advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:

W seniorach drzemie wielki potencjał! "Różnice mogą być fascynujące"

15 min. czytania
10.11.2024 10:12
Zareaguj Reakcja

Część seniorów może czuć się pomijana w życiu społecznym, inni z różnych przyczyn izolują się sami. Jak można pomóc takim osobom? Jak zintegrować różne grupy wiekowe? Pomóc w tym może projekt "UTW dla Społeczności"! Dziennikarka serwisu RadioPogoda.pl porozmawiała z jego koordynatorką, Agnieszką Kocon z Towarzystwa Inicjatyw Twórczych "ę".

Jak seniorzy mogą być włączani w życie społeczne?
fot. Towarzystwo Inicjatyw Twórczych 'ę' / Flickr

Do 15 listopada trwa jeszcze nabór do projektu Towarzystwa Inicjatyw Twórczych "ę" – "UTW dla społeczności". Dzięki niemu seniorzy z Uniwersytetów Trzeciego Wieku otwierają się nie tylko na własnych rówieśników, lecz także przedstawicieli młodszej grupy wiekowej.

Rozwiąż quiz o powiedzeniach z PRL. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...

Quiz: Quiz. Cytaty, hasła i powiedzenia PRL. Pamiętasz choć 12/20?

1/20 Co było "przyczyną ślepoty"?

Na czym dokładnie polega projekt? Jaką rolę słuchacze UTW mogą spełniać w społeczeństwie? I jak każdy z nas może pomóc we włączaniu osób starszych w krąg sprawczości podczas działań społecznych? W poprawie jakości ich życia? O to zapytaliśmy koordynatorkę projektu "UTW dla Społeczności" – Agnieszkę Kocon.

Tym wyróżnia się projekt "UTW dla Społeczności"

Wioleta Wasylów, dziennikarka serwisu RadioPogoda.pl: Na czym polega projekt "UTW dla Społeczności"?

Agnieszka Kocon, koordynatorka projektu „UTW dla Społeczności” w Towarzystwie Inicjatyw Twórczych "ę": Jest dedykowany UTW jako instytucjom. Przewiduje mikrogrant w wysokości 4,5 tys. zł – od Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności – na przeprowadzenie pilotażowego działania społecznego. W istocie to edukacyjny projekt, w którym trzyosobowe reprezentacje – czasami reprezentanci się wymieniają – są przeszkalane w potrzebnych do tego kompetencjach. Uczestnictwo w projekcie jest dość długie.

Ile trwa?

Prawie 12 miesięcy, a do tego co roku jest nowa edycja. Teraz rusza już dwunasta.

Dlaczego potrzeba aż tyle czasu?

Ponieważ edukacja jest prowadzona "od zera". Dotyczy tego, jak przeprowadzić niewielkie działanie społeczne, niosące zmianę na lepsze. Wcześniej potrzeba diagnozy problemu, potrzeb społeczności, do której dany UTW chce się zwrócić. Część szkoleniowa online zaczyna się w grudniu, później comiesięcznie trwa wsparcie tutorskie zindywidualizowane dla każdego UTW.

W lutym mamy wspólny zjazd stacjonarny. Potem pod naszym okiem odbywa się komponowanie planu na działanie i podpisywanie na jego podstawie wniosku grantowego. Wprowadzamy uczestników programu w logikę działania projektowego, uczymy rozpisywania wniosków, ale nie jest to tak skomplikowane jak większość wniosków, więc to projekt dla laików. Doskonały na pierwszą przygodę z działaniem dla społeczności.

Zobacz także: To jedyna taka okazja dla seniorów. Pociągiem pojadą za złotówkę

Dzięki temu UTW przeformułowują się na tyle, na ile chcą, w lokalne ośrodki animacji społecznej, bo w projekcie wchodzą w różne partnerstwa, a widoczność się zwiększa. Dołączają do nich nowi słuchacze. To boost dla UTW, przynosi masę nowych kompetencji. Umiejętność diagnozy, narzędzia pozwalające docierać do społeczności i włączać ją w działania w partycypacyjny sposób.

Słuchacze UTW wywodzą się z rzeczywistości, gdzie nie istniał koncept partycypacji obywatelskiej. W efekcie wchodzą w te działania jak w masło. Zaletą jest też stwarzanie okoliczności partnerstw międzypokoleniowych, w których obie grupy uczą się od siebie.

