Przed finałem "The Voice" kładł się do szpitala. Tym nastraszyli go w TVP
Wojciech Bardowski to zwycięzca 6. edycji show "The Voice Senior". Wokalista, który zasilał szeregi ekipy Roberta Janowskiego, był gościem Radia Pogoda i programu Aleja Sław. W rozmowie z Tamarą Pawlik-Lipską zdradził, jakim trenerem był dziennikarz. Wyjawił też, dlaczego uciekł przed finałem programu TVP do szpitala.
- Wojciech Bardowski w Radiu Pogoda.
- Zwycięzca "The Voice Senior" był gościem Alei Sław.
- Z wokalistą rozmawiałą Tamara Pawlik-Lipska. Posłuchaj!
"The Voice Senior" to program, który doczekał się na antenie TVP aż siedmiu edycji. Każda z nich budzi ogromne emocje wśród widzów, którzy śledzą losy wschodzących gwiazd. W 2025 roku tytuł najlepszego głosu w Polsce zdobył Wojciech Bardowski. 62-latek podczas Przesłuchań w ciemno zachwycił jury i publikę piosenką "Le Temps des Cathédrales" z musicalu "Notre Dame de Paris". Dziś o muzycznej przygodzie opowiedział w Radiu Pogoda. Okazuje się, że pochodzi z muzycznej rodziny, a do show TVP nie bylo mu po drodze.
Ja w ogóle nie chciałem do tego programu pójść, ponieważ muzyką zajmuję się od wielu, wielu lat. Muzyka zawsze była w moim domu, to muzyczna rodzina. Tato był organistą, nauczycielem muzyki. Mój brat był organistą i muzykiem zawodowym, estradowym. Muzyki było zawsze bardzo dużo w moim rodzinnym domu, gdzieś tam daleko na Podkarpaciu w Siennowie, gdzie się wychowałem. Później był reprezentacyjny zespół artystyczny Wojska Polskiego. Po drodze jeszcze były jakieś zespoły w Krośnie, w szkole i tak dalej.
Dlaczego, mając tak bogate doświadczenie, nie chciał zabłysnąć na szklanym ekranie? Chodzi o poczucie własnej wartości:
Obawiałem się takiej sytuacji, że mając już za sobą jakiś dorobek artystyczny, no powiedzmy sobie i będąc znanym chociażby w swoim powiecie, czy w swojej rodzinnej miejscowości. [...] Wyobrażałem sobie taką sytuację, że oto wchodzę na scenę, prezentuję swój ulubiony, najlepszy utwór, jaki tylko sobie tam wymarzę i któryś z jurorów mówi: "Panie Wojtku, ładnie pan śpiewa. Może pan zatem śpiewać w jakiejś restauracji nad Zegrzem albo na jakiejś innej barce". Obawiałem się tego. Tak, bałem się takiego stwierdzenia i wtedy ten cały czar związany z tym moim pojęciem własnej wartości i tak dalej pryśnie.
Kulisy "The Voice Senior". Taka zasada panuje w TVP
Wojciech Bardowski zdradził w programie Aleja Sław Radia Pogoda, co musiał zrobić przed zgłoszeniem się do show. Jedną z zasad jest wysłanie listy 30 piosenek, które zna, lubi i chciałby śpiewać:
W programie jest zasada taka, że chcąc wziąć udział, musimy wysłać przynajmniej 30 utworów, tytuły 30 utworów, które bardzo lubimy, które bardzo dobrze znamy. W moim przypadku było to 27 utworów francuskich, ponieważ to jest ulubiony mój język, którym śpiewam z racji tego, że kiedyś mieszkałem we Francji i nabyłem umiejętności władania tym językiem. W zasadzie tak trochę to zdominowało moją później tak zwaną karierę i koncertowanie. [...] Było tam ze dwa polskie jeszcze albo trzy utwory i jakaś dodatkowa jedna piosenka.
Co ostatecznie zaśpiewał wokalista? Miał przemyślaną taktykę na swoje wielkie show! - Miałem taki zamysł, że znałem twórczości jurorów, którzy byli w programie, zarówno Piaska, zarówno Roberta Janowskiego. No i wiedziawszy o tym, że Robert Janowski śpiewał musical "Notre Dame de Paris", to sobie wymarzyłem, że tą pierwszą piosenką, którą chciałbym zaśpiewać tam, zanim te fotele się obrócą, to będzie piosenka z tego musicalu - powiedział zwycięzca "The Voice" w Radiu Pogoda.
Lekcje śpiewu, spotkania i ucieczka przed finałem
Kulisy "The Voice Senior" to nie tylko wybór piosenek, ale też lekcje śpiewu i spotkania z jurorami, o czym mówił w Alei Sław nasz gość:
Później były sympatyczne spotkania, lekcje śpiewu, dobór repertuaru, aż do momentu, kiedy to zdarzyło się, że dotarłem do tak zwanego ćwierćfinału, półfinału i do finału w końcu. Mój trener pan Robert Janowski zwrócił się do mnie z taką oto propozycją: "Ja mam dla ciebie teraz dwa utwory na finał". Ja mówię: "Jak to masz, przecież one tam są napisane". Robert powiedział: "Nie, nie, nie, to ty mi zaśpiewasz po angielsku. To będzie "You raise me up" i "Goodbye my love, goodbye". Pomyślałem: "Boże, co ty do mnie rozmawiasz? Robert, ja w ogóle... W ogóle o co kaman?".
Stres przed językiem angielskim był tak duży, że zwycięzca programu zaplanował ucieczkę. Chciał położyć się do szpitala, jednak produkcja "The Voice" znalazła na niego sposób:
Tak się przejąłem tą sytuacją, że zaplanowałem sobie, że nie będę uczestniczył w tym finale, że położę się do szpitala. Wybrałem ten szpital na Szaserów no i ściemnię, że mam chore serce. No i zadzwoniłem do pani Kasi, która nas prowadziła przez te wszystkie meandy w "The Voice". I mówię: "Ja nie wystąpię". Krótko powiedziała: "Pewnie się obs..." i tutaj nie dokończę. "My wyślemy tam swojego lekarza, który jak stwierdzi, że to jest wielka jedna ściema, no to konsekwencje będą wynikające z tego regulaminu, który tam podpisałeś, a nie czytałeś na pewno. 600 stron regulaminu". Później był telefon Robert Janowskiego, który też w jasnych krótkich sformułowaniach powiedział mi co mam zrobić. No więc wziąłem się za te dwie piosenki i wielki stres, jak już została nas czwórka, to bardzo wielki stres.
Źródło: RadioPogoda.pl