Syn Stanisława Soyki stanął jak wryty. "Musiałem powstrzymywać łzy"
Śmierć Stanisława Soyki w sierpniu 2025 roku zostawiła w polskiej muzyce ogromną pustkę. Jego syn, Kuba, staje przed wyzwaniem podtrzymania spuścizny ojca na scenie, mierząc się z emocjami, które niejednokrotnie odbierają mu głos podczas koncertów.
- Kuba Sojka przyznaje, że wykonywanie piosenek ojca bywa emocjonalnie trudne.
- Choć największym przebojem Soyki pozostaje "Tolerancja", syn muzyka chętniej promuje mniej znane utwory ojca.
- Publiczność okazuje zrozumienie i empatię podczas koncertów, co daje Kubie poczucie sensu i wsparcia.
Stanisław Soyka był jednym z najbardziej charakterystycznych głosów polskiej muzyki - wokalistą, pianistą i kompozytorem, który łączył jazz, pop i muzykę poetycką. Artysta urodził się w 1959 roku w Żorach i przez dekady należał do czołowych postaci polskiej sceny muzycznej. Zmarł nagle 21 sierpnia 2025 roku w wieku 66 lat, w dniu, w którym miał wystąpić na festiwalu w Sopocie.
Rozwiąż quiz. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...
Quiz: Kartkówka z polskich bardów. Pamiętasz ich wszystkich? Ekspert zdobędzie 17/20!
Największym przebojem Stanisława Soyki pozostaje piosenka "Tolerancja (na miły Bóg)" – utwór z początku lat 90., który dla wielu Polaków stał się symbolem otwartości i empatii.
Po śmierci artysty jego twórczość coraz częściej wraca na scenę dzięki jego synom. Jednak wykonywanie piosenek ojca okazuje się dla niech doświadczeniem trudniejszym, niż mógłby przypuszczać.
Stanisław Soyka i emocje, które odbierają głos
Syn Stanisława Soyki, Kuba, nie ukrywa, że koncerty z repertuarem ojca bywają ogromnym wyzwaniem. Podczas jednego z występów nastąpił moment, którego długo nie zapomni.
Opowiadał, że podczas wykonywania piosenki taty na scenie wydarzyło się coś, co już wcześniej zdarzyło mu się raz przy publiczności. W pewnej chwili, jak mówi, "tak mu ścisnęło gardło", że zamiast śpiewać, musiał walczyć z emocjami.
Zająłem się powstrzymywaniem tego ściśnięcia i łez, które napływały. I wszystko zapomniałem - wspominał. Dosłownie wszystko. Nie pamiętał nawet tekstu piosenki, którą, jak przyznaje, zagrał już tysiące razy.
Mimo to wspomina tę sytuację z dużą wdzięcznością. Na sali było około 800 osób i cały zespół, a on czuł, że wszyscy reagują empatią. Nikt nie dał mu odczuć, że stało się coś nieodpowiedniego. Dzięki temu, jak mówi, miał poczucie, że koncert wciąż jeszcze większy sens.
"Co będzie, kiedy taty zabraknie?"
Kuba Sojka przyznaje też, że jeszcze za życia ojca zastanawiał się nad przyszłością. Myślał wtedy czasem: "Co będzie ze mną, co będę robił, jak jego już nie będzie?". Wyobrażał sobie nawet, półżartem, półserio, że raz do roku będzie pojawiał się na sylwestrowym koncercie obok Maryli Rodowicz i zaśpiewa właśnie "Tolerancję". "I tak do końca życia" - śmiał się.
Rzeczywistość okazała się jednak bardziej skomplikowana. Choć zna tę piosenkę od samego początku i doskonale pamięta moment jej powstawania, zdarza mu się wyrzucić ją z głowy. Przyznaje też, że przez lata miał jej trochę dość. Słyszał ją tysiące razy i sam grał ją niezwykle często. Dlatego – jak mówi – to ostatnia piosenka taty, którą chciałby wykonywać na scenie.
Nie chodzi o brak szacunku. Wręcz przeciwnie. Syn muzyka podkreśla, że w dorobku Stanisława Soyki jest wiele innych świetnych kompozycji, które nie są tak szeroko znane, a zasługują na uwagę publiczności. A jednak to właśnie "Tolerancja" pozostaje tą jedną, najbardziej oczekiwaną przez słuchaczy. I - jak przyznaje - tak już musi być.
Pozostaje mu mierzyć się z emocjami, wspomnieniami i z piosenkami ojca, które – nawet jeśli zna na pamięć – potrafią nagle zniknąć z głowy w najważniejszym momencie. Bo czasem na scenie najtrudniejsze okazuje się nie śpiewanie, ale powstrzymanie łez.
Źródło: RadioPogoda.pl, Facebook/cezary.ciszewski