"Chcemy, by wiązało się to z poczuciem misji"

Czyli UTW muszą zaproponować konkretny pomysł i wtedy mogą dostać finansowe środki na to?

Jak najbardziej. Koncepcja działania dla społeczności opiera się na pracy wolontariackiej. To reguluje ustawa o wolontariacie, choć nie zawsze jest przez instytucje poszanowana i bywa, że wolontariusze są wyzyskiwani.

W jaki sposób zapobiegacie takim sytuacjom?

Bardzo zachęcamy wolontariuszy do stawiania granic. Nie bylibyśmy też wiarygodni, gdybyśmy nie dawali im środków na "rykoszetowe" koszty. To tylko 4,5 tys. zł, ale nie ma mowy, by dokładali od siebie na materiały warsztatowe, przejazdy czy poczęstunek. Chcemy, by praca dla społeczności wiązała się z poczuciem misji i entuzjazmem, a nie z dodatkowymi wydatkami.

Czyli najpierw odbywa się szkolenie wszystkich reprezentacji i dopiero po nim podejmujecie decyzję, komu przyznać na dotacje?

Właściwie to nie, bo podejmujemy decyzję o dziesięciu uniwersytetach, które włączamy do edycji. Dopiero potem rozpoczyna się proces szkoleniowy, a jego elementem jest rozpisanie planu i otrzymanie dotacji. Natomiast tego etapu nie można oblać! Będziemy tak długo pracowali z UTW, dopóki plan nie będzie "godny" wsparcia.

Seniorzy kryją w sobie "wielki potencjał"

Czyli na początku jest wstępny plan, który jest dopracowywany w kolejnych etapach?

Tak. To, co rozpatrujemy do włączenia w poczet uczestników, stanowi raczej rozpoznanie gotowości, intencji UTW. W obie strony, bo formularz zgłoszeniowy zawiera pytania o to, jakie jest oczekiwane wsparcie, byśmy mogli podjąć decyzję, czy możemy dać, czego UTW oczekuje.

Na przykład?

Głównie pytania o doświadczenia w wolontariacie, intencje i gotowość do otworzenia się na społeczność, bo to nie jest standardowy model działania UTW. Zazwyczaj słuchacze zrzeszają się z myślą o rozwoju własnym, edukacji formalnej. Jednocześnie mają wysokie kapitały społeczne, kulturowe, dużo doświadczeń. To wielki potencjał indywidualny i grupowych, bardzo dużo miękkich zasobów, które nie są uwalniane. Nasz projekt stwarza okoliczność do tego, by móc realizować dalej swoje pasje, tylko – w trochę innej formule. Takiej pracy na zewnątrz, na rzecz innych ludzi.

Ile UTW jest w każdej edycji tego projektu?

W każdej edycji zrzeszamy 10 uniwersytetów. W sumie było ich już 110, bo każdy UTW może brać udział tylko raz, a mamy za sobą 11. edycję.

Czy Towarzystwo Inicjatyw Twórczych "ę" ma też projekty skierowane do jednostek?

Tak, ale ja go nie koordynuję. "UTW dla Społeczności" to część większego programu. Drugim komponentem jest konkurs "Seniorzy w Akcji" skierowany do indywidualnych animatorów w wieku 60+.

Starcia międzypokoleniowe

Może pani podać przykłady zrealizowanych pomysłów w ramach "UTW dla Społeczności"?

Model przeformułowania, o który nam chodzi, bardzo dobrze obrazuje Wawerskie Towarzystwo Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Wolontariusze z jego sekcji teatralnej weszli gładko w zaproponowane im rozwiązanie, by wytworzyć sztukę tworzoną partycypacyjnie jako treść. Występowali w niej w roli babć i dziadków. Do partnerstwa zaprosili członkinie organizacji Kobieca Strona Wawra, z młodszego pokolenia, które reprezentowały córki.

Było to odważne posunięcie, bo włączyli się w dyskurs wokół tego, gdzie leży granica samostanowienia o sobie. Seniorzy często borykają się z tym, że są trochę "na siłę" wsadzani w rolę darmowych opiekunek.

Przez to nie zawsze mają jak realizować własne potrzeby. Zgadzają się, bo pragną kontaktu z wnukami, ale nie chcą stawać w poprzek potrzebom własnych dzieci. To rodzi dużo trudności relacyjnych. Więc temat jest trudny i niejednoznaczny. Oni się jego podjęli i mieli pełną świadomość, że to nie może być przedstawienie jednostronne. Więc partnerstwo okazało się strzałem w dziesiątkę. Powstało przedstawienie o wymownym tytule "Matki, córki i kłopoty".

