Irena Jarocka aż dwa razy się poddała. "Miałam wyrzuty sumienia"

3 min. czytania
29.03.2024 13:08
Zareaguj Reakcja
Irena Jarocka, ikona polskiej muzyki, wzbudzała zachwyt swoim wyjątkowym głosem i niepowtarzalnym stylem. Jednak życie tej wybitnej artystki to nie tylko piękne chwile na scenie, ale też walka z chorobą, którą ostatecznie przegrała.
|
fot. Irena Jarocka poddała się dwa razy. 'Miałam wyrzuty sumienia'. Michał Nadolski/CC BY 3.0

Irena Jarocka wkraczała na scenę z pasją i charyzmą, zdobywając serca słuchaczy swoimi ponadczasowymi przebojami. Jej hity, takie jak "Wymyśliłam cię", "Odpływają kawiarenki" czy "Motylem jestem", wrosły na stałe w fundament polskiej muzyki rozrywkowej lat 70. i 80. Artystka była symbolem kobiecości i elegancji, ale przede wszystkim talentu w czystej postaci. Niestety, w życiu Ireny Jarockiej nastąpił dramatyczny zwrot, gdy z ust lekarza padła diagnoza — glejak.

Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na radiopogoda.pl! 

Mimo wcześniejszych ambitnych planów i projektów niespodziewana choroba zmieniła bieg jej życia. Początkowo Irena Jarocka nawet nie chciała się zgodzić na operację. Za bardzo niepokoiły ją konsekwencje. Nawet wcześniej, gdy czuła się kiepsko, unikała myśli o chorobie, traktując ją jako zbyt wielki "luksus" dla artystów. Diagnoza była dla niej nie tylko fizycznym, ale także psychicznym ciosem. Dopiero wsparcie partnera, przekonało ją o konieczności podjęcia działań.

Zobacz także: Te utwory zmieniły oblicze muzyki poważnej. Tak Krzysztof Penderecki zdobył światową sławę

Pokazują nam rezonans i pytają Irenę, czy dobrze widzi, czy nie boli ją czasem głowa i czy się nie potyka. Na każde pytanie odpowiadała przecząco. Jednak lekarze powiedzieli, że nie mogą zagwarantować, że Irena dożyje rana. Nowotwór był już rozsiany po lewej półkuli mózgu i powodował zmiany pamięciowe. Ale nic więcej. Po operacji dowiedzieliśmy się, że to najgorszy rodzaj glejaka i że może to potrwać miesiąc, góra trzy - tłumaczył jej mąż, Michał Sobolewski.

Ostatecznie Jarocka żyła jeszcze pięć miesięcy. Zmarła 21 stycznia 2012 roku w jednym z warszawskich szpitali. Pogrzeb odbył się 27 stycznia 2012 w kościele św. Karola Boromeusza na Powązkach.

W latach 60. młoda Irena Jarocka wybrała się do Paryża. Tam spotkała mężczyznę, w którym zakochała się po uszy. Opisywała go jako "wspaniałego chłopaka", geniusza matematycznego. Niestety cierpiał na schizofrenię.

Miłość nie zna granic, ale choroba psychiczna potrafi je skutecznie wyznaczyć. Jarocka, oddana i pełna nadziei, chciała pomóc swojemu ukochanemu walczyć o zdrowie psychicznie. Jednak z upływem czasu jego choroba zaczęła wpływać również na nią. Wspólnie przeżywane chwile szczęścia mieszały się z coraz silniejszym poczuciem winy i bezradności.

Zobacz także: Córka Skłodowskiej-Curie poszła w ślady matki. Z jej odkrycia korzystamy do dziś

Kryzys psychiczny artystki

Irena Jarocka opisywała coraz większe trudności w zrozumieniu i radzeniu sobie z chorobą ukochanego. W końcu wszystkie negatywne emocje doprowadziły ją do kryzysu. Świadomie unikała pomocy, pozwalając depresji rosnąć.

W końcu zaczęłam go unikać. Miałam wyrzuty sumienia, że świadomie nie chcę mu dalej pomagać i popadałam w coraz większą depresję. Byłam zdruzgotana, życie straciło dla mnie sens. Skończyło się to wszystko moją próbą samobójstwa - wspominała Jarocka

Artystka połknęła zbyt dużą liczbę tabletek. Uratowała ją Helena Majdaniec, bliska przyjaciółka z branży muzycznej.

Zobacz także: Tak Łukasz Nowicki wspomina ojca. „Był od czasu do czasu”

Irena Jarocka na zawsze zostanie w sercach fanów. Jej muzyka nadal dotyka kolejne pokolenia, a historia artystki przypomina o delikatności i kruchości ludzkiego życia. Jej odważna walka z chorobą, wspierana miłością bliskich, pozostaje inspiracją i lekcją, by cenić każdą chwilę życia i iść po marzenia pomimo przeciwności losu.

Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na radiopogoda.pl!