18 lat temu zasłynął jako mecenas Budzyński. "Musiałem się długo przekonywać"
W najnowszym odcinku "Alei Sław Radia Pogoda" Tamara Pawlik‑Lipska gościła jednego z najbardziej rozpoznawalnych aktorów serialowych w Polsce – Krystiana Wieczorka. Mecenas Andrzej Budzyński ze "szklanego ekranu" opowiedział o kulisach pracy na planie "M jak miłość", o łacińskich sentencjach, a także o niespodziewanym spotkaniu na wyspie Rodos.
- Krystian Wieczorek gościł w "Alei Sław Radia Pogoda".
- 18 lat temu zdobył rozpoznawalność jako mecenas Budzyński.
- Posłuchaj podcastu na stronie RadioPogoda.pl.
"M jak miłość" to jeden z najpopularniejszych i najchętniej oglądanych polskich seriali. Telenowela o rodzinie Mostowiaków zadebiutowała na antenie TVP2 w 2000 roku i od tego czasu cieszy się niesłabnącą sympatią widzów. 18 lat temu do obsady dołączył nie kto inny niż Krystian Wieczorek, który rolą mecenasa Andrzeja Budzyńskiego zdobył oddane grono fanów. W ostatnim odcinku programu "Aleja Sław Radia Pogoda" aktor podzielił się zakulisowymi wieściami z planu.
"M jak miłość" i niespodziewane początki Krystiana Wieczorka
Zanim Krystian Wieczorek zasłynął jako mecenas Budzyński, jeszcze w 2004 roku zagrał w serialu "M jak miłość" niewielki epizod, z którym, co ciekawe, wiązał niemałe nadzieje. Wcielił się wówczas w postać pracownika firmy Justyny Badeckiej. "Ten pierwszy epizod zapisał się w mojej pamięci jako jedno wielkie oczekiwanie na powiedzenie trzech słów" – wspominał w rozmowie z Tamarą Pawlik‑Lipską. "Czekałem na to chyba osiem godzin, bo tę moją scenę co chwilę przekładano".
Oczywiście ten serial miał taką ogromną siłę rażenia – opowiadał Wieczorek w Radiu Pogoda. – Miał olbrzymią oglądalność w Polsce. Nawet takie przemazanie się przez ten serial i powiedzenie dwóch słów powodowało jakąś lawinę SMS-ów, lawinę zainteresowania od strony znajomych i dalszych bliższych. To było wtedy coś niesamowitego.
Gość "Alei Sław" świeżo po studiach trafił na plan zdjęciowy i z niedowierzaniem odkrył, że praca na planie polega głównie na czekaniu. "Byłem wtedy przygotowywany i przyzwyczajony do teatru" – podkreślił. "Przyjechałem na ten plan i uznałem: »Jak to na tym polega, to ja nie chcę«".
Sekrety zza kulis "M jak miłość". "Mam duży dystans i do zawodu, i do imienia"
Obecnie Krystian Wieczorek może pochwalić się okazałym portfolio. Zagrał między innymi w produkcjach takich jak: "Nad rozlewiskiem", "Julia", "Plebania", "Czas honoru" czy też "Pierwsza miłość". Niemniej największą popularność zdobył jako wspomniany Budzyński. Czy aktor lubi tę postać?
Nie lubiłem imienia Andrzej – przyznał Wieczorek. – Coś mi tutaj nie do końca grało. Musiałem się do tego długo przekonywać. Teraz już się przekonałem i generalnie mam duży dystans i do zawodu, i do imienia, i do postaci, i do tego, jak ona się zmieniała.
"Zawsze się dziwię tym wszystkim sentencjom, które są używane w nomenklaturze prawniczej" – opowiadał serialowy mecenas. "Kiedyś na wyspie Rodos krzyczeli do mnie Polacy. To towarzystwo okazało się towarzystwem prawników i przez to, że tak się widzieliśmy, knajpa w knajpę, to oni [powiedzieli – przyp. red.], że oglądają, bo ten serial rezonował z ich zawodem".
Zapytałem ich: "Powiedzcie mi, o co chodzi z tymi strasznymi sentencjami po łacinie. Po co to jest?". Ja nigdy się łaciny nie uczyłem, wydawało mi się, że to jest archaizm. I uświadomili mnie wtedy, że na sali sądowej panuje coś takiego jak skrót myślowy. Te sentencje są po to, żeby taki prawnik, nie musiał opowiadać czegoś przez 15-20 minut. Wystarczy, że powie "to, to i to", a wszyscy wiedzą, jaki jest kontekst.
Źródła: RadioPogoda.pl, FilmPolski.pl