Koronawirus dał Hawajom chwile wytchnienia?
Hawaje znoszą niektóre restrykcje dla turystów, związane z pandemią koronawirusa. Jednak rdzenni mieszkańcy wcale nie cieszą się z powrotu odwiedzających.
Z powodu sytuacji na świecie mekki turystyczne w różnych krajach po raz pierwszy od dawna nie są celem najazdu tysięcy odwiedzających. Doprowadza to do ruiny wielu przedsiębiorców oraz bardzo obciąża budżety państw do tej pory żyjących głównie z turystyki.
Hawaje zwolniły tempo na kilka miesięcy
Na Hawajach przez ponad siedem miesięcy tempo życia znacząco spadło. Z powodu obowiązkowej dwutygodniowej kwarantanny dla każdego przyjezdnego, ruch turystyczny na wyspach praktycznie zamarł. Miejscowi, żyjący z turystów, byli tym faktem przerażeni, ale też część z nich przyjęła nową sytuację z zadowoleniem.
Przed wybuchem pandemii koronawirusa na Hawaje przylatywało nawet 30 tysięcy turystów dziennie, co w ciągu roku dawało liczbę aż 11 milionów. Po wprowadzeniu restrykcji liczba odwiedzających spadła do kilku tysięcy dziennie.
Senator J. Kalani English uważa, że pandemia dała Hawajczykom chwilę odpoczynku i „czas na zastanowienie się nad sobą”. Według niego stary model turystyki, z napływem milionów odwiedzających co roku, był bardzo męczący dla rdzennych mieszkańców wysp. Przez kilka miesięcy Hawajczycy mogli w spokoju delektować się pięknem swojej przyrody, która zazwyczaj jest zawłaszczana podczas turystycznych najazdów. Sam senator wspomina, że mógł wreszcie wybrać się na słynną plażę Hamoa na Maui, gdzie bawił się jako dziecko. Nie był tam od lat z powodu tłoku. Podczas pandemii pływał tam co rano.
Jak opowiada mieszkanka Oahu, Line-Noue Memea Kruse, przed wprowadzeniem restrykcji z powodu tłoku do najbliższego sklepu jechała kilka godzin z powodu korków, które powodowali turyści podziwiający żółwie na plaży oraz tamtejsze przepiękne zachody słońca. Gdy wprowadzono ograniczenia, droga do sklepu zajęła jej raptem 35 minut.
Pieniądze ważniejsze od bezpieczeństwa?
Jednak Hawaje nie mogły sobie pozwolić na zbyt długi lockdown, ponieważ było to zabójcze dla ich budżetu. Poluzowało więc restrykcje i uznano, że jeśli przyjezdny ma negatywny wynik testu na koronawirusa, to nie musi przechodzić kwarantanny. Jak wspomina Kruse, może dosłownie wskazać dzień, w którym Hawaje znowu się otworzyły na przyjezdnych. 15 października jechała do sklepu i droga znowu zajęła jej kilka godzin.
Wielu Hawajczyków zastanawia się teraz, czy po zniesieniu obostrzeń sytuacja wróci do stanu sprzed pandemii. Pracujący w przemyśle hotelarskim Bryant de Venecia mówi, że ma mieszane uczucia: wielu ludzi straciło pracę w przemyśle turystycznym.
Zaledwie 300 z 9 tys. pracowników zrzeszonych w związku zawodowym pracowników turystycznych odzyskało posady po ponownym otwarciu się wysp. Oczywiście cieszą się, że znów będą zarabiać, ale jednocześnie nie są zachwyceni powroty tłumów przyjezdnych. Martwią się też, czy na swoich stanowiskach będą bezpieczni i czy turyści nie zarażą ich koronawirusem, ponieważ wielu z nich nie przestrzega zaleceń. Mnożą się doniesienia o turystach, którzy mimo kwarantanny wychodzą z hotelu pozwiedzać okolicę. Władze musiały nawet z tego powodu dokonać kilku zatrzymań.
Hawajczycy mają żal
Otwarciu wysp dla ruchu turystycznego sprzeciwia się mieszkający na Kauai wirusolog John Alderete. Według niego jest to niebezpieczne i sprawia, że „sami świadomie ściągamy do siebie wirusa”.
Drugi test jest obowiązkowy dla przylatujących na największej wyspie archipelagu – Hawai'i, na wyspach Maui i Kauai jest dobrowolny a na Oahu nie jest wymagany. Wiele popularnych atrakcji, takich jak Pearl Harbor czy Pałac Iolani, jest wciąż otwartych.
Narzekający na ponowne otwarcie wysp mieszkańcy zwracają też uwagę na absurdalność niektórych zaleceń. Ich zdaniem nie ma sensu wpuszczać przyjezdnych, skoro np. dzieci wciąż muszą uczyć się zdalnie. Według niektórych to dowodzi, że amerykańskie władze wyżej cenią dochody z turystyki niż bezpieczeństwo rdzennych Hawajczyków.
[wp-faq-schema title="Hawaje odpoczęły od turystów"]