Był gwiazdą polskiej estrady. Tym uraził Irenę Dziedzic. "Jak można?!"

3 min. czytania
11.05.2026 05:35
Zareaguj Reakcja

11 maja 1931 roku urodził się Olgierd Buczek - artysta, który w latach 60. należał do ścisłej czołówki polskiej sceny rozrywkowej. W archiwalnych rozmowach z Radiem Pogoda artysta wracał do swoich początków, z niezwykłą szczerością opowiadając o drodze, która, jak sam przyznawał, była zupełnie nieprzewidywalna.

Olgierd Buczek - rocznica urodzin
fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Olgierd Buczek był gwiazdą polskiej estrady lat 50. i 60. Urodził się 11 maja 1931 roku.
Jego droga artystyczna nie była planowana – początkowo miał zostać lekarzem lub inżynierem.
Przełomem w karierze było spotkanie z Władysław Szpilman, które dało mu rozpoznawalność w kraju i za granicą.

11 maja przypada rocznica urodzin Olgierda Buczka - jednego z najbardziej rozpoznawalnych głosów polskiej estrady lat 50. i 60. Urodzony w Warszawie w 1931 roku, zapisał się w pamięci słuchaczy jako wykonawca piosenek, które stały się częścią radiowej i festiwalowej codzienności: "Oczy czarne", "Czy pani mieszka sama?", "Warszawski dorożkarz" czy "Wieczorna fajka".

Rozwiąż quiz. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...

Quiz: Quiz. Polskie przeboje lat 50. Tylko mistrz zdobędzie 17 punktów

1/20 "Nawet gdybyś miała, wrócić do mnie znów, z żalu i zdziwienia brakło by mi słów" to słowa piosenki wykonanej przez...

Olgierd Buczek. Chłopak, który miał zostać lekarzem

W archiwalnych rozmowach, przeprowadzonych przed laty w Radiu Pogoda, Olgierd Buczek wracał do przedwojennej Warszawy z niezwykłą czułością. Opowiadał o domu, o ulicach pełnych orkiestr wojskowych i o tym, że muzyka przyszła do niego nie jako plan, lecz jako doświadczenie codzienności. Później dodawał z właściwą sobie pokorą, że nikt nie mógł przewidzieć, iż właśnie z tego chłopca wyrósł artysta wielkiej popularności.

W życiu człowieka każdy dzień jest jakąś niespodzianką. Ja właściwie nie wiedziałem, że będę śpiewał, bo mama chciała, żebym był lekarzem. Ja jestem przedwojennym warszawiakiem i dawniej lekarz, architekt - to były prawdziwe zawody. To była inteligencja. Mnie interesowała technika, chciałem być inżynierem. Tylko że muzyka też we mnie była - opowiadał artysta.

Mówił o przedwojennej Warszawie, domu oficerskim i planach, które wcale nie wiązały się z estradą. Niezwykle plastycznie opisywał świat swojego dzieciństwa - miasto dorożek, wojskowych orkiestr i ulicznych dźwięków. To właśnie tam rodziła się jego wrażliwość muzyczna. W jego narracji Warszawa nie była tylko miejscem urodzenia, ale także pierwszą szkołą słuchania - miasta, muzyki i pamięci.

Redakcja poleca

Szpilman, radio i wejście do wielkiej kariery

Najważniejszy zwrot w jego życiu przyniosło spotkanie z Władysławem Szpilmanem. To właśnie z jego inicjatywy Olgierd Buczek trafił do Polskiego Radia oraz na repertuar, który przyniósł mu ogólnopolską rozpoznawalność. W Radiu Pogoda wielokrotnie podkreślał, że największy wpływ na rozwój jego kariery miał właśnie legendarny kompozytor. Ale zanim doszło do spotkania, zaczęło się od spontanicznej decyzji mamy.

Mama wyczuła, że ja mam coś z muzyki w sobie. Kupiła mi skrzypce na Boże Narodzenie, potem uczyłem się też trochę na pianinie. Po wojnie, kiedy już straciliśmy dwa mieszkania, pojechaliśmy do Gdańska. I tam się zaczęła moja przygoda z muzyką na dobre. Mama bez porozumienia ze mną poszła do szkoły muzycznej we Wrzeszczu i zapisała mnie na egzamin. Profesor przesłuchał mnie i przyjął - opisywał początek swojej muzycznej drogi.

Droga na wielką scenę nie była zaplanowana. Olgierd Buczek podkreślał, że jego kariera to splot przypadków i spotkań – przede wszystkim właśnie ze Szpilmanem. "To on mnie do radia wpuścił, otworzył drzwi. Dzięki niemu zaistniałem i nagrywałem. On decydował o wszystkim - kto będzie w radiu i co będzie śpiewał" - dodał.

Redakcja poleca

Festiwale, podróże i pamięć słuchaczy

Na szczycie kariery Olgierd Buczek był obecny tam, gdzie tworzyła się polska piosenka rozrywkowa: w Opolu, w Sopocie, w radiu i na zagranicznych estradach. Wspomnienia o jego występach w NRD, ZSRR i Czechosłowacji pokazują, że był artystą nie tylko popularnym, ale też bardzo mobilnym i dobrze osadzonym w muzycznym obiegu epoki.

W 1963 roku śpiewałem "Wieczorną fajkę" na festiwalu w Gdańsku. To był jeszcze nie ten Sopot, który znamy dzisiaj, tylko hala Stoczni Gdańskiej. Do męskiej garderoby wchodziło się przez damską. Spieszę się, wbiegam, a tam była troszkę rozebrana Irena Dziedzic. Spojrzała na mnie i mówi: "To jak można wchodzić tutaj?" Potem wiem, że Lucjan Kydryński mnie zapowiadał, bo ona nie chciała. Obraziła się na mnie - wspominał.

Ta krótka anegdota, choć zabawna, dobrze pokazuje realia estradowego życia tamtych lat - pełnego pośpiechu, improwizacji i sytuacji, które dziś stały się częścią barwnych wspomnień. Dla Olgierda Buczka była to tylko jedna z wielu historii, które, opowiadane po latach, budowały pełniejszy obraz artysty i jego drogi.

Oglądaj

Źródło: RadioPogoda.pl