Śpiewała przedwojenny szlagier. W życiu prywatnym przeszła przez piekło
29 listopada, w rocznicę odejścia Hanny Brzezińskiej, wraca pamięć o artystce, która łączyła przedwojenną elegancję z powojenną wrażliwością. Jej głos i obecność na scenie stały się jednym z niezwykłych znaków polskiej kultury XX wieku. Poznaj historię przeboju "Nie ma szczęścia bez miłości".
- Hanna Brzezińska wywodziła się z muzycznej rodziny.
- Przed wojną zdobyła popularność rolą w filmie "Wrzos" i współpracą z Chórem Dana.
- Odeszła 29 listopada 1998 roku.
Dziś, 29 listopada, mija kolejna rocznica śmierci Hanny Brzezińskiej - artystki, której głos i elegancja na zawsze zapisały się w historii polskiej estrady. Choć jej imię nie pojawia się już w mediach, jej dorobek pozostaje jedną z najpiękniejszych wizytówek polskiej kultury przedwojennej i powojennej.
Rozwiąż quiz. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...
Quiz: Quiz. Najpiękniejsze wokalistki PRL-u. Jeśli je pamiętasz, zdobędziesz 13/15!
Hanna Brzezińska, a właściwie Anna Brzezińska-Żakowska, przyszła na świat 18 listopada 1909 roku w Warszawie, w domu, gdzie sztuka była chlebem powszednim. Jej ojciec, Wacław Brzeziński, był znanym śpiewakiem operowym, a brat - również Wacław - kontynuował rodzinne tradycje wokalne. Trudno się dziwić, że młoda Hanka od najmłodszych lat wiedziała, że scena to jej naturalne środowisko.
Po ukończeniu Państwowego Instytutu Sztuki Teatralnej w 1934 roku zaczęła pracę w teatrach Towarzystwa Krzewienia Kultury Teatralnej. Szybko okazało się, że ma nie tylko talent aktorski, ale i wyjątkową muzykalność, która otworzyła jej drzwi do świata kina i estrady.
Hanna Brzezińska i jej muzyczny Puchar Świata
W drugiej połowie lat 30. Hanna Brzezińska pojawiła się w filmach: najpierw epizodycznie w "Dziewczętach z Nowolipek" (1937), a rok później już w bardziej znaczącej roli Celiny w melodramacie "Wrzos" (1938). To właśnie ten film zapewnił jej ogromną popularność, nie tylko aktorską, ale przede wszystkim wokalną.
W 1938 roku rozpoczęła także współpracę z legendarnym Chórem Dana, z którym wyruszyła na tournée po Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Dla ówczesnej polskiej estrady było to jak zdobycie muzycznego Pucharu Świata – nie każdy artysta mógł pochwalić się taką przygodą.
W czasie II wojny światowej Hanna Brzezińska nie zrezygnowała z występów. Wręcz przeciwnie - jej działalność artystyczna nabrała nowego, heroicznego charakteru. Występowała w teatrze podziemnym, dawała koncerty dla żołnierzy i rannych, a jej głos niósł pocieszenie w najtrudniejszych chwilach okupacji.
Przeżyła wybuch czołgu-pułapki
Jednym z najbardziej dramatycznych epizodów jej życia był wybuch niemieckiego czołgu-pułapki na Starówce w sierpniu 1944 roku, który przetrwała, choć zginęło wówczas wielu zgromadzonych warszawiaków. Te doświadczenia na zawsze odmieniły jej spojrzenie na sztukę – odtąd śpiewała nie tylko głosem, ale całym sercem.
Po wojnie Hanna Brzezińska występowała w Teatrze Starym w Krakowie, później w warszawskim Teatrze Klasycznym, pojawiała się w kabaretach i audycjach Polskiego Radia. W latach 50. i 60. występowała w kultowym programie "Podwieczorek przy mikrofonie", który był przedwojenną elegancją, przeniesioną w czasy PRL. Sporadycznie występowała na estradzie.
Odeszła 29 listopada 1998 roku, pozostawiając po sobie bogaty, choć dziś trochę zapomniany dorobek.
"Nie ma szczęścia bez miłości". Piosenka, która przetrwała epoki
Gdybyśmy mieli wskazać jeden utwór, który najbardziej kojarzy się z Hanną Brzezińską, bez wahania można powiedzieć: "Nie ma szczęścia bez miłości". Tango skomponowane przez Władysława Szpilmana z tekstem autorstwa Jerzego Jurandota (używającego wówczas pseudonimu) wybrzmiało po raz pierwszy właśnie w filmie "Wrzos".
To piosenka, która - jak wiemy - była w swoim czasie absolutnym przebojem. Prosta, piękna fraza o tym, że "musisz kochać choć raz, gdy chcesz poznać szczęścia moc i blask" płynęła zarówno przez salony, jak i kawiarnie czy restauracje. Publiczność zakochała się w niej od pierwszego przesłuchania, a interpretacja Brzezińskiej do dziś ma w sobie coś wyjątkowego: elegancję, melancholię i tę przedwojenną, niepodrabialną subtelność.
Ten utwór był jak muzyczna wizytówka całej jej kariery - łączył w sobie wrażliwość, klasę i emocje. I chyba właśnie dlatego przetrwał próbę czasu o wiele lepiej niż niejeden film czy spektakl.
Rocznica śmierci Hanny Brzezińskiej
Hanna Brzezińska to postać, która, niestety, odchodzi w zapomnienie. Dlaczego jednak warto o niej pamiętać? Bo była artystką, jakich dziś prawie nie ma: elegancką, utalentowaną, odważną. Miała w sobie coś, co przedwojenne gwiazdy nosiły jak naturalny atrybut - klasę, pogodę ducha i szacunek dla widza.
Jej życie to gotowy scenariusz na film. Rodzinne tradycje artystyczne, sukcesy, wojenne dramaty, estradowa praca w powojennej Polsce i piosenka, która stała się symbolem całej epoki.
Dziś, w rocznicę jej śmierci, warto na chwilę zatrzymać się nad tym, co po niej zostało. To głos, który zachował w sobie coś z dawnej Warszawy, i utwór, który wciąż potrafi wzruszać.