83 lata, a wciąż w formie! Zientarski i jego najdziwniejsze przygody
Włodzimierz Zientarski, ikona polskiego dziennikarstwa motoryzacyjnego, dziś świętuje 83. urodziny. Znany z ciepłego głosu, pasji do silników i niezwykłego poczucia humoru, od lat inspiruje słuchaczy i widzów, łącząc wiedzę techniczną z gawędziarskim wdziękiem.
- Włodzimierz Zientarski. Od prawnych paragrafów do mikrofonu.
- Motorower Simson i Trabant – tak zaczęła się wielka motoryzacyjna przygoda.
- Od zabawnych wpadek po wyprawy za koło podbiegunowe. Z nim zawsze jest wesoło!
Wielka osobowość, ciepły głos i niekończąca się miłość do wszystkiego, co ma silnik. Tak można w skrócie opisać Włodzimierza Zientarskiego, który dziś, 8 listopada, obchodzi 83. urodziny. W Radiu Pogoda, gdzie regularnie dzieli się swoimi opowieściami i refleksjami, jest nie tylko jedną ze "Świnek Trzech", ale też ulubieńcem słuchaczy - pogodnym gawędziarzem, który potrafi zarażać pasją, wspomnieniami i wyjątkowym poczuciem humoru.
Rozwiąż quiz. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem…
Quiz: Quiz. Kochasz Radio Pogoda? Urodzinowy test! Dla fana stacji to łatwizna
Włodzimierz Zientarski urodził się w Warszawie w 1942 roku. Choć z wykształcenia jest prawnikiem, bardzo szybko zrozumiał, że jego droga zawodowa będzie prowadziła zupełnie gdzie indziej – nie w stronę paragrafów, a kamery i mikrofonu. Po ukończeniu Studium Dziennikarskiego na Uniwersytecie Warszawskim rozpoczął pracę w mediach, które stały się jego naturalnym środowiskiem.
Włodzimierz Zientarski - tak się to zaczęło
W latach 80. Włodzimierz Zientarski zyskał ogromną rozpoznawalność dzięki telewizji. Prowadził programy, które dla wielu Polaków były prawdziwymi oknami na świat motoryzacji – "Jarmark", "Auto Moto Fanklub", "4x4", "AutoŚwiat TV" czy "Pasjonaci". Z czasem stał się nie tylko komentatorem, ale także symbolem wiarygodności i pasji w dziennikarstwie motoryzacyjnym.
Zawsze elegancki, rzeczowy i z dystansem, potrafił mówić o samochodach tak, że nawet osoby niezainteresowane motoryzacją słuchały go z przyjemnością. Pasja do silników narodziła się u niego już w młodości. Jego pierwszy pojazd – motorower Simson – był spełnieniem marzeń. Jak sam wspominał w Radiu Pogoda, zakup tego jednośladu nie był łatwy – trzeba było przekonać rodziców, że to naprawdę dobry pomysł.
Ja tak trochę na nich wymogłem to, wiesz? Bo kolega sobie kupił, niejaki Piotruś Sopoćko, z resztą dziennikarz radiowy, syn wybitnego grafika […]. Pamiętam jedną rzecz. Mama pojechała z wujem samochodem wynajętym, wuj był badylarzem, miał dużo pieniędzy, nad morze. Ja mówię: "Mamo, ja nie pojadę z tobą, bo ja przecież mam motocykl". Dojechałem nim do Mławy. Tak mi się, kurde, znudziło strasznie, bo to jedziesz 40 km/h - wspominał ze śmiechem.
Lepszy niż Porshe i Triumph
Ten pierwszy motorower był początkiem wielkiej miłości do wszystkiego, co ma koła i silnik. Niedługo potem Włodzimierz Zientarski przesiadł się na cztery koła. Jego pierwszym autem był Trabant. Choć dziś samochód ten budzi raczej sentymentalny uśmiech, dla młodego dziennikarza był prawdziwym skarbem. Miłość nie słabła nawet wtedy, gdy koledzy szpanowali droższymi furami.
Ty wiesz co, Misiek? Nasz chyba lepszy niż jego Porsche i Triumph – powiedział do żony Małgorzaty, gdy wracali od znajomego.
To dlatego, że Włodzimierz Zientarski od zawsze podkreśla, że samochody mają w sobie coś więcej niż tylko technologię i moc. Dla niego to dzieła sztuki, które potrafią przemawiać do ludzkich emocji. "Samochód oddziałuje na zmysły, bo jest jeżdżącą architekturą. Jest muzyką, bo to jak potrafi brzmieć silnik..." – mówił w jednym z radiowych wywiadów.
Wspomnienia pełne humoru i dystansu
Włodzimierz Zientarski nie boi się też śmiać z samego siebie. Jego anegdoty często wywołują uśmiech nawet u tych, którzy na co dzień nie interesują się motoryzacją. Jedna z nich dotyczy sytuacji w restauracji, gdy kelnerka pomyliła go z Wojciechem Pijanowskim.
Ja kiedyś wchodzę do restauracji, siadam sobie przy stoliku, zamawiam jak zwykle kotlet schabowy panierowany i przychodzi kelnerka. Mówi do mnie tak: "Panie Pijanowski, pan zawsze się wydawał wyższy, a pan taki kurdupel". Ja mówię: "Pani zobaczy, jak wstanę od tego stolika". Ale poszła – opowiadał z rozbawieniem.
Nie brakuje też w jego życiu chwil, które mogłyby trafić do filmu akcji. Włodzimierz Zientarski wspominał, że podczas jednej z podróży za koło podbiegunowe doszło do sytuacji, w której... strzelano do niego z karabinu!
Mój znajomy zabrał mnie na wycieczkę za koło podbiegunowe. Okazało się, że odbywają się tam takie szkolenia z jazdy samochodami na zamarzniętych jeziorach. I któregoś pięknego dnia jeździmy, fajnie, a wieczorem wybieramy się do knajpy. Ale ona była w Finlandii i dali nam skutery śnieżne. Potężne ubranie, bo ja zmarzlak, futra takie, kaski, jedziemy. Jest noc, włączyłem światła, wjeżdżamy w las, prowadzi nas przewodnik i nagle z naprzeciwka zaczynają strzelać - opowiadał w audycji "Świnki Trzy".
"Chyba przekroczyliśmy niechcący rosyjską granicę i jest draka! Rzeczywiście, wylatują żołnierze rosyjscy w mundurach z kałachami i tak dalej, pierwszy raz miałem takiego pietra w życiu! W pewnym momencie przychodzi do nas ten niby-Rusek i mówi: Nie ja jestem z Finlandii, chcieliśmy tylko wam zrobić przyjemność, żebyście się poczuli, że jesteście wolnym kraju" — wspominał Włodzimierz Zientarski.
Tam, gdzie pojawia się Zientarski, tam zawsze dzieje się coś niezwykłego - czy to w telewizji, w radiu, czy na zamarzniętym jeziorze. Panie Włodzimierzu, sto lat, szerokiej drogi i jeszcze wielu pięknych (i bezpiecznych) historii za kierownicą!
Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na RadioPogoda.pl!