdrowie" dostępne Redakcja poleca:>>>TUTAJ.
Źródło: RadioPogoda.pl