Zobacz także: Wilhelmina Iwanowska była pionierką. Nauka wiele jej zawdzięcza

Gdzie było wystawiane?

W Wawerskim Centrum Kultury, gdzie mają siedzibę. Było to jednorazowe przedstawienie, ale posiadają duży apetyt na to, żeby wystawiać to dalej i rozszerzyć o dyskusje z publicznością i warsztaty. Jako realizatorzy bardzo sobie cenimy, że przygoda uczestników z wolontariatem nie kończy się na zamknięciu edycji. Wchodzą w to dalej, mając już zdobyte kompetencje i doświadczenia.

Czyli wychodzą od państwa z bardzo konkretnymi, jednorazowymi projektami, ale dzięki nim wiedzą, jak to dalej rozwijać.

Dlatego dbamy o edukacyjne elementy. Jeśli nie wpuści się ludzi w doświadczeniowo-szkoleniowy wymiar, to skończy się na gadaniu. Oni muszą przez to przejść pod czujnym okiem tutora, spróbować tego w praktyce i przy wsparciu. Po to, by później próbować samemu – i robią tak bardzo często! To nasza wielka duma.

"Te różnice mogą być fascynujące"

Wracając do tego projektu, był on bardzo międzypokoleniowy.

Zachęcamy do międzypokoleniowości, ale tylko na zasadzie autentycznego partnerstwa. Gdzie wszystkie strony dają po równo i otrzymują po równo, mają możliwość wyrażenia swego zdania i żadne z tych zdań nie jest ważniejsze. Obie strony kształtowały się w innych rzeczywistościach, stąd różnice generacyjne. Ale one mogą być fascynujące i wzbogacające obie strony, dlatego tak moderujemy procesy, żeby to był zysk dla wszystkich, a nie okoliczność do przeforsowania racji.

Czy były jeszcze inne projekty mocno zahaczające o międzypokoleniowość?

Bardziej "pluszowe" realizacje, bez starć w dialogu jak w projekcie wawerskim, to byłby projekt Stowarzyszenia UTW "Tęcza" z Trzebnicy.

Na czym polegał?

Siedemnastu wolontariuszy zaznaczyło we wniosku, że bierze w partnerstwo dzieci z podstawówki, co zresztą było bardzo poruszające. W tym projekcie stwarzano okoliczności do wspólnego przebywania razem, ale takiego, żeby wstąpiła jakaś trudność – np. na wycieczce, gdzie kogoś boli noga, ktoś się niecierpliwi itd. Grupy siebie obserwowały, rozmawiały i szukały sposobów na międzypokoleniowe wsparcie. Projekt, dla odmiany, zwieńczono pokazem mocnych stron, talentów, podczas corocznego święta Trzebnicy.

O czym konkretnie ten projekt by nie był, nie zakończył się przedstawieniem czy książką kucharską, tak jak w Korfantowie, gdzie wolontariuszki z UTW i młodzież szkolna wspólnie wypracowali "Przepiśnik". Przepisy w nim były oparte na produktach lokalnych i sezonowych, żeby jedzono ekologicznie i zdrowo.

W Trzebnicy nic konkretnego nie powstało, ale zmiana społeczna, o którą chodzi, wydarzyła się w głowach uczestników, zmieniła im się perspektywa. Był to o tyle ciekawy projekt, że tam nie utworzono grupy projektowej i grupy odbiorców, bo weszli w idealne partnerstwo. To dobry przykład, bo pokazuje, że to wcale nie muszą być spektakularne rzeczy. Nawet te pozornie małe mogą komuś zmienić jakość życia.

To może zainspirować do działania nas wszystkich

Jeszcze jakiś przykład zorganizowanej akcji, którą może być inspiracją dla nas wszystkich?

Bardzo wzruszający projekt był w 10. edycji. UTW z Redzikowa wszedł w partnerstwo trójstronne z DPS-em dla pacjentów ze schizofrenią i schroniskiem dla zwierząt. Wspólnie wyprowadzali psy, a ponieważ to osoby z deficytami, trudnościami, sprawa się trochę komplikowała, a słuchacze UTW – obawiali.

