To dlatego powstał ten hit lat 60. Irena Santor: "Poczułam się winna"
W najnowszej audycji Radia Pogoda Irena Santor wróciła wspomnieniami do powojennej Warszawy — miasta, które zobaczyła po raz pierwszy w ruinach, a które później stało się dla niej symbolem miłości, siły i odrodzenia.
- Irena Santor opowiedziała o pierwszym spotkaniu z Warszawą w 1951 roku – zrujnowaną, ale pełną nadziei.
- Wspominała, jak z zespołem Mazowsze obserwowała powolne odradzanie się stolicy z gruzów.
- Dziś mówi o Warszawie z czułością – kocha ją "matczyną miłością", choć tęskni za jej dawnym charakterem.
W Radiu Pogoda znów zabrzmiały "Najpiękniejsze melodie Ireny Santor". Tym razem audycja miała wyjątkowo wzruszający charakter — artystka wróciła pamięcią do chwil, gdy po raz pierwszy zobaczyła Warszawę po wojnie. Jej wspomnienia to nie tylko historia miasta, ale i emocjonalna opowieść o miłości, winie i nadziei.
Rozwiąż quiz o wczasach PRL. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...
Quiz: Quiz. Violetta Villas czy Irena Santor? Która dama to śpiewa?
Kiedy w 1951 roku młodziutka Irena Santor przyjechała do Warszawy, miała przed sobą nie metropolię tętniącą życiem, lecz bezkres ruin. Jak opowiadała w Radiu Pogoda, ten obraz zapamiętała na całe życie.
Widziałam Warszawę, kiedy jechałam do Mazowsza. To był 1951 rok. Ja wiem, że dla niektórych z państwa to jest prehistoria. Wysiadłam na dworcu głównym i wtedy zobaczyłam, że to są same ruiny. Pomyślałam wtedy, że tego miasta w ogóle nie ma – wspominała w rozmowie.
To, co zobaczyła Irena Santor, wstrząsnęło nią tak bardzo, że – jak sama przyznała – poczuła się osobiście odpowiedzialna za tragedię stolicy. Choć do dziś nie potrafi tego wyjaśnić, rana była tak głęboka, że do dziś się nie zabliźniła.
Poczułam się jakoś, nie wiem dlaczego, odpowiedzialna za to, że stało się to, co zobaczyłam. Może dlatego, że przyjechałam z miasteczka "całego", nieuszkodzonego przez wojnę. Poczułam się winna i to we mnie tkwiło – powiedziała z zadumą.
Irena Santor widziała, jak odradza się miasto
Lata pracy z zespołem Mazowsze sprawiły, że Irena Santor miała okazję obserwować, jak zrujnowane miasto krok po kroku odzyskuje życie i dawny blask. W jej wspomnieniach tamten czas to obraz cierpliwego, mozolnego budowania na nowo wszystkiego, co zostało zniszczone.
Pamiętam, że kiedyś z Mazowszem jeździliśmy do Warszawy na koncerty. Widziałam, jak się odbudowywała – powolutku, powolutku, ale jednak coś się działo. Tu kawałek muru, tam kawałek muru, tu się coś stało, tam się coś stało... Ale ciągle czułam tę pokrzywdzoną Warszawę w sobie – opowiadała z charakterystycznym dla siebie ciepłem.
Zapytana, co czuje dziś, patrząc na współczesną Warszawę – pełną nowych budynków, galerii i biurowców – odpowiedziała jednym słowem: "Miłość". Nieco z nostalgią dodała jednak, że tęskni za dawnym klimatem stolicy.
Wolałabym, żeby była trochę jak Praga – mniej nowoczesna, mniej "wysokościowa", bez tych szklanych domów. Ale bardzo ją kocham. Już w tej chwili mogę powiedzieć: matczyną miłością – wyznała.
Dla Ireny Santor Warszawa to coś znacznie więcej niż tylko temat wielu jej piosenek. To miasto, które – jak sama mówi – "powstało z miłości" i które odwzajemniło jej uczucie. Z ruin, jak feniks z popiołów, narodziła się stolica, która towarzyszyła jej przez całe życie i karierę.
Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na RadioPogoda.pl!