W PRL była wielką gwiazdą. Szpilman z niej szydził: "Kobieta-ryba"
Rocznica urodzin Reny Rolskiej to dobry moment, by spojrzeć na jej drogę szerzej niż przez pryzmat jednego przeboju – jako historię artystki, która konsekwentnie wybierała własną ścieżkę, nawet gdy prowadziła poza świat reflektorów.
- Rena Rolska - od dzieciństwa kształcona muzycznie, nawet w trudnych realiach wojny.
- Gwiazda estrady, radia i kabaretu, której interpretacje łączyły aktorską precyzję z emocjonalnym dystansem.
- Świadomie zrezygnowała z kariery u szczytu sławy, odnajdując spełnienie w życiu prywatnym i sztuce użytkowej.
19 stycznia przypada rocznica urodzin Reny Rolskiej – jednej z najważniejszych postaci polskiej estrady powojennej. Choć już od półtora roku nie ma jej wśród nas, piosenki artystki wciąż brzmią znajomo i ciepło, jakby niosły ze sobą fragment tamtego świata, w którym muzyka była schronieniem, a radio – oknem na emocje.
Rozwiąż quiz. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...
Quiz: Quiz. Tak brzmiały lata 70. Pamiętasz te przeboje? 15/20 to wyczyn!
Przyszła na świat w 1932 roku w Warszawie jako Regina Rollinger. Imię, którego nie darzyła sympatią, szybko ustąpiło miejsca zdrobnieniu – Rena – i tak już zostało. Dorastała w domu, gdzie śpiew był czymś naturalnym: matka, niespełniona artystycznie, nuciła przedwojenne melodie i piosenki Hanki Ordonówny.
To właśnie od niej Rena Rolska przejęła wrażliwość muzyczną i doskonały słuch. W czasie wojny, mimo biedy i nieobecności ojca uwięzionego w oflagu, matka konsekwentnie dbała o jej edukację muzyczną. Lekcje fortepianu trwały nawet wtedy, gdy codzienność wymagała walki o przetrwanie.
Rena Rolska mogła trafić do opery
Prawdziwy przełom w jej życiu nastąpił podczas wycieczki w Sudetach. W tym samym pensjonacie przebywał Wacław Filipowicz, ceniony pedagog i wykładowca Akademii Muzycznej w Warszawie. Usłyszał Renę Rolską nucącą pod nosem i od razu dostrzegł w jej głosie potencjał, wróżąc karierę operową.
Choć propozycja lekcji u tak wybitnego specjalisty była kusząca, młoda Rena nie miała pieniędzy na prywatne nauki. Filipowicz jednak uwierzył w jej talent i postanowił "skredytować" naukę, przekonany, że pewnego dnia ta młoda dziewczyna stanie się znaną śpiewaczką. Nie mylił się.
Debiut estradowy Reny Rolskiej nastąpił niedługo później, bo w 1955 roku, gdy jako 23-latka wystąpiła w towarzystwie Orkiestry Tanecznej Polskiego Radia. Choć wciąż towarzyszyła jej trema – pierwsze nagranie wspomagała dużą dawką waleriany – od tego momentu jej życie zaczęło nabierać tempa.
Mój pierwszy występ był w Hali Gwardii w Warszawie. Tam były, są w sumie jeszcze do tej pory, takie dwie hale. W jednej jest wielki sklep spożywczy, a w drugiej to nie wiem, bo tam rzadko bywam. Ale wtedy odbywały się tam mecze, głównie bokserskie. Były tam ring na środku, mnóstwo ludzi, siedzące miejsca i na ten ring się normalnie gdzieś tam od zaplecza wchodziło - opowiadała Rolska w rozmowie z Teresą Drozdą.
Rena Rolska szybko stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych wokalistek w kraju. Jej interpretacje miały w sobie teatralność, ale i naturalność – każda piosenka była małym monodramem. Byli jednak tacy, do których jej sceniczny wizerunek nie przemawiał
Trudno było się przebić, tylko to już nie była moja broszka. Na tym zależało przede wszystkim Cajmerowi, bo uważał, że powinnam śpiewać, mam głos radiofoniczny i tak dalej. Natomiast pan Szpilman był bardzo przeciwny. Uważał, że jestem nie kobietą, tylko rybą, że za mało emocji przekazuję, śpiewając. Tak to zrozumiałam przynajmniej - wspominała w tej samej rozmowie.
Artystka wielu talentów, którą pokochali Polacy
Rena Rolska nie ograniczała się jedynie do estrady. Kabaret był dla niej równie ważnym polem twórczości. W "Pinezce", "Dreszczowcu" i przede wszystkim w legendarnym radiowym "Podwieczorku przy mikrofonie" pokazała swój talent aktorski i komediowy. Postać niesfornej uczennicy wołanej do tablicy stała się kultowa, a ona sama wspominała te występy jako momenty, w których znikała trema, a zostawała czysta radość grania.
W latach 60. i 70. jej głos towarzyszył Polakom niemal codziennie. "Piosenka prawdę ci powie", "Jak to dziewczyna", "Złoty pierścionek" - te utwory nucili wszyscy. Paradoksalnie największy przebój z czasem przysłonił bogactwo jej repertuaru. Rena Rolska żałowała, że jej dorobek ogranicza się w świadomości publicznej do jednej piosenki, choć nagrała ich setki.
Przede wszystkim, jak ja się gdzieś pokażę, to zaraz jest "Złoty pierścionek". Spotkam kogoś, kto mnie rozpozna: "Ooo, »Złoty pierścionek«". Matko święta i nic, tak jakbym tylko ten jeden "Złoty pierścionek" wyśpiewała no - żaliła się.
Zostawiła estradę dla... metaloplastyki
Na początku lat 80. Rena Rolska zdecydowała się na krok, który zaskoczył wielu: wycofała się z życia estradowego. Złożyły się na to narodziny syna, zmieniająca się rzeczywistość artystyczna i wydarzenia polityczne związane ze stanem wojennym. Ostatni koncert w Sali Kongresowej w 1981 roku był pożegnaniem bez patosu – za to z najważniejszymi piosenkami, które publiczność przyjęła owacjami.
Po zakończeniu kariery Rena Rolska odnalazła spełnienie w życiu rodzinnym. Wraz z mężem, Marianem Jonkajtysem, zajęła się metaloplastyką i inkrustacją w drewnie. Ich mieszkanie zamieniło się w pracownię, a twórcza energia znalazła nowy ujście. Artystka odeszła w 2024 roku, mając 92 lata.
Jej życie było znacznie bogatsze niż sceniczny blask: obejmowało wojnę, powojenną odbudowę kultury, złoty czas polskiej piosenki i świadomy wybór ciszy zamiast kompromisów. W rocznicę jej urodzin warto przypomnieć sobie ten głos – ciepły, wyważony, pełen opowieści. Bo choć śpiewała "nie oczekuję dziś nikogo", pamięć o niej wciąż przychodzi sama.