Nie wiedzieli, jak się zachować w sytuacji niepokojącego ich zachowania ze strony osoby ze schizofrenią. Każda ze stron miała swoje bariery. Nie można ich było negować, tylko przeprowadzić spotkania z psychologiem i ożywioną dyskusję, by rozwiać wątpliwości. Zostawiliśmy furtkę, że mogli się wycofać. To bardzo odpowiedzialne, ale nieczęste. Mogłoby się wydawać porażką, że ktoś zrezygnuje, więc my przekonywaliśmy, że niekoniecznie, że to wyraz odpowiedzialności. I nikt się nie wycofał! To był już pierwszy sukces tego działania.

Ile osób podjęło się tego wyzwania?

Z wolontariatu – 14, mieszkańców DPS-u było chyba nawet więcej. Część rzeczywiście wyprowadzała psy, część się bała. Ale dla nich też znalazło się pole do działania, bo oprócz spacerów odbywało się wspólne wytwarzanie rękodzieła, sprzedawanie ciasta i wydawanie zupy na lokalnych wydarzeniach. Cały zysk szedł na schronisko. Zebrali pieniądze, wyprowadzili psy, ale tak naprawdę chodziło o relacje.

Na jakiej zasadzie?

Uczyli się od siebie, przełamywali ograniczenia wewnętrzne. Być może wcześniej żadna inna sytuacja nie unaoczniłaby im, że w ogóle mają podobne opory, więc w relacjach międzyludzkich zadziała się prawdziwa "magia". Niedawno to się wspaniale zweryfikowało.

W jaki sposób?

Jedna z wolontariuszek zmarła i miała piękne pożegnanie. Jej koledzy umówili się, że w każdą rocznicę śmierci Bożenki będą mieli głośne na całą gminę wyprowadzanie psów. To wpływa na wizerunek UTW i jego społeczności, a także, pozytywnie, na życie wolontariuszy. Namawiamy, by planowane zadania nie należały do trudnych do wykonania, tylko się opierały na chęciach, pasjach i satysfakcji. To najlepszy motor do działania!

Liczą się nawet najmniejsze gesty

Wielu seniorów na co dzień nie ma takich bodźców, więc pewnie nawet te najmniejsze rzeczy mogą urosnąć do dużo większych rozmiarów, niżby się wydawało?

Już samo to, że ktoś ma powód, by wyjść z domu. Dlatego bardzo nam zależy na zaplanowaniu działań tak, by włączać kolejne osoby starsze w krąg sprawczości. Zupełnie inaczej motywuje np. darmowy bilet do teatru, a inaczej sytuacja, kiedy jest się zaangażowanym w grupową akcję i inni na mnie polegają. Czuję odpowiedzialność, jak się na coś umówiłam, nie mogę zawieść.

Tylko mogą się pojawić trudności z dotarciem do osób, które nie należą do UTW.

Szczególnie takich. W modelach działań, do których chcemy nakłaniać, odbiorcami są ludzie z zewnątrz i nierzadko UTW podejmują działania skierowane do innych seniorów. Coraz częstszy, choć nadal dużo rzadszy niż byśmy chcieli, model to osoby w "trzecim wieku". Nadal są sprawne na różnych polach, kierują swoje działania do osób w "czwartym wieku", kiedy sprawność, mobilność jest zupełnie inna. Często przebywają już w domach dziennego pobytu, zamkniętych domach spokojnej starości albo nawet – własnych czterech ścianach. To działania na małą skalę, ale nawet fakt, że ktoś przyjdzie do nich poczytać książkę albo podyskutować, może im zmienić życie.

Zobacz także:  Silversi – potencjał, który warto wykorzystać! Sytuacja na rynku pracy osób 50+

Grupa z Trzebnicy, o której wspomniałam, wie, że jako reprezentanci UTW są elitą i nie stanowią grupy reprezentatywnej dla wszystkich seniorów, więc mają taką misję... Działają w teatrze, kabarecie, pantomimie, chórze, tańczą i dają przedstawienia w domach spokojnej starości. Jednocześnie pozostają bardzo skromni, bo kiedy składali do nas wniosek, zaznaczyli, że nie mają doświadczenia dużego w działaniach ze społecznością. Kiedy jednak zaczęło się z nimi rozmawiać, nagle okazało się, że tego jest bardzo wiele. Tyle, że oni tego nie robili na zasadzie wykazania rezultatów. Po prostu posiadają taką wrażliwość!

