advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:

Wróżono mu wielką filmową karierę. Pasję przypłacił życiem

2 min. czytania
30.09.2024 12:23
Zareaguj Reakcja
Choć James Dean występował na wielkim ekranie przez zaledwie kilka lat, to na zawsze zapisał się w historii kina. Gdy był u progu wielkiej kariery, niespodziewanie uległ jednak poważnemu wypadkowi. Co ciekawe, miał go przewidzieć jeden z przyjaciół aktora!
|
fot. James Dean zmarł w wieku zaledwie 24 lat. Źródło: commons.wikimedia.org/East of Eden trailer/Domena publiczna

James Dean przyszedł na świat 8 lutego 1931 roku w miejscowości Marion, położonej w amerykańskim stanie Indiana. Już jako dziecko przyszły aktor przejawiał liczne talenty. Równolegle z pobieraniem wykształcenia w szkole uczył się gry na skrzypcach i malarstwa, a także grywał w pierwszych przedstawieniach teatralnych. Ponadto Dean spełniał się także w sporcie. W wolnych chwilach grał w koszykówkę i baseballa oraz trenował lekkoatletykę.

Po ukończeniu szkoły średniej James Dean podjął studia prawnicze oraz aktorskie na Uniwersytecie Kalifornijskim w Los Angeles. Niedługo później aspirującego gwiazdora obsadzono w jego pierwszej dużej roli teatralnej. Chłopak zagrał Malcolma w inscenizacji „Makbeta” Williama Shakespeare’a.

Za swój występ otrzymał jednak tak dużo krytyki, że zwątpił w swoje umiejętności. Wkrótce za namową przyjaciela zapisał się jednak na warsztaty, które miały pomóc mu pielęgnować aktorski talent. Ostatecznie James Dean rzucił szkołę i skupił się na praktycznym zdobywaniu doświadczenia.

Zobacz także: Anna Dymna długo szukała szczęścia. Do trzech razy sztuka?

James Dean odszedł zbyt szybko

James Dean zadebiutował na ekranie na początku lat 50. Choć jego pierwsze występy w filmach zebrały wiele przychylnych komentarzy, aktorowi wciąż trudno było zdobywać nowe role.

Zmianę w karierze zawodowej przyniosła dopiero przeprowadzka do Nowego Jorku. Gwiazdora obsadzono najpierw w filmie „Na wschód od Edenu”, a później powierzono mu główną rolę w „Buntowniku bez powodu”. To właśnie za jej sprawą Dean zyskał największą sławę.

Usłyszał straszliwą przepowiednię. Nie sądził, że się spełni

W połowie lat 50. James Dean cieszył się już w branży filmowej dużym uznaniem. Ponieważ gaże stale rosły, aktor mógł sobie pozwolić na spełnianie swoich zachcianek. Jego wielką miłością była motoryzacja, więc pieniądze często wydawał na drogie auta.

Po zdobyciu roli w „Olbrzymie” George’a Stevensa, gwiazdor powiększył swoją kolekcję samochodów o Porsche 550. Gdy Dean pochwalił się nim Alecowi Guinnessowi, miał z jego ust usłyszeć złowrogą przepowiednię: „Jeśli wsiądziesz do tego auta, za tydzień będziesz martwy”.

James Dean nie przejął się słowami przyjaciela. Wkrótce okazało się jednak, że słowa wypowiedziane pod jego adresem przez znanego reżysera znalazły potwierdzenie w rzeczywistości. 30 września 1955 roku w drodze na wyścig samochodowy aktor zderzył się na drodze z innym autem.

Odniesione przez gwiazdora obrażenia okazały się tak poważne, że jeszcze tego samego dnia lekarz stwierdził jego zgon. James Dean zmarł, mając zaledwie 24 lata. Wiele źródeł podaje także, że na krótko przed wypadkiem aktor otrzymał mandat za jazdę z nadmierną prędkością.

Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na RadioPogoda.pl!