Te utwory zmieniły oblicze muzyki poważnej. Tak Krzysztof Penderecki zdobył światową sławę
Spośród polskiej szkoły kompozytorskiej lat 60. XX w. szczególnie wyróżniał się Krzysztof Penderecki. Był on zresztą nie tylko kompozytorem, ale też dyrygentem i pedagogiem.
Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na radiopogoda.pl!
Pozostawił po sobie przebogatą twórczość. Obejmowała m.in. cztery opery, osiem symfonii, kilkadziesiąt utworów na orkiestrę i instrumenty solowe, kameralnych, wokalno-instrumentalnych, a także oprawę muzyczną dla wielu spektakli, filmów i bajek.
Droga do sławy, Piwnica pod Baranami i wojenki z establishmentem
Krzysztof Penderecki przyszedł na świat 23 listopada 1933 r. w Dębicy w rodzinie o polsko-ormiańsko-niemieckich korzeniach. Muzykę miał we krwi. Zamiłowanie do niej przejął po ojcu i dziadku. Jednak nie tylko.
Pierwsze moje zetknięcie z muzyką, poza tym, że ojciec grywał na skrzypcach, to była dęta orkiestra wojskowa w Dębicy (…). Ciągnąłem za sobą nianię pod płot jednostki, żeby móc jej posłuchać – przyznał kiedyś na antenie radiowej Dwójki.
Swoją przygodę z pianinem zaczął jako 6-latek, a ze skrzypcami – na początku wieku nastoletniego. Już wtedy tworzył swoje pierwsze kompozycje. W kolejnych latach szlifował tę umiejętność pod okiem Franciszka Skołyszewskiego, a potem – już w Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej w Krakowie – Artura Malawskiego.
Zobacz także: Tak Łukasz Nowicki wspomina ojca. „Był od czasu do czasu”
Jeszcze zanim w 1958 r. ukończył studia, wraz z m.in. z Piotrem Skrzyneckim i Bronisławem Chromym założył słynną Piwnicę pod Baranami. Szybko stała się centrum polskiej kultury, ale równie szybko Penderecki zdystansował się do szumu wokół niej.
Tymczasem Alma Mater kompozytora – obecnie nosząca nazwę Akademii Muzycznej w Krakowie – zatrudniła go po studiach jako nauczyciela akademickiego. W międzyczasie oczywiście rozwijał się jako muzyk.
Jeszcze zanim rozpoczęły się lata 60. miał już na koncie trzy pierwsze nagrody Związku Kompozytorów Polskich za kompozycje: "Strofy" (na śpiew z akompaniamentem orkiestry), "Emanacje" (na dwie orkiestry smyczkowe) i "Psalmy Dawida" (na chór, instrumenty strunowe i perkusję). Tak w 1959 r. zdobył dwumiesięczne stypendium do Włoch.
Zaczął też już tworzyć muzykę do spektakli teatralnych i filmów. Ponadto pisał bardzo dużo utworów sakralnych. Jak wspominał w rozmowie z WP w 2012 r., wynikało to z czystego buntu przeciwko władzom PRL-u, ponieważ "państwo wojowało wtedy z Kościołem".
Coraz silniejsza nonkonformistyczna postawa Krzysztofa Pendereckiego dawała o sobie mocno znać pod postacią muzyki awangardowej.
Była ona uważana za bunt nie tylko przeciwko dawnej muzyce, ale też przeciwko systemowi – podkreślał w tym samym wywiadzie artysta.
Zobacz także: Tadeusz Woźniak był w trudnej sytuacji. „Trzeba wyjść życiu naprzeciw”
Bunt i pionierskie podejście do muzyki: sonoryzm
Nowa dekada oznaczała dla Krzysztofa Pendereckiego jeszcze większe eksperymenty w kierunku twórczości. To przyniosło przełom w jego karierze i otworzyło mu drzwi do międzynarodowej sławy.
Znajdował się wśród prekursorów znamiennego szczególnie dla polskiej szkoły kompozytorskiej lat 60. kierunku awangardy zwanego sonoryzmem. Opierał się on na niekonwencjonalnych technikach artykulacji i uzyskiwania dźwięków z tradycyjnych instrumentów.