W jaki sposób przebiegała ta współpraca?

Pierwszym etapem merytoryczno-warsztatowym w naszym projekcie jest rozpoznanie zasobów UTW. Najczęściej uczestnicy wychodzą z niego bardzo zaskoczeni, bo nie zdawali sobie sprawy, że mają ich aż tyle. Ktoś z zewnątrz musiał trochę inaczej zadać pytanie, inaczej nakierować, by zobaczyli, ile posiadają. Z tej perspektywy zupełnie inaczej się wychodzi do podjęcia inicjatywy.

Seniorzy nie zdają sobie sprawy ze swojego potencjału

Czują się wtedy pewniej w swoich poczynaniach?

Zdecydowanie. W życiu pewnie nie pomyśleliby o tym, żeby sklasyfikować swoje zainteresowania indywidualne jako zasoby do działania, coś, co może pomóc innym i dać im przyjemność. Tak samo w przypadku doświadczenia zawodowego... To często bardzo cenna wiedza i kapitał społeczny.

Dobrze usieciowione są słuchaczki UTW, które były nauczycielkami. Znają wszystkie dzieci i rodziców, więc łatwo im dotrzeć do odbiorców, zaprosić do działania. Bo czymś innym będzie zaplanowanie działania na podstawie rozpoznanej potrzeby, a czymś innym dotarcie do osób których potrzeby się wstępnie rozpoznało i nakłonienie ich do uczestnictwa. Więc tego też dotyczą nasze warsztaty: jak pozyskiwać sojuszników, partnerów.

Mogą zobaczyć, jak to wygląda od środka, jak zdobywać partnerów albo pozyskiwać środki?

Tak, a kiedy trzeba, tutorzy występują w roli lobbystów i idą do partnera, który jest na świeczniku i reprezentują UTW. Nie każdy czuje się komfortowo w negocjacjach, ale też często partner wydaje się niezdobyczny. To brzmi śmiesznie, ale ta persona, że przyjechał porozmawiać "pan z Warszawy", naprawdę działa. My byśmy tego nie chcieli. Ironicznie o tym mówimy, bo pragniemy zrobić z UTW figury, z którymi się trzeba liczyć w lokalnej rzeczywistości instytucjonalnej. I to się udaje!

Tak słuchacze UTW otwierają się na innych

Skąd wyszła inicjatywa powstania "UTW dla Społeczność" i "Seniorów w Akcji"?

Towarzystwo Inicjatyw Twórczych „ę” ma 22-letnią historię, a od 17 lat uposażamy w nowe kompetencje animatorów w wieku senioralnym. "UTW dla Społeczności" w obecnym kształcie rekrutuje do 12. edycji, czyli 11 lat jest za projektem. "Seniorzy w Akcji" mają dłuższą historię, bo rozpoczęła się teraz 17. edycja.

Te projekty były kiedyś całością, skierowaną do zarządów UTW. Miały dotyczyć kompetencji liderskich i społecznych, ale okazywało się, że środowisko jest bardzo nieskonsolidowane. Jedni drugim wypominali, że "nie są UTW, bo nie mają współpracy z uczelnią" itd. To był czas, kiedy liczba UTW dopiero się zwiększała. Kiedy PAFW zaczął się przyglądać środowisku, było ich ok. 20. Potem PAFW bardzo wspierał powstawanie UTW i szybko zrobiło ich 600. Obecnie osoby zrzeszone w UTW stanowią ze 4 proc. społeczności seniorskiej w Polsce.

To dużo czy mało"?

To nadal mało, ale te środowiska mają w sobie dużo potencjału poza edukacją, który da się wycisnąć, dlatego było poszukiwanie nowej formuły. Obecnie w "UTW dla Społeczności" w kompetencje lidersko-społeczne mogą być uposażani już nie tylko członkowie zarządu, ale każdy słuchacz.

Czyli musi być zrzeszony, ale nie musi być z zarządu?

To mogą być zwykli słuchacze, ale i tak muszą mieć aprobatę "z góry", bo formalne zakotwiczenie musi stanowić reprezentacja taka jak w KRS-ie. W przypadku UTW, które są w strukturach uczelni, to rektor. Niekóte UTW są sekcjami w bibliotekach i domach kultury – wtedy umowę podpisze właśnie dom kultury.

