Czerniakowski zawadiaka ledwie uszedł z życiem. Za wolność zapłacił 400 papierosów
Chociaż Stanisław Grzesiuk przeszedł przez piekło obozu koncentracyjnego, nawet w swoich ostatnich dniach nie stracił pogody ducha. Zmarły przedwcześnie warszawski bard z każdej opresji wychodził cało dzięki sprytowi i talentowi. Minęły 63 lata, odkąd popularyzatora przedwojennego folkloru czerniakowskiego nie ma już wśród nas.
- Stanisław Grzesiuk był pisarzem i pieśniarzem, nazywanym bardem Czerniakowa.
- Artysta słynął z bezkompromisowości i buntu. Został zapamiętany dzięki swoim książkom i muzyce.
- W obozie koncentracyjnym spędził pięć lat. Przeżył dzięki muzyce i sprytowi.
Stanisław Grzesiuk przyszedł na świat 6 maja 1918 roku w Małkowie w województwie lubelskim. To jednak Warszawa, do której przeprowadził się we wczesnym dzieciństwie, stała się jego domem. W jednej z jej najbiedniejszych dzielnic, Czerniakowie, dorastał i kształtował swoją osobowość oraz poglądy. Spędzoną tam młodość opisał później w książce "Boso, ale w ostrogach".
Rozwiąż quiz. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...
Quiz: Quiz. Najwięksi polscy poeci. Tylko mistrz zdobędzie 17/20!
Stanisławowi Grzesiukowi daleko było do ideału. Spośród rówieśników wyróżniała go bezkompromisowość i buntownicza postawa. Nie mógł pochwalić się dobrymi stopniami, często opuszczał lekcje i chętnie brał udział w bójkach. Mimo że niejednokrotnie przysparzało mu to kłopotów, zawadiaką pozostał do końca swoich dni.
Nie było nad nim większego cwaniaka
Choć z zawodu Stanisław Grzesiuk był elektromechanikiem, wolał spełniać się jako artysta. Na kartach historii zapisał się przede wszystkim jako pisarz oraz pieśniarz, popularyzujący przedwojenny folklor stolicy poprzez śpiewanie ulicznych warszawskich piosenek i grę na mandolinie oraz bandżoli. Do najpopularniejszych utworów, z którymi występował, należały "Ballada o Felku Zdankiewiczu", "Czarna Mańka", "Komu dzwonią", "Siekiera, motyka", "Bujaj się Fela" i słynne "Nie masz cwaniaka nad warszawiaka".
Przed najgorszym uchronił go spryt
Nawet gdy Stanisław Grzesiuk trafił do obozu koncentracyjnego, nie stracił typowej dla siebie pogody ducha. Wspomnienia z tamtego okresu spisał w swojej książce "Pięć lat kacetu".
Podstawą życia w obozie było, w moim pojęciu, maksymalne miganie się od pracy oraz organizowanie jedzenia, a w zasadzie można to ująć w jedno zdanie – postępować przeciw wszystkim zarządzeniom władz obozowych, bo wszystkie zarządzenia miały na celu jak najszybsze wykończenie więźniów – można w niej przeczytać.
Łącznie Grzesiuk spędził w obozie pięć lat. Przetrwanie zapewnił sobie talentem i sprytem. Nawet w niewoli udało mu się zdobyć bandżolę, na której wygrywał ulubione melodie. W posiadanie instrumentu wszedł, płacąc za niego… czterysta papierosów.
Gryf pochodzi od tradycyjnej mandoliny, ponieważ bandżola to jest po prostu mandolina, tylko zamiast pudła rezonansowego ma rezonator. Ten instrument powstał w obozie koncentracyjnym Gusen. […] Grając na nim i dla więźniów, i dla esesmanów, wygrał życie – dowiadujemy się z filmu "Grzesiuk. Życie wygrane na bandżoli".
Pobyt w obozie dotkliwie odbił się na zdrowiu artysty. Od 1947 roku Stanisław Grzesiuk chorował na gruźlicę płuc. Chociaż kilkukrotnie przebywał w sanatoriach i przeszedł dwie operacje, zmarł przedwcześnie, bo w wieku zaledwie 45 lat. Pochowano go na warszawskich Powązkach.
Źródło: Dzieje.pl, Kultura.dziennik.pl, Wikipedia.org