Byli małżeństwem już po kilku tygodniach. Wszystko przerwała tragedia
7 listopada przypada rocznica urodzin Michała Gazdy – aktora o niezwykłej wrażliwości i talencie, którego życie przerwała nagła tragedia. Choć zmarł młodo, pozostawił po sobie pamięć artysty pełnego pasji, ciepła i oddania scenie.
- Michał Gazda szybko zyskał uznanie krytyków i publiczności dzięki naturalności i scenicznemu temperamentowi.
- Jego wielką miłością była Barbara Krafftówna. Ich błyskawiczny ślub stał się początkiem pięknej, lecz krótkiej historii.
- Zmarł nagle 6 listopada 1969 roku, dzień przed 42. urodzinami, u szczytu kariery.
Dziś przypada rocznica urodzin Michała Gazdy - aktora, którego życie i kariera zostały brutalnie przerwane, gdy akurat wszystko dopiero zaczynało się układać. Urodził się 7 listopada 1927 roku w Czerniowcach, dziś leżących w granicach Ukrainy. Choć jego dzieciństwo przypadło na trudne, wojenne czasy, już wtedy wykazywał ogromną wrażliwość artystyczną i zainteresowanie sceną.
Rozwiąż quiz. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...
Quiz: Quiz. Aktorzy z PRL łamali serca tysięcy Polek. Rozpoznasz chociaż 15/20?
Po zakończeniu II wojny światowej Michał Gazda postanowił pozostać w Polsce, kraju, który – jak sam mawiał – od pierwszych dni go przyjął i dał mu poczucie przynależności. Aktorskie umiejętności rozwijał początkowo w Rumunii, gdzie miał okazję występować w amatorskich teatrach, jednak to w Polsce odnalazł swoje prawdziwe powołanie.
Michał Gazda. Początki kariery
Trzy lata po wojnie, 31 grudnia 1948 roku, Michał Gazda zadebiutował na deskach Teatru Śląskiego w Katowicach rolą dworzanina Fryderyka w komedii Szekspira "Jak wam się podoba". Mimo że była to niewielka rola, jego talent i charakterystyczna energia przykuły uwagę publiczności oraz krytyków. Szybko stał się jednym z bardziej obiecujących aktorów młodego pokolenia.
Jego teatralna droga wiodła przez wiele scen – występował w Sosnowcu, Poznaniu i Warszawie. Z każdym kolejnym sezonem umacniał swoją pozycję, a jego nazwisko coraz częściej pojawiało się w obsadach ambitnych spektakli. Z czasem pojawiły się także propozycje filmowe – Michał Gazda zagrał m.in. w "Królu Maciusiu I", "Gangsterach i filantropach", "Westerplatte" oraz "Dziś w nocy umrze miasto". Choć rzadko dostawał główne role, jego postacie miały w sobie szczerość i realizm, dzięki czemu zapadały w pamięć.
Spotkanie, które zmieniło wszystko
Największą rolą jego życia Michała Gazdy okazała się jednak nie ta sceniczna, a osobista. W Teatrze Nowej Warszawy, gdzie trafił w latach 50., poznał młodą, utalentowaną aktorkę - Barbarę Krafftównę. Była wtedy na początku kariery, pełna entuzjazmu i nieśmiałości, a on – już doświadczony, z dystansem i pogodą ducha. Ich pierwsze spotkanie miało w sobie odrobinę komedii omyłek.
Pierwszego dnia mojej pracy w teatrze, kiedy dyrekcja oficjalnie przedstawiała mnie zespołowi, koledzy przychodzili, przedstawiali się. Czekałam na wspaniałego, przystojnego kolesia Tadeusza Janczara. Pomyślałam: "No, koleżanki miały rację, że ten Janczar taki przystojny". To był Michał, tylko nie dosłyszałam, jak się przedstawił. A kiedy zachorował kolega z obsady "Toru przeszkód", Michał przyszedł na zastępstwo - mówiła aktorka w książce Remigiusza Grzeli "Krafftówna w krainie czarów".
Od tamtej chwili między nimi pojawiło się uczucie, które rozwijało się błyskawicznie. Pracowali razem, spędzali ze sobą czas także po próbach, a ich relacja z każdym dniem nabierała głębi.
1 maja nieśliśmy razem szturmówkę z napisem "Niech żyje 1 maja", 17 maja Michał oświadczył mi się, a już 1 czerwca odbył się ślub - wspominała.
Uczucie zapisane w gwiazdach
Ich decyzja o ślubie może wydawać się dziś szalona - od pierwszego spotkania do małżeństwa minęły zaledwie tygodnie. Ale dla Michała Gazdy i Barbary Krafftówny to była pewność, nie impuls. Ich uczucie wydawało się zapisane w gwiazdach. Artystka wspominała, że nawet znajomy astrolog przepowiedział jej dokładnie tę datę.
Otóż jeden z moich kolegów we Wrocławiu układał horoskopy. [...] Zmienił system obliczeń i że chyba osiwieje nad moim horoskopem. "Wszystko się zgadza, ale jest i choroba, i zmiana miejsca pracy". No i stale mu wyskakiwało 17 maja jako ślub, zakładanie rodziny - opowiadała.
Po ślubie młodzi małżonkowie postanowili zachować wszystko w tajemnicy, by uniknąć teatralnych plotek i nie psuć atmosfery w zespole. "Zachowanie tajemnicy nie było proste, bo graliśmy w tym samym spektaklu. Wychodziliśmy z teatru oddzielnie, każde w swoją stronę, ja z kolesiami do tramwaju. Michał dosiadał do mnie dwa przystanki dalej. Cudowna zabawa w konspirację".
Ich miłość była młodzieńcza, spontaniczna, ale także dojrzała w uczuciach. Wkrótce na świat przyszedł ich syn, Piotr, który stał się oczkiem w głowie obojga.
Tragedia na moście Gdańskim
W drugiej połowie lat 60. Michał Gazda wystąpił w jednym z najważniejszych polskich seriali - "Czterech pancernych i psie". Dla jego żony także była to rola życia - grana przez nią Honorata zyskała ogromną popularność, a Barbara Krafftówna stała się gwiazdą. Dla Michała to miał być nowy rozdział w karierze. Dostawał coraz ciekawsze propozycje, planował nowe role, mówił o reżyserii.
Niestety, los zdecydował inaczej. 6 listopada 1969 roku, dzień przed swoimi 42. urodzinami, Michał Gazda prowadził samochód przez most Gdański w Warszawie. Nagle poczuł ból w klatce piersiowej – zawał serca nie dał mu szans. Samochód zatrzymał się przy barierce, a aktor zmarł, zanim przyjechała pomoc.
W progu [mieszkania - przyp. red.] stał oficer. Powiedział, że Michał nie żyje. Prowadził auto i na moście Gdańskim dostał zawału serca. Rzuciłam się na tego milicjanta i zaczęłam go bić w klatkę piersiową. Zareagowałam tylko ruchem, bezdźwięcznie - zwierzała się na łamach książki "Krafftówna. W krainie czarów".
Barbara Krafftówna została sama z kilkuletnim synem. Przez wiele lat nie potrafiła pogodzić się ze stratą męża, który był dla niej nie tylko partnerem życiowym, ale też największym przyjacielem i oparciem.
Michał Gazda został pochowany na warszawskich Powązkach. Jego śmierć wstrząsnęła środowiskiem aktorskim. Na pogrzebie pojawili się niemal wszyscy koledzy z teatru – wspominano go jako człowieka pogodnego, pełnego życzliwości, który nigdy nie odmawiał pomocy młodszym kolegom.
Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na RadioPogoda.pl!