UTW powinny być równymi partnerami

Czy w ostatnich latach był duży rozwój, jeśli chodzi o pozanaukowe inicjatywy i sekcje UTW, czy nadal jest to w powijakach?

To trudne pytanie. Pozostajemy w kontakcie z naszymi absolwentami i z tego, co widzę, coraz więcej z nich radzi sobie w projektowej rzeczywistości. Bardzo często to działania, w których są sprawcami, a nie tylko odbiorcami. Ale nie zawsze są skierowane poza UTW.

Co to znaczy?

Najlepszy przykład, jak to się dalej rozwijało dla całej społeczności, integracji międzypokoleniowej i zwiększonej widoczności, stanowi UTW z Choczewa, który uczestniczył w naszym projekcie. Tam środowisko seniorskie jest bardzo rzutkie. Teraz koordynuje działania dla innych animatorów w całej gminie. To moja wielka duma!

Zobacz także:  Seniorzy stronią od sanatoriów. Nie do wiary, jak to tłumaczą

Najtrudniej jest uniwersytetom przy uczelniach. Uczelnie mają swoje agendy i to jakoś przepada, co widać już widać na etapie formalności i podpisywania umowy: ile to trwa, przez ile biurek przechodzi. Do tego często ciężko później UTW pozostać w gazie, który zyskują w uczestnictwie, bo to nie mieści się w założeniach, statucie. Ale jak się dobrze nie układa, to UTW może przejść pod kuratelę innego uniwersytetu. Mamy taki dowód z niedawnej edycji w Tychach, Tychy to województwo śląskie, ale byli pod kuratelą Akademii Krakowskiej. A teraz są pod Akademią WSB. Pełni nadziei i werwy do działania. To nie jest cyrograf na całe życie.

Nie wiedziałam, że to może być takie płynne.

To się zdarza. Natomiast może trzeba wyartykułować władzom uczelni i samym UTW, że są partnerem, a nie zależną komórką. Czasem dochodzi do zawłaszczania, nie pozwala się UTW utworzyć własnej tożsamości albo właśnie UTW woli się nie wychylać. Nie utyskuję na ten model działania, ale to, pod kim się jest strukturalnie, sprawia, że trzeba się liczyć z inną agendą niż swoja. Nie jest się do końca decyzyjnym. Nasze warsztaty też są o rozpoznaniu własnej pozycji w negocjacjach, czy mi to pasuje i co chcę z tym zrobić. To często jest "gamechanger".

Korzystają na tym wszyscy

Zakładam, że przez lata to się zmieniło na plus i coraz częściej UTW są traktowani poważnie?

Tak. Bardzo wiele UTW teraz się szczyci działaniami sekcji wolontariackich, które u nas założyli. Niektóre trwają już osiem lat, tak jak w Wodzisławiu Śląskim. Tam jest chyba najprężniej działająca sekcja, duma uniwersytetu. Wolontariuszki tam cały czas coś robią i każdy się zastanawia, jak znajdują na to czas, środki. Po prostu taki duch, że nie usiedzą! Są doceniane i cała społeczność na tym korzysta, zaś UTW jest potem beneficjentem dobrych układów, pozycji negocjacyjnych do czegoś innego. Nie mają problemu z siedzibą, udostępnianiem im sali warsztatowej, za którą musieliby płacić komercyjnie kupę kasy. Na zasadzie barteru: tam się dużo dzieje, bo one już tyle dały od siebie do tej puli.

Sprawiają, że się UTW się rozwija. Rozumiem, że jest o nim głośniej też poza środowiskiem uniwersyteckim?

Zdecydowanie. Biorą udział w imprezach, gdzie jest wiele różnych podmiotów, więc widoczność się zwiększa. To często chwalebne akcje, o których bywa głośno na całym Śląsku. Liderka tej grupy, Edyta Mężyk, nieraz odebrała nagrodę dla wolontariusza roku, stanowi więc "chodzącą reklamę".

Tak seniorzy mogą być włączani w krąg sprawczości

Chciałam zapytać, jak czytelnicy serwisu Radia Pogoda mogą pomóc we sprawczym włączaniu seniorów, którzy nie są związani z żadnym uniwersytetem?

Porozmawiać z tą osobą o wartościach jej przyświecających. Próbować znaleźć wspólny cel, rozpoznać potrzeby, jakie widzi – często nie u siebie, a u całej grupy. Nie będzie mówiła na przykład: "Ja, mieszkająca na czwartym piętrze bez windy", tylko: "My, więźniowie czwartego piętra". Z takich rozmów klarują się cele i propozycje rozwiązań systemowych dla całych grup. Jak ileś razy pojawi się dany problem, to mamy potwierdzenie, że to kwestia, którą należy zająć się systemowo, w trzecim sektorze – organizacji pozarządowych. Może powinna zainterweniować administracja publiczna powinna, ale nie zawsze jest wydolna. Po to jest partycypacja obywatelska, by można było coś od siebie dołożyć.

Zobacz także:  Seniorzy nie muszą za to płacić. Sposób na spore oszczędności

Seniora możemy włączyć jako eksperta. Kogoś, kto daje diagnozę i bada, czy proponowane rozwiązania są dobre. Jeżeli nie jest już aktywny, bo ocenił swoją sprawczość jako zbyt małą, albo już mu się nie chce, zawsze da się zaangażować w jakiś inny sposób i to często będzie katalizator, że jednak będzie chciał potem do tej sprawności wracać.

Pokazać mu, że ma jeszcze wiele do zaoferowania?

Każdy z nas chce być potrzebny, stać się częścią czegoś większego. Potrzebę sprawczości można na bardzo wiele sposobów realizować, trzeba tylko wejść w naprawdę głęboki dialog, co ta osoba jest gotowa dać.

Czasem to, co oferuje, może brzmieć jak "marudzenie", ale w istocie to komunikat o emocjach i trudnościach, z jakimi się mierzy. Z tego można wiele wyczytać i później z takiej osoby zrobić eksperta. To brzmi od czapy zupełnie, ale to mogą być bardzo różne drogi i nie muszą być związane ze sprawczością fizyczną. Pytanie, jak do takiej osoby dotrzeć, skoro ona sama nie zejdzie z tego "piętra". Musimy skądś wiedzieć, że tam jest. Więc najlepsza recepta to być uważnym na drugiego człowieka.

"Trzeba mieć oczy dookoła głowy"

Warto patrzeć, co się dzieje dookoła nas, czy ktoś potrzebuje pomocy. Zapytać, porozmawiać.

"Sąsiad, którego widywałem codziennie, może nie mówił mi dzień dobry i wyglądał, jakby nie chciał ze mną gadać, ale od trzech dni go nie widzę... Może coś się dzieje". Warto zapukać, spróbować porozmawiać. To brzmi jak banał, ale to już naprawdę dużo! Nikt z nas tego nie robi, a może powinien. Jak wówczas zmieniłby się świat?

Warto wykazać inicjatywę, bo niektórzy mogą zauważyć, ale nic z tym nie zrobią, nie podejdą, nie zapytają. Pewnie większość będzie się zajmowała swoimi sprawami i nie będzie ingerowała?

Właśnie, ingerencja! To nie musi być kwestia tego, że ktoś się nie interesuje i jest ignorantem. Wręcz przeciwnie, myśli sobie: "Nie będzie się wtrącał i zawracał komuś głowy". A czasem warto, nawet jak się zdarzy, że niepokój był na wyrost. Wówczas wystarczy powiedzieć, że kierowała nami troska i się zmartwiliśmy. I ten sąsiad prawdopodobnie zacznie nam mówić "dzień dobry", bo relacja się zmieni – nawet jeśli akurat nie potrzebował pomocy.

Rozmawiajmy z seniorami

Może uda się dotrzeć do większej liczby takich osób i skrzyknąć grupkę?

Tak i to kolejny "wachlarz potrzeb". Zawsze stawiamy na diagnozy, bo można sobie wymyślić mnóstwo fantastycznych działań, tylko jeżeli to nie zdobędzie się oparcia w faktycznych potrzebach, nikt nie będzie w tym uczestniczył. Albo – nie dotrzemy do obszarów, gdzie pomoc jest faktycznie konieczna. Więc trzeba być uważnym, mieć oczy dookoła głowy. Oczywiście każdy ma własne życie, ale chodzi o empatię i daje tyle satysfakcji!

To jest bardzo proste, bo wystarczy dwa słowa zamienić z taką osobą i ona może zobaczyć, że ktoś się nią interesuje, prawda?

Tak i powie o takich potrzebach, które nigdy by nam nie przyszły do głowy. Nie jesteśmy w stanie tego zgadnąć, jeśli nie porozmawiamy.

Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na RadioPogoda.pl!