advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:

Aktor PRL bawił miliony. W środku nosił wojnę. "Cebule jadł jak jabłka"

3 min. czytania
24.01.2026 10:24
Zareaguj Reakcja

"Miły, nie za mądry. Szczyt oczekiwań to kierowca nyski" - mówili o nim reżyserzy. Za charakterystycznym uśmiechem i komediowym emploi Jerzego Karaszkiewicza kryło się życie naznaczone wojenną traumą, klasową drogą "od zera" i bolesnym zderzeniem z wizerunkiem, który na zawsze przykleiło mu kino.

Na zdjęciu mężczyzna z kręconymi włosami w jasnej kurtce, patrzy z poważnym wyrazem twarzy
fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe
  • Jerzy Karaszkiewicz. Wojenne dzieciństwo nauczyło go zaradności i samotności.
  • Choć był świetnie wykształcony i świadomy swojego warsztatu, przez lata walczył z zaszufladkowaniem.
  • Prywatnie znajdował stabilność tam, gdzie zawodowo jej brakowało – w długoletnim, partnerskim małżeństwie.

Na ekranie rozbrajał publiczność humorem i pozorną nieporadnością, poza planem był człowiekiem o znacznie bardziej złożonej biografii. Jerzy Karaszkiewicz należał do tych aktorów PRL, których twarz znał niemal każdy, choć nazwisko często umykało. Drugoplanowe role przyniosły mu popularność, ale też nieoczekiwane konsekwencje.

Rozwiąż quiz. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...

Quiz: Quiz. Dżentelmeni i amanci. Rozpoznasz największych łamaczy serc w PRL-u?

1/21 Na tym kadrze z PRL-u znajduje się:

Zanim stał się rozpoznawalnym aktorem filmowym i teatralnym, musiał bardzo wcześnie dorosnąć. Jego dzieciństwo przypadło na czas wojny i okupacji, a rodzinne okoliczności nie dawały poczucia bezpieczeństwa. Gdy wybuchło Powstanie Warszawskie, był zdany wyłącznie na siebie. Doświadczenia z tamtych lat na zawsze zapisały się w jego pamięci.

Mówił, że przeżył, bo czytał rannym powstańcom gazety, za co dostawał jedzenie. Umiał się przedrzeć przez barykady na działki, które były w miejscu, gdzie obecnie jest ulica Popiełuszki. Przynosił warzywa. Mówił, że cebule jadł wtedy jak jabłka. A po powstaniu trafił do obozu przejściowego w Pruszkowie, skąd wyciągnęły go zakonnice. Był maleńki i chudziutki. Dopiero potem wyrósł i zmężniał - wspominała jego żona Elżbieta Karaszkiewicz w książce "Jak u Barei, czyli kto to powiedział".
Redakcja poleca

Jerzy Karaszkiewicz. "Miły, nie za mądry"

Droga do aktorstwa nie była dla niego oczywista ani łatwa. Gdy Jerzy Karaszkiewicz dostał się do PWST, znalazł się wśród ludzi, którzy później stali się ikonami polskiej kultury – Stanisława Tyma, Krzysztofa Kowalewskiego czy Janusza Głowackiego. Choć rzadko obsadzano go w rolach pierwszoplanowych, potrafił sprawić, że nawet epizod zapadał w pamięć.

Publiczność pamięta go z takich filmów jak "Rejs", "Polowanie na muchy", "Wszystko na sprzedaż" czy "Ogniem i mieczem". Jednak to współpraca ze Stanisławem Bareją zdefiniowała jego wizerunek na długie lata. Komedie "Miś" czy "Brunet wieczorową porą" przyniosły mu ogromną sympatię widzów, ale też etykietkę, z którą trudno było walczyć.

Orłów intelektu nie grywam. Reżyserzy widzą mnie w rolach cwaniaczków, cinkciarzy, elementy. To moja tragedia. Wyszedłem z biedy, wykształciłem się sam. [...] Robiłem wieczorówkę, pracując fizycznie, blisko pijących kolesiów. Może pozostało mi coś z tego w twarzy? Filmowcy traktują mnie lekceważąco. Ich oczy wyrokują: "Miły, nie za mądry. Szczyt oczekiwań to kierowca nyski" - mówił otwarcie w rozmowie z "Rzeczpospolitą".

Jerzy Karaszkiewicz dość boleśnie odczuwał fakt, że przez to widzowie utożsamiali go z ekranowymi typami spod ciemnej gwiazdy. Na ulicy bywał zaczepiany w sposób, który bardziej ranił, niż bawił. "Skąd my się znamy? Z więzienia w Rawiczu czy we Wronkach?" - słyszał od obcych.

Pogodne lata [PODCAST]
Polski James Dean. Pogodne lata #18
play play
replay
forward
volume volume
0:00

Miłość, która trwała do końca

Największym oparciem w życiu Jerzego Karaszkiewicza była żona Elżbieta, którą poznał w szczecińskim Teatrze Współczesnym. Aktor zmarł nagle 17 grudnia 2004 roku na zawał serca. Choć od jego śmierci minęły lata, wdowa po aktorze wciąż czuje jego obecność w codziennym życiu. W jednej z rozmów opisała poruszające, powtarzające się doświadczenie:

Zdarza się czasem tak, że coś mnie w nocy nagle wybudza. Wstaję, idę do kuchni, robię sobie herbatę, włączam telewizor i... w tym momencie na ekranie jest Jurek w jakimś powtarzanym właśnie w nocy starym filmie. Nie wierzę w żadne opowieści o tajemniczych zjawiskach, ale to mi się zdarzyło już co najmniej z dziesięć razy.

Po jego nagłej śmierci to właśnie ona stała się strażniczką pamięci o prawdziwym Jerzym Karaszkiewiczu. Wspominała nie tylko aktora, lecz przede wszystkim dobrego, uprzejmego mężczyznę, który nie znosił fałszu i zawsze pamiętał o okazywanym mu dobru.

Źródła: Wikipedia, "Jak u Barei, czyli kto to powiedział", "Rzeczpospolita"