Wśród najsłynniejszych utworów obrazujących ten kierunek były: "Ofiarom Hiroszimy – tren" i "Polymorphia" na instrumenty smyczkowe, "Fluorescencje" i "De natura sonoris" na orkiestrę, a także chóralne dzieło "Pasja według św. Łukasza".
Pierwsza z kompozycji (z 1960 r.) zakładała m.in. grę na strunniku, podstawku, a także uderzanie żabką smyczka o górną płytę instrumentu. Takie innowacje nie spotkały się z przychylnością części muzyków orkiestrowych, którzy, bojąc się uszkodzenia instrumentów, odmawiali grania.
We "Fluorescencjach" z 1962 r. poza instrumentami orkiestry symfonicznej pojawiały się nawet dźwięki wydobywane z blachy, gwizdków, piły, maszyny do pisana, dzwonka elektrycznego, syreny alarmowej, kawałków szkła i pocieranego pilnikiem metalu.
To abstrakcyjne utwory (…). Jak każdy młody człowiek chciałem być inny. Buntowałem się przeciwko temu, czego nauczyłem się w szkole. Co więcej, awangarda, która powstała kilka lat wcześniej, była już właściwie akademicka. Wszyscy rzucili się na nią i zaczęli kopiować to, co pisali kompozytorzy zachodni. A ja wręcz odwrotnie. Chciałem pisać swoją muzykę, po prostu – podkreślał Penderecki we wcześniej wspomnianej rozmowie z WP.
Mimo wszystko oba wcześniej wspomniane dzieła doceniono i osiągnęły światowy sukces. Choć wywoływały pewien niepokój, wydawały się wielu intrygujące, wciągające i skłaniająca do przemyśleń. Jeszcze więcej wyróżnień otrzymała "Pasja według św. Łukasza" – dotycząca poświęceń Jezusa, ale i cierpień współczesnych ludzi.
Zobacz także: Zapadła ostateczna decyzja ws. „Familiady”. TVP wydała komunikat
Powstała na zamówienie z okazji 700-lecia katedry w niemieckim Münster. To tam w 1966 r. miało miejsce prawykonanie utworu. Niektórzy uważają, że był to jeden z istotnych kroków na drodze do ocieplenia stosunków z RFN.
Dzieło to było również pomostem między awangardą i tradycjonalizmem. Były tam bowiem wplecione epizody nawiązujące do tradycyjnej melodii i harmonii.
Nie zależy mi na tym, jak " zostanie określona: czy jest tradycjonalna, czy awangardowa. Dla mnie jest po prostu autentyczna. I to wystarczy – mówił Krzysztof Penderecki, cytowany przez portal culture.pl.
W tym okresie kompozytor zaczął też tworzyć – z ogromnym powodzeniem – dzieła operowe. Pierwsze z nich to „Diabły z Loudun” z 1969 r., z którym zadebiutował w Operze Hamburskiej (oparte na sztuce Whitinga dzieło doczekało się ponad 30 inscenizacji, co jest rzadkością dla oper współczesnych).
Niebawem kompozytor zaczął również działać jako dyrygent. Pod jego batutą polskie i światowe zespoły symfoniczne wykonywały utwory Mendelssohna, Schuberta czy Beethovena.
Zobacz także: Tadeusz Łomnicki szokował temperamentem. Żenił się aż pięciokrotnie
Zmiana kierunku i dalszy rozgłos
Zwrot w twórczości Krzysztof Penderecki zaliczył w pierwszej połowie lat 70. Rozdział sonoryzmu zamknął "I Symfonią" na orkiestrę. Niektórzy twierdzili, że "zdradził awangardę", gdy zaczął komponować bardziej tonalnie, właśnie m.in. na modłę niemieckiej muzyki symfonicznej z XVIII i XIX w. On szedł jednak za tym, co czuł. Tak powstały choćby "Symfonia wigilijna" na orkiestrę i "Polskie Requiem".
Drugie z dzieł, wokalno-instrumentalne, miało premierę w 1984 r. Traktowało o ważnych postaciach w historii Polski XX w. Stąd cieszyło się nad Wisłą dużym zainteresowaniem. Aczkolwiek krytycy uważali je za nieco zbyt podniosłe i zaszufladkowali je jako przykład "socrealizmu liturgicznego".
