Filmowy "Znachor" był przykładem nie tylko na ekranie. "Chciałbym mieć jego cechy"
Jerzy Bińczycki zmarł 2 października 1998 roku w Krakowie. Polski aktor teatralny i filmowy odszedł w wieku sześćdziesięciu lat. Wybitne kreacje artysty wciąż pozostają doceniane nie tylko przez koneserów polskiego kina, ale przez całe pokolenia.
Wybitny aktor zmarł u schyłku lat dziewięćdziesiątych
Jerzy Bińczycki zadebiutował w produkcji historycznej Kazimierza Kutza pod tytułem "Sól ziemi czarnej". Jednak to główna rola męska w ekranizacji "Nocy i dni" zapewniła aktorowi ogólnopolską rozpoznawalność. Dekadę po kinowej premierze "Nocy i dni" spróbował swoich sił jako odtwórca książkowego Rafała Wilczura. Za sprawą filmowej kreacji w kultowym dziś "Znachorze" przeszedł do historii polskiego kina.
Zobacz także: Zagrał ponad 450 ról teatralnych, filmowych i telewizyjnych. Jan Englert świętuje
"Noce i dnie", "Superwizja", "Dzieje mistrza Twardowskiego" czy też "Pan Tadeusz", to zaledwie kilka uznanych produkcji, w których zagrał Jerzy Bińczycki. Podobnym szczęściem cieszył się również w zaciszu domowym.
W latach sześćdziesiątych związał się z aktorką Elżbietą Willówną, z którą miał córkę Magdalenę. Małżeństwo jednak nie przetrwało próby czasu. Wiele lat po rozwodzie poślubił teatrolog i polityk Elżbietę z domu Godorowską, z którą doczekał się syna Jana. Szczególnie drugi związek przyniósł aktorowi osobiste spełnienie. Jak wspominają go dziś najbliżsi?
W domu często rozmawialiśmy o teatrze. Nie mogło być inaczej, skoro on był aktorem, ja teatrologiem, a odwiedzało nas wiele osób związanych z teatrem, ze sztuką. Żyłam jego życiem zawodowym. Bardzo wiele się od niego nauczyłam – wspominała Elżbieta Bińczycka na łamach "Wiadomości Lokalnych"
Zobacz także: Zagrała Solejukową w „Ranczu”. To poświęciła dla kultowej roli Katarzyna Żak
Codzienność Bińczyckich była wypełniona nie tylko angażującymi rozmowami o teatrze czy też spotkaniami z wybitnymi postaciami ze świata kina, ale przede wszystkim — miłością.
Spokój, uczciwość, skromność – to cechy mojego taty, które też chciałbym posiadać. Tamto pokolenie aktorów nie było celebrytami. Po pracy chodzili normalnie ubrani, wykonywali zwykłe, domowe zajęcia. Nie miałem wrażenia, że tata i jego koledzy uprawiają jakiś szczególny zawód — mówił Jan Bińczycki.
Legendarny aktor nie chciał, aby syn poszedł jego śladami i został aktorem.
— tłumaczył Jan Bińczycki.
Zobacz także: Wielki szlagier z „Wojny domowej”. Ta piosenka porywała do tańca
Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na radiopogoda.pl!