advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:

Piosenka o dziewczynie z plaży: „Historia jednej znajomości”

2 min. czytania
10.09.2021 07:27
Zareaguj Reakcja
Piosenka „Historia jednej znajomości” Czerwonych Gitar istnienie zawdzięcza dziewczynie z plaży i jej psu, niosącemu w zębach gazetę.
|
fot. Jerzy Kossela z Czerwonych Gitar Wikimedia Commons

Piosenka „Historia jednej znajomości” Czerwonych Gitar swoje istnienie zawdzięcza pięknej dziewczynie z plaży i jej psu, niosącemu w zębach gazetę. Dowiedz się, jak powstał jeden z największych wakacyjnych przebojów.

Dziś jedziemy nad Bałtyk z Czerwonymi Gitarami i piosenką „Historia jednej znajomości”. W piosence nie pojawia się konkretna miejscowość, konkretny kurort. Ale za to pojawia się „Głos Wybrzeża”, czyli gazeta, którą w pysku niesie pies. A „Głos Wybrzeża” z tego co mi wiadomo ukazywał się w Trójmieście i Elblągu, w tych rejonach. Mamy więc Gdańsk, Sopot i Gdynię. Wszystkie te miejsca mają malownicze plaże, zwłaszcza Sopot i Gdynia, moim zdaniem. W Sopocie to wiadomo: molo, a w Gdyni przepiękne nabrzeże. Super widok z góry, jak się wjedzie na taras widokowy. A przy samej wodzie Muzeum Okrętów. Przenieśmy się teraz na jedną z tych plaż z „Głosem Wybrzeża” i Czerwonymi Gitarami.

Historia pewnego przeboju

Jak wspominał autor słów do utworu, Jerzy Kossela, w rozmowie z Adamem Halberem w „Angorze” w 2008 roku, hit powstał na szybko, bo brakowało zespołowi dwóch piosenek:

„Mieszkam w Gdyni, więc nie trudno tam o widok dziewczyny spacerującej nad morzem, a ja akurat zobaczyłem taką, opowiada muzyk. Nie dość, że była bardzo ładna, to jeszcze biegł za nią pies i trzymał w pysku gazetę. Jaką, nie wiem. To mógł być tylko „Głos Wybrzeża”, albo „Gazeta Bałtycka”. Jak się później okazało, „Głos Wybrzeża”, lepiej pasował do muzyki. To „później” nastąpiło w 1965 r. przed pierwszą sesją nagraniową zespołu w Warszawie. Okazało się, że brakuje nam dwóch utworów, kontynuuje Kossela. Nasz zespół zatrzymywał się tradycyjnie w Domu Chłopa, a ja zamieszkałem w jednym pokoju z Krzyśkiem Klenczonem, żeby coś pokombinować. On miał jakieś gotowe muzyki, więc wieczorami przy gitarze próbowaliśmy zrobić z tego piosenki. No i wyciągnąłem ten mój notes z pomysłami i wydało mi się, że dobrze byłoby tę dziewczynę z psem i gazetą wmontować w jakąś historię, przecież typową dla wakacji, młodzieńczych uczuć. No i jakoś tak wyszło. W ciągu jednej nocy powstały dwie piosenki” - mówił Jerzy Kossela.

Czytaj też:

    „Warszawa da się lubić” – śpiewa powstaniec warszawski Maciej Koleśnik