Oczywiście, gdyby nie ogólna sytuacja polityczna, Solidarność, nie stworzyłbym Requiem, mimo iż ten temat od dawna mnie interesował. Komponując je, chciałem zająć określone stanowisko, opowiedzieć się, po której jestem stronie – tłumaczył na łamach magazynu "Studio" w 1993 r. kompozytor.
"Polskie Requiem" było też znamienne dla Krzysztofa Pendereckiego ze względu na fakt, że powstawało partiami. Co jakiś czas były dopisywane kolejne jego części, dlatego utwór wiele razy prezentowano w formie premierowej. Był to styl pracy niecodzienny wówczas w branży.
Kiedyś kompozytor próbował usprawniać proces twórczy, stosując niedokładne zapisywanie partytur, czyli "aleatoryzm niezamierzony". Potem jego skłonności do stałego ulepszania swoich dzieł doprowadziły do wprowadzenia innego systemu, stosowanego wcześniej przez malarzy.
Polegał on na tym, że Penderecki jako mistrz zarządzał zespołem uczniów, którzy zajmowali się realizacją konkretnych zadań i rozwijaniem naszkicowanych przez niego pomysłów.
Zobacz także: Joanna Żółkowska nigdy nie wyszła za mąż. Miała ku temu swoje powody
W 1996 r. władze Jerozolimy zleciły Krzysztofowi Pendereckiemu skomponowanie symfonii-oratorium "Siedem bram Jerozolimy" na jubileusz 3000 lat Świętego Miasta. Siedmioczęściowe dzieło łączyło motywy muzyki europejskiej i bliskowschodniej.
W kolejnych latach Penderecki również był aktywny, choć niektórzy podejrzewali, że jego wena i inwencja twórcza są coraz mniejsze.
W 2005 r. premierę miała stworzona na sopran, mezzosopran, baryton, chór i orkiestrę “VIII Symfonia”. Zamówiono ją na otwarcie Filharmonii w Luksemburgu. Nazywana “pieśnią o przemijaniu” symfonia-kantata do tekstów niemieckich poetów była przedłużana w 2020 r.
Krzysztof Penderecki i jego niecodzienne współprace
Muzykę Krzysztofa Pendereckiego mogliśmy też wielokrotnie usłyszeć w najgłośniejszych filmach i serialach. Nie tylko polskich, takich jak "Rękopis znaleziony w Saragossie" Wojciecha Hasa "Katyń" Andrzeja Wajdy, ale i zagranicznych. W tym w "Egzorcyście" Williama Friedkina, "Lśnieniu" Stanley’a Kubricka, "Dzikości serca" Davida Lyncha czy "Wyspie tajemnic" Martina Scorsese.
Sława Pendereckiego rozlała się daleko poza Ojczyznę. Za granicą był postrzegany jako jeden z najsłynniejszych polskich artystów. W 2012 r. "The Guardian" ocenił, że był on "najprawdopodobniej największym żyjącym polskim kompozytorem".
Uznanie dla jego twórczości wyrażało wiele gwiazd, w tym gitarzysta Radiohead Jonny Greenwood. Udało mu się nawet namówić Polaka do współpracy przy wspólnym albumie w 2012 r.
Penderecki miał na swoim koncie wiele nagród, w tym cztery statuetki Grammy (jedną w 1988 r., dwie w 1999 r. i jedną w 2017 r.). Liczne uczelnie na Starym Kontynencie i za oceanem wyróżniły go tytułem doctora honoris causa. Otrzymał też m.in. Order Orła Białego. Należał ponadto do Polskiej Akademii Umiejętności oraz Akademii Fonograficznej ZPAV.
Zobacz także: Świat oszalał na punkcie zespołu Abba. „Wierzyłem, że zrobimy comeback”
Śmierć legendarnego kompozytora
Krzysztof Penderecki odszedł w wieku 87 lat. Zmarł 29 marca 2020 r. w Krakowie. Prochy artysty spoczęły w Panteonie Narodowym w kryptach kościoła Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Krakowie.
Po jego śmierci, jego macierzysta uczelnia, w której najpierw był profesorem, a w latach 1972-87 – rektorem, przyjęła trzy lata temu jego imię.
Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na radiopogoda.pl!