500 tys. wyświetleń przez starą koszulkę. Młodzież odkryła "Miodowe lata"
W "Alei Sław" Radia Pogoda, audycji prowadzonej przez Tamarę Pawlik-Lipską, Waldemar Obłoza wrócił do jednej z najbardziej rozpoznawalnych ról w swoim dorobku. Mówił o fenomenie "Miodowych lat", zdradził, skąd wziął się Roman Kurski i opowiedział o internetowym powrocie serialowej "żonobijki".
- W "Alei Sław" Waldemar Obłoza mówi o młodszych widzach, którzy odkrywają "Miodowe lata".
- Tłumaczy, jak postać Romana Kurskiego powstała z przypadku, a stała się ikoniczna.
- Wyjawia instagramowy sukces krótkiej rolki z serialową "żonobijką".
"Miodowe lata" to jeden z najbardziej rozpoznawalnych polskich sitcomów przełomu lat 90. i 2000. Z czasem stał się produkcją kultową, a jego popularność nie wygasła, bo po dwóch dekadach powtórki nadal przyciągają przed telewizory tysiące Polaków. To ważne, bo właśnie na tym polega fenomen "Miodowych lat" - serial nie był tylko przebojem sprzed lat. Dla wielu widzów stał się częścią domowego repertuaru cytatów, żartów i wspomnień.
Rozwiąż quiz. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...
Quiz: Quiz. Oglądałeś “Miodowe lata”? Za 18/20 Karol przewiezie tramwajem
I dokładnie o tym mówił Waldemar Obłoza w Radiu Pogoda - że dziś ogląda go również młodsza publiczność, która zna serial "Miodowe lata" już nie z pierwszego emisji, lecz z internetowych powrotów, memów oraz wybitnych dialogów.
Roman Kurski, czyli postać z przypadku
Najciekawszy fragment rozmowy dotyczył narodzin Romana Kurskiego. Waldemar Obłoza podkreślał, że ta postać nie była od początku wielkim planem scenarzystów, lecz stopniowo nabierała charakteru. W jego opowieści kluczowe było wyczucie reżysera i scenarzysty Macieja Wojtyszki, który miał dostrzec, że z epizodycznego bohatera da się wydobyć coś więcej.
Pamiętam, że przyszedłem tam na jakieś nagranie "Miodowych lat", było bardzo miło, i już po tym moim występie podszedł do mnie Maciek Wojtyszko. I on mówi do Maćka Strzembosza: "Ty słuchaj, a może Waldek mógłby jeszcze zagrać tego sąsiada?". I tak zbudowałem sobie tę postać. Miałem też wzorce dobre, bo miałem takiego sąsiada, "w mordę jeża suszy", "ja cię nie mogę", no i tak troszeczkę zerżnąłem z niego ten sposób bycia, też ubiór, bo on zawsze w takiej żonobijce się przechadzał, miał jakieś tam tatuaże. W związku z tym te tatuaże są też w skali 1:1 zarżnięte z tego, co on miał na ramionach. I tak ta postać się tak jakoś uprawomocniła - opowiadał.
Taki rodzaj pracy nad rolą sprawił, że Roman Kurski przestał być tylko "dodatkiem" do głównej osi serialu, a zaczął działać jak znak rozpoznawczy całego świata "Miodowych lat".
Dlaczego widzowie pokochali Kurskiego?
Waldemar Obłoza zwrócił uwagę na coś, co często decyduje o sukcesie komediowej postaci - zasady. Nawet jeśli bohater bywa moralnie krzywy. Roman Kurski był kombinatorem, drobnym cwaniakiem i "niebieskim ptaszkiem", ale miał swój kod, co pozwalało widzowi bezpiecznie wejść w tę postać i dalej ją lubić. To właśnie taki kontrast - łobuz, ale z regułami - daje komedii trwałość.
W rozmowie pojawił się też wątek samej konstrukcji serialu. Obłoza przypomniał, że w "Miodowych latach" ważne było niedoprowadzanie gagów do przesady. To był sitcom oparty na wyczuciu, rytmie i pilnowaniu granicy między śmiesznością a przerysowaniem.
To było naprawdę dobrze napisane, to było naprawdę dobrze zagrane, trzymane w pewnego rodzaju granicach, żeby czegoś nie przedobrzyć, nie przekręcić. Aktorzy lubią czasami przegiąć, no nie? Ale Maciek Wojtyszko to tego pilnował. Potem przyszedł jeszcze Wojtek Adamczyk, też rewelacyjny reżyser, zresztą potem reżyserował "Ranczo". Ja prawdopodobnie też bym przeszedł do "Rancza", ale pod koniec kręcenia "Miodowych lat" dostałem zobowiązujący kontrakt w "Na wspólnej" i już tutaj po prostu poszła cała energia - tłumaczył.
Zaginiona koszulka i szał na Instagramie
Drugim mocnym wątkiem była historia z Instagramem. Waldemar Obłoza przyznał, że długo podchodził do tego medium z dystansem, aż w końcu wrzucił krótką rolkę z serialową "żonobijką", którą znalazł podczas porządków w mieszkaniu w Jeleniej Górze. Z pozoru drobiazg, a skończyło się ogromnym odzewem.
Ja tak ją na siebie założyłem i zrobiłem 14-sekundową roleczkę. "No patrzcie, ciągle ją mam. Ależ to miłe, wspaniałe wspomnienia, tęsknie". I wrzuciłem to. 500 000 wejść. I jakie komentarze, jakie nostalgiczne! Wszystkie teksty sąsiada, wszystkie piosenki. Mnóstwo ludzi to zna, śpiewa. W związku z tym żyją tym serialem, tą postacią. Nic piękniejszego niż po latach dowiedzieć się, że to jest tak żywe - wspominał.
Taki efekt pokazuje, że "Miodowe lata" nie są tylko serialem z archiwum. Stały się wspólnym kodem pokoleniowym - starsi wracają do niego z sentymentem, młodsi odkrywają go jako zabawny fragment telewizyjnej historii.
Czy "Miodowe lata" mogłyby wrócić?
Waldemar Obłoza nie mówi o prostym odświeżeniu formatu, lecz raczej o dalszym ciągu historii. Z jego słów wynika, że bardziej niż "reaktywacja" interesowałaby go opowieść o tym, co stało się z bohaterami po latach. Taki pomysł ma sens, bo sam serial od dawna funkcjonuje jako wspomnienie, które ciągle chce się dopowiedzieć.
Kiedy Maciek Strzembosz do mnie zadzwonił i zapytał, czy ja bym wziął udział w jakichś ekstra odcinkach, które on wymyślił pod tytułem "Miodowe lata po latach", czy coś w tym stylu, to ja nawet sekundy się nie zastanawiałem, no bo ta postać sprawiała mi ogromną radość i w graniu, i potem w odbiorze. Mam nadzieję, że ta przygoda nie jest zakończona. Ja wolę w to wierzyć, że to jeszcze wisi, że to jeszcze można jakoś na pewno, może nie reaktywować, no bo to nie chodzi o reaktywację, ale kontynuować, jako próbę przedstawienia losów dalszych. Co się dzieje po 20 latach - podkreślił.
"Miodowe lata" nie są więc dla Waldemara Obłozy zamkniętym rozdziałem. To raczej historia, która wciąż potrafi wrócić - w telewizji, w internecie, w cytacie, w rolce na Instagramie, a nawet w zwykłej rozmowie o tym, jak dobrze zagrana komedia potrafi przetrwać dekady.
Posłuchaj całej rozmowy:
Źródło: RadioPogoda.pl