advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:

Tak Rzecki z "Lalki" próbował maskować problem. W PRL to była norma

4 min. czytania
08.01.2026 09:01
Zareaguj Reakcja

8 stycznia przypada rocznica urodzin Bronisława Pawlika – wybitnego aktora starej szkoły, który przeszedł do historii jako niezapomniany Ignacy Rzecki z "Lalki". Aktorstwo było dla niego dziełem przypadku, a droga na scenę wiodła przez kolej i niespełnione marzenia o malarstwie.

Bronisław Pawlik jako Rzecki
fot. "Lalka"
  • Bronisław Pawlik urodził się 8 stycznia 1926 roku.
  • Nie planował kariery aktorskiej. Chciał zostać malarzem, a zanim trafił na scenę, pracował na kolei.
  • Spotkała go wielka miłość, która przetrwała mimo ciężkiej i trudnej choroby.

8 stycznia to data szczególna dla miłośników polskiego teatru i serialowych klasyków. Tego dnia urodził się Bronisław Pawlik – aktor, który na zawsze zapisał się w pamięci widzów jako Ignacy Rzecki z "Lalki". Paradoksalnie to właśnie on stał się symbolem aktorstwa starej szkoły, choć... aktorem zostać wcale nie planował.

Rozwiąż quiz. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...

Quiz: Quiz. Aktorzy z PRL łamali serca tysięcy Polek. Rozpoznasz chociaż 15/20?

CC BY-SA 4.0 / Edward Hartwig / Narodowe Archiwum Cyfrowe
1/20 Co to za aktor?

Zanim scena stała się jego światem, Bronisław Pawlik widział siebie zupełnie gdzie indziej. Miał talent plastyczny i poważnie myślał o karierze malarza. Życie jednak szybko zweryfikowało plany. Trzeba było się utrzymać. Zatrudnił się więc na kolei i wszystko wskazywało na to, że to właśnie tam spędzi zawodowe życie.

Los jednak miał wobec niego inny scenariusz. Przypadkiem dowiedział się, że Krakowska Wyższa Szkoła Muzyczna przygotowuje spektakl "La serva padrona" Giovanniego Pergolesiego i szuka młodych mimów. Zgłosił się, trochę dla żartu, i otrzymał rolę niemego służącego Vespone.

Sam tej roboty nie szukałem, po prostu potrzebowano mnie. Dobrze się stało, bo akurat rozglądałem się za swoim miejscem na ziemi, a kolej z całą pewnością nim nie była - mówił w wywiadzie dla magazynu "Radio i Telewizja".

Miał wtedy zaledwie 19 lat i już wiedział, że scena wciągnęła go bez reszty.

Bronisław Pawlik w teatrze znalazł miłość życia

Gdy Iwo Gall otworzył w Krakowie Studio Dramatyczne, Bronisław Pawlik - namówiony przez kolegów z Groteski - zapukał do jego drzwi. Bez fałszywej skromności przekonał reżysera, że lepszego kandydata nie znajdzie. Gall uwierzył. Rok później, obejmując dyrekcję Teatru Wybrzeże, zabrał młodego aktora do Gdańska.

To tam Bronisław Pawlik nie tylko pracował niemal bez przerwy, ale też przeżył coś, co zdefiniowało całe jego życie prywatne. Podczas przygotowań do debiutu w Teatrze Wybrzeże poznał Anielę Świderską. Zaiskrzyło natychmiast. Oboje mieli po 21 lat i byli przekonani, że to uczucie "na zawsze".

Po latach aktorka mówiła o ich relacji w rozmowie z "Echem Dnia": "Byliśmy jak woda i ogień, ale przecież przeciwieństwa się przyciągają. Szybko staliśmy się nierozłączni".

Redakcja poleca

Miłość burzliwa, mąż niełatwy

Ich małżeństwo nie było jednak bajką. Bronisław Pawlik miał temperament raptusa - był impulsywny, a praca nad rolami wyprowadzała go z równowagi. Aniela Świderska nie kryła, że bywało ciężko.

We wspomnianym wywiadzie przyznawała: "Raz jest gorzej, raz lepiej, to znów burzliwie. Kiedy mąż uczy się nowej roli, bywa nie do zniesienia. Wyganiam go wtedy z domu do parku. Siada na ławce i wkuwa tekst, a ja mam spokój".

On sam potrafił jednak docenić jej cierpliwość. W rozmowie z "Tele Tygodniem" mówił o żonie z wyraźną czułością: "Nela jest mądrą i tolerancyjną kobietą, znosi wszystkie moje humory i potrafi rozładowywać każde napięcie".

Tak próbował zabić zapach alkoholu

Była jednak jedna rzecz, z którą Aniela nie potrafiła się pogodzić. Bronisław Pawlik od lat zmagał się z chorobą alkoholową. Wiedziało o tym środowisko, wiedzieli przyjaciele. On sam bagatelizował problem, twierdząc, że "setka dla animuszu" jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Tyle że na setce rzadko się kończyło.

Znajomi wspominali, że wylewał na siebie hektolitry wody kolońskiej, by zabić zapach alkoholu. Zdarzało się, że wchodził na scenę po kilku głębszych. Nigdy jednak nie przerwał spektaklu, nigdy nie zawiódł publiczności - choć współaktorzy nieraz drżeli o finał przedstawienia.

Redakcja poleca

Unikała męża, choć nigdy tego nie przyznała

Z czasem choroby zaczęły zbierać żniwo. W 1998 roku Bronisław Pawlik przeszedł udar, a niedługo później zdiagnozowano u niego nowotwór żołądka. Gdy z domu wyprowadziła się ich jedyna córka, Anna Maria, Aniela Świderska coraz częściej wyjeżdżała do Skolimowa.

Oficjalnie - by odpocząć od miasta. Nieoficjalnie była to ucieczka od trudnej codzienności i męża, z którym coraz trudniej było wytrzymać. W rozmowie z "Przyjaciółką" tłumaczyła: "Mieszkamy w centrum głośnej stolicy, z naszego okna balkonowego widać tylko koszmarne chodniki i pędzące samochody. W Skolimowie jest cicho, zielono, cudownie".

Gdy jej nie było, opiekę nad aktorem przejmowała nastoletnia wnuczka.

Bronisław Pawlik i legenda, która nie dawała spokoju

Jednym z najbardziej uporczywych mitów związanych z Bronisławem Pawlikiem była historia jego rzekomego zwolnienia z "Misia z okienka". Według miejskiej legendy miał powiedzieć na antenie skandaliczne zdanie o "całowaniu misia w d*pę", po czym stracić pracę. Problem w tym, że nigdy tego nie powiedział.

Sam odniósł się do sprawy na antenie Polskiego Radia w latach 90.: "Zadziwia mnie ta anegdota, która chodzi po Polsce, że ja coś powiedziałem i dlatego mnie wyrzucili z telewizji. Nie jest to prawda. Powstała ona jakieś sześć lat po tym, jak ja ten program zakończyłem".

Prawda była znacznie mniej sensacyjna. Bronisław Pawlik sam zrezygnował, nie chcąc zostać zaszufladkowany jako "pan z programu dla dzieci".

Pogodne lata [PODCAST]
Biała apokalipsa. Pogodne lata #17
play play
replay
forward
volume volume
0:00

Odszedł cicho, zostawiając wielkie role

Bronisław Pawlik zmarł 6 maja 2002 roku. Miał 76 lat. Odszedł pół roku przed premierą filmu "Wszyscy święci", w którym - będąc już bardzo chorym - zagrał swoją ostatnią rolę.

Olgierd Łukaszewicz wspominał go po latach słowami pełnymi ciepła:

Był bardzo lubiany jako człowiek. Z temperamentu raptus, bardzo pobudliwy, co powodowało często wiele zabawnych sytuacji, ale też, jeżeli ktoś go jeszcze nie znał, zadrażnień. Nikt tego nie brał na serio, bo był to człowiek o gołębim sercu i w gruncie rzeczy bardzo nieśmiały. Pawlik rozkwitał przed mikrofonem, na scenie. Był człowiekiem, który wiedział o teatrze niemal wszystko [...]".

I chyba właśnie taki pozostaje w pamięci - trudny, ale czuły. Pełen sprzeczności. Prawdziwy artysta starej daty, którego dziś, w dniu urodzin, wspominamy z lekkim uśmiechem i nutą wzruszenia.

Oglądaj

Źródła: film.interia.pl, kultura.gazeta.pl, "Przyjaciółka", "Radio i Telewizja", "Echo dnia", "Tele Tydzień"