Zachwycają się nim Danuta Stenka i Krystyna Janda. Mówią o nim "niedoceniony"
Jan Frycz już na ostatnim roku studiów aktorskich zadebiutował na deskach Teatru im. Juliusza Słowackiego. Właśnie wtedy wcielił się w postać Edmunda w sztuce "Damy i huzary" w reżyserii Mikołaja Grabowskiego. W międzyczasie pojawił się również na wielkim ekranie w polsko-norweskiej koprodukcji "Dagny". Wszystko wskazuje na to, że aktor od samego początku miał względem siebie wysokie wymagania.
Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na radiopogoda.pl!
W trakcie ponad czterdziestoletniej kariery Jan Frycz współpracował z najwybitniejszymi nazwiskami w świecie kina. Grywał pod czujnym okiem takich polskich reżyserów, jak Krystian Lupa, Jerzy Jarocki, Jerzy Grzegorzewski, a także Andrzej Wajda. Talent gwiazdora szczególnie doceniali również jego koledzy oraz koleżanki po fachu.
Zobacz także: Pamiętacie Milagros ze „Zbuntowanego anioła”? Czas się dla niej zatrzymał!
Jan Frycz - ceniony i uwielbiany aktor
U boku Jana Frycza wielokrotnie grywała Danuta Stenka. Co ciekawe, aktorka żartobliwie nazywa gwiazdora swoim zawodowym partnerem, podkreśla również nieustanne zaskoczenia, które towarzyszą jej w trakcie wspólnej pracy. Zostali małżeństwem nie tylko w kultowej komedii romantycznej pod tytułem "Nigdy w życiu", ale również na scenie Teatru Narodowego. Na szczególny talent, urodę i głos aktora zwrócili także uwagę Andrzej Barański, Krzysztof Globisz czy Krystyna Janda.
Jest to po prostu niebywałe zjawisko, niedocenione, nie dość postawione na piedestale. Wiele razy stałam koło Janka, blisko, na 20 cm przed nim i widziałam, co to jest za artysta, jaka to jest wyobraźnia, jaka to jest odwaga, jakie to jest poczucie humoru, jaka odwaga skrętu, odwaga zgrzytu. Fantastyczny - powiedziała Krystyna Janda w programie TVP "100 pytań do...".
Zobacz także: Wielkanoc z Radiem Pogoda. Najpiękniejsze melodie i wyjątkowe programy
"Porażki to główna część tego zawodu" - powiedział Jan Frycz w wywiadzie z dziennikarzem serwisu "Plejada". Gwiazdor, który może poszczycić się długą listą nagród i artystycznych sukcesów, równie często nominowany był do filmowych Złotych Węży (mowa o odpowiedniku Złotych Malin). Przede wszystkim za sprawą niechlubnych komedii, między innymi "Wyjazdu integracyjnego".
Zobacz także: Kultura dworska inspiruje do pisania powieści. „Ciągle mamy te same marzenia”
Tak rozprawił się z problemami
We wspomnianej rozmowie Jan Frycz otworzył się na temat swoich zmagań z uzależnianiami. Wygląda na to, że gwiazdor przez długi czas miał poważne problemy z alkoholem.
Jest dużo możliwości szkodliwych i destrukcyjnych zachowań. Ja pewnego dnia powiedziałem sobie: mam problem. Poszedłem na terapię - wyznał w wywiadzie.
Chociaż gwiazdor podkreśla, że wiara jest dla niego szczególnie ważna, nie chodzi już do świątyni. Dlaczego podjął taką decyzję? Jak wskazuje, wszystkiemu winna jest... polityka.
- Polityka w świątyni obrzydziła mi Kościół, za którym bardzo tęsknię. Pomógł obalić przeklętą komunę, ale nie poradził sobie z wywalczoną wolnością. Zamiast w nią uwierzyć, ciągle się jej boi. Na razie nic nie wskazuje na to, żeby wrócił do zadawania pytań, a nie dyktował odpowiedzi - wyjawił Jan Frycz dla "Plejady".
Zobacz także: To będzie dla gości spora niespodzianka. Przepis na nietypowy wielkanocny przysmak
Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na radiopogoda.pl!