Olga Bończyk wspomina ostatnie chwile Wodeckiego. "Był mocno zmęczony"
Olga Bończyk i Zbigniew Wodecki byli bliskimi przyjaciółmi z branży. W pewnym momencie ich zażyłość stała się obiektem zainteresowania mediów i plotkowano o ich rzekomym romansie. Nie wiemy jednak czy tę dwójkę kiedykolwiek połączyło coś więcej niż wspólna pasja i chęć realizacji muzycznych projektów.
Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na radiopogoda.pl!
Plany zawodowo-artystyczne zostały jednak przerwane w 2017 roku, kiedy to Zbigniew Wodecki nagle zmarł. Od tego czasu Olga Bończyk co jakiś czas wspomina w mediach zmarłego przyjaciela. W jednym z ostatnich wywiadów z "Plejadą", kobieta wypowiedziała się na temat życia muzyka oraz ostatnich momentów jego kariery.
Zobacz także: To oni zawalczą o milion. Kiedy świąteczne wydanie „Milionerów”?
Zbigniew Wodecki swoją karierę muzyczną rozpoczął, gdy miał zaledwie 16 lat. To wtedy występował w założonym przez siebie big beatowym zespole Czarne Perły. Od dziecka związany był z muzyką, a pasja została z nim do końca życia. Do jego najpopularniejszych utworów należą "Lubię wracać tam gdzie byłem", "Zacznij od Bacha", a także "Opowiadaj mi tak" czy też "Chałupy Welcome to".
Ciepły i życzliwy człowiek
Przez lata swojej działalności artystycznej Zbigniew Wodecki został zapamiętany jako ciepły, pełen życzliwości człowiek. Nie inaczej wspominają go osoby, z którymi był związany artystycznie. Jedną z osób, z jaką muzyk nawiązał współpracę była Olga Bończyk, która ostatnio wypowiedziała się o jego życiu.
Zbyszek z całą pewnością był osobą, która z ogromną łatwością nawiązywała kontakty. Czy to z publicznością, czy z ludźmi spotkanymi na ulicy - mówiła w wywiadzie dla "Plejady".
Zobacz także: Perepeczko mógł nie zagrać Janosika. „Koledzy odsuwali się od niego”
Kto choć raz miał okazję uczestniczyć w koncertach Zbigniewa Wodeckiego wie, jaką aurę roztaczał na scenie. Z łatwością przychodziła mu interakcja z publicznością, która go uwielbiała. Podobnie jak on ją. Znakiem rozpoznawczym artysty na zawsze pozostanie jego charakterystyczna, buja fryzura.
Był absolutnie ponadprzeciętnie empatyczny, więc miał łatwość komunikowania się. (...) Kiedy się z nim rozmawiało, w ogóle się nie czuło tego, że on jest tak wielkim artystą i mógłby na przykład chcieć się odizolować od publiczności, która nieustająco chce autograf albo zdjęcie. Był niezwykle cierpliwy - powiedziała Bończyk w rozmowie ze wspomnianym serwisem.
Zobacz także: Zaczęło się od niewinnego pomysłu. Tak narodził się wielki hit Piotra Fronczewskiego
Zbigniew Wodecki był zmęczony
Pod koniec życia Zbigniew Wodecki niestety chorował. Olga Bończyk wspominała, że wtedy nie był już tak chętny do kontaktów międzyludzkich. Stopniowo przygasał, a wiek robił swoje.
Oczywiście pod koniec życia był też mocno zmęczony i ta jego choroba bardzo mu doskwierała. Sam się nie napraszał i czasami też unikał tych kontaktów, ale jego natura zawsze ciągnęła go do ludzi, choć tak naprawdę życiowo był samotnikiem. Mimo że był trochę "jaskiniowy", to uwielbiał ludzi. Uwielbiał z nimi rozmawiać, uwielbiał ich słuchać i uwielbiał biesiadować - zakończyła Olga Bończyk tę samą rozmowę.
Zobacz także: „Pasja” Mela Gibsona zmieniła go na zawsze. Omal nie zginął podczas kręcenia tej sceny
Pośmiertnie uhonorowany
Zbigniew Wodecki zmarł 22 maja 2017 roku wskutek rozległego udaru mózgu. Miał wtedy 67 lat. Do udaru doszło niespełna miesiąc po operacji wszczepienia bajpasów. Od czasu jego odejścia, publiczność ciepło go wspomina. W 2017 roku uhonorowano go pośmiertnie Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski za “wybitne zasługi dla rozwoju polskiej kultury, za osiągnięcia w pracy artystycznej i twórczej”. W 2018 roku Zbigniewa Wodeckiego otrzymał również Złotego Fryderyka w kategorii "muzyka rozrywkowa". Na zawsze pozostanie jednym z najwybitniejszych polskich muzyków.
Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na radiopogoda.pl!