Walentynki w czasach zarazy
W tym roku Walentynki wyglądają zupełnie inaczej, niż zwykle. Dowiedz się, jak wygląda praca kwiaciarzy w USA w czasie pandemii koronawirusa.
Reporterzy Reutersa sprawdzili, jak w czasach pandemii koronawirusa wygląda czas walentynek z perspektywy kwiaciarzy i jak z COVID-19 borykają się handlarze oraz ich klienci.
Walentynki inne niż wszystkie
Deborah De La Flor jest kwiaciarką od 40 lat, szefową firmy De La Flor Florist & Gardens, nieopodal Fort Lauderdale w amerykańskim stanie Floryda. Przygotowuje bukiety i kartki z życzeniami walentynkowymi – zazwyczaj dla kwiaciarzy to najbardziej pracowity i dochodowy czas w roku. Nigdy wcześniej nie przeżyła czegoś takiego, jak teraz:
„W czasie gdy jedni zamawiają kartkę z napisem „Kocham Cię”, inni wybierają kartę z napisem „Kochałem Cię” - mówi De La Flor, która jednocześnie przygotowuje zestawy kwiatowe dla zakochanych oraz na pogrzeby osób zmarłych na COVID-19.
Prawie pięć tysięcy kilometrów dalej, w Los Angeles, sprzedawca kwiatów Fernando Perata w ciągu minionych dwóch miesięcy pomagał ponad stu rodzinom, które straciły bliskich z powodu koronawirusa. Wiele z osób zamawiających kwiaty było od lat jego stałymi klientami:
„Jednego dnia widzisz klienta, następnego dnia go nie ma” - powiedział.
Perata wspomina jedną z klientek – matkę, która przez lata kupowała kwiaty dla swoich dzieci. Ostatnio jej syn i córka przyjechali, by kupić róże na jej pogrzeb.
Zobacz też: Co zrobić, żeby róże dłużej stały w wazonie?
Wart 35 mld dolarów przemysł kwiatowy jest jednym z najbardziej zaangażowanych w kontakty ludźmi, którzy dzielą się radością, smutkiem czy ważnymi wydarzeniami ze swojego życia. Na przypadających 14 lutego Walentynkach cieniem kładzie się COVID-19, który w USA zabił już ponad 460 tysięcy osób. W wielu stanach wciąż notuje się dzienne rekordy zgonów.
Słodko-gorzki luty
Mark Chatoff, szef Kalifornijskiego Centrum Kwiatowego w Los Angeles – jednego z największych w USA marketów kwiatowych – powiedział, że gdy w marcu ogłoszono pierwszy lockdown, niektórzy kwiaciarze musieli zamknąć biznes, po tym jak przestały się odbywać śluby, uroczystości, konwencje i inne wydarzenia. A potem przyszedł czas na pogrzeby w pandemii. Jak mówi Chatoff, w tym miesiącu największy dochód przynoszą Walentynki i pogrzeby:
„Mamy mnóstwo pracy z powodu pogrzebów. To słodko-gorzkie. Mamy pracę, ale nie z wesołych powodów” - żałuje.
25-letnia kwiaciarka Maria Alvarez z Los Angeles, powiedziała z kolei, że jej szefowie z firmy David's Flowers zostali zmuszeni do odmawiania rodzinom szukającym wiązanek na pogrzeby, żeby sprostać zamówieniom na Dzień św. Walentego:
„To bardzo smutne i łamie nam serce. Bardzo ciężko jest powiedzieć rodzinie, że nie mamy kwiatów na pogrzeb ich bliskich. Wielu z nich znamy. Wysłali swoich bliskich do szpitala, a oni po kilku dniach zmarli. Opowiadają nam swoje historie. Są załamani” - mówi kwiaciarka.
Ceny kwiatów szybują
Maria Alvarez opowiada tez, jak ciężko powiedzieć też będącym w żałobie ludziom, ile kosztują kwiaty na pogrzeb. Ponieważ dostawy są kruche a popyt ogromny, ceny wieńców pogrzebowych poszybowały z 85 do 120 dolarów w zaledwie kilka tygodni.
„Wiele z tych rodzin nie ma pracy. Dla nich to olbrzymia suma. Chcielibyśmy im pomóc i zaoferować oryginalną cenę, ale nie możemy. Obecnie kwiaty są bardzo drogie” - tłumaczy Alvarez.
Według Amerykańskiego Stowarzyszenia Florystów – największej organizacji zrzeszającej kwiaciarzy w USA, większość sprzedawanych w Stanach Zjednoczonych kwiatów jest importowanych z Ekwadoru i Meksyku.
Zalew zamówień w ostatnich miesiącach - wiele z nich przez internet – mocno nadwerężył łańcuch dostaw. Wielu dostawców nie jest w stanie na czas dostarczyć wystarczającej ilości zamówionych kwiatów – opowiada Christina Stembel, szefowa internetowej firmy Farmgirl Flowers.
67-letni Ken Freytag od ponad 40 lat prowadzi rodzinną firmę florystyczną w Austin w Teksasie. Mówi, że zazwyczaj jest optymistą, ale ten miesiąc był bardzo ciężki – nie tylko dlatego, że jego syn, córka i wnuki zachorowały na COVID-19. Freytag i jego 50 pracowników czyta każdą kartkę dołączaną do kwiatów przed wysłaniem zamówienia:
„Wiele z nich to wyrazy wsparcia [dla osób z koronawirusem – red.]. Rozumiem, przez co te rodziny przechodzą. Pracujemy w biznesie pełnym emocji” - mówi.