Zenek z “Nie ma mocnych” wyleciał do USA. Nie zgadniecie, czym się zajmował

MS
2 min. czytania
21.07.2023 11:18
Zareaguj Reakcja

Andrzej Wasilewicz grał Zenka w kultowych filmach w reżyserii Sylwestra Chęcińskiego. W Polsce był rozpoznawalny niemal przez każdego. Jednak legendą stał się dopiero w Stanach Zjednoczonych. Zajmował się czymś, czego byście się nie spodziewali.

Andrzej Wasilewicz zagrał w swojej aktorskiej karierze w wielu filmach. W większości były to role drugoplanowe i epizodyczne. Widzowie mogli oglądać go m.in. w “Misiu”, “Bilet powrotny”, “O coś więcej niż przetrwanie” czy “Dom”. Największą popularność przyniosły mu filmy Sylwestra Chęcińskiego, czyli “Kochaj albo rzuć” oraz “Nie ma mocnych”. Wcielał się tam w Zenka Adamca, partnera Ani.

Zobacz także: Będzie serial o Maryli Rodowicz. „Jesteśmy szalenie podekscytowani”

Owocna kariera Wasilewicza

Widzowie zakochali się w postaci Zenka. Jeszcze przed kultowymi filmami, zagrał tę samą rolę w serialu “Droga”. Był rozpoznawalny na polskich ulicach, mimo że nie grał głównych ról. Przyznawał kiedyś, że wiele osób go kojarzyło, lecz nie wiedzieli skąd. Wspominał też, że nazywano go “polskim Marlonem Brando”. Dla Wasilewicza było to na pewno bardzo nobilitujące porównanie.

Ludzie kojarzyli moją twarz. Nie zawsze wiedzieli skąd. Słyszałem na ulicy: Nie pamiętasz, byliśmy razem w wojsku. A ja nigdy w wojsku nie byłem - mówił niegdyś dla “Życia na gorąco”.

Jego aktorska kariera rozwijała się. Wydawało się, że świat gwiazd filmowych stoi przed nim otworem. Zdecydował się jednak na inny krok. Andrzej Wasilewicz podjął trudną decyzję o tym, by opuścić Polskę.

Zobacz także: Przepis na frytki z fasolki szparagowej. Zachwycisz się!

Legenda w Stanach Zjednoczonych

Andrzej Wasilewicz postanowił wylecieć do Stanów Zjednoczonych w 1980 roku. Mieszkał tam razem z rodziną. Rozpoczął studia reżyserskie na Uniwersytecie Columbia. Uczył się w dzień, natomiast nocą pracował, by zapewnić byt sobie i rodzinie. Pracował jako barman, któremu zdarzyło się obsługiwać nawet syna samego prezydenta Johna Kennedy’ego. Okazuje się, że wychodziło mu to tak dobrze, że był uznawany za barmańską legendę.

Z pracy barmana były spore pieniądze. To był dla mnie teatr jednego aktora. W Ameryce barman odgrywa rolę księdza, psychologa, przyjaciela. Byłem legendą jako barman - mówił kiedyś Wasilewicz.

Zobacz także: Pałac Kultury i Nauki i jego tajemnice. Tego o nim nie wiecie

Wasilewicz i nieudany powrót do ojczyzny

Poza byciem barmanem, Andrzej Wasilewicz starał się rozwijać umiejętności muzyczne. Grał koncerty dla amerykańskiej Polonii. Myślał jednak o powrocie do Polski. Przeszkodziło mu w tym wprowadzenie stanu wojennego. Wspierał więc “Solidarność” ze Stanów Zjednoczonych.

Tworzył utwory poetyckie, które były później prezentowane w Radiu Wolna Europa. Zdarzało mu się w kolejnych latach jeszcze odwiedzać ojczyznę. Zdecydował się jednak pozostać w USA już na stałe. Niestety później wykryto u niego chorobę Parkinsona. Zmarł 13 grudnia 2016 roku w szpitalu w Long Island.

Zobacz także: Nałęczów – najważniejsze atrakcje. Co zobaczyć?

Chcesz wiedzieć więcej? Słuchaj programu Aleja Sław w każdy weekend od 14:00 do 18:00 tylko w Radiu